Wywiady i rozmowy

Franciszek nie potrzebuje medialnej strategii

Franciszek pociąga ludzi, bo jest bardzo wiarygodny z punktu widzenia Ewangelii.
NurPhoto/AFP, Krystian Dobuszyński
O nowej ewangelizacji mówili już Jan Paweł II i Benedykt XVI. Obecny papież nadaje jej konkretny kształt. Jednak istota Kościoła, jego nauczanie społeczne pozostają niezmienne – mówi jezuita, były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Federico Lombardi

Rzeczposoplita: Pontyfikat papieża Franciszka niektórzy uznają za rewolucję w Kościele, przy czym jedni tą rewolucją się zachwycają, inni zdecydowanie mniej... Czy uważa ojciec, że ten pontyfikat można opisać właśnie w kategoriach rewolucji?

Federico Lombardi: Ja zwykle bardziej dostrzegam ciągłość i jestem przekonany, że co najmniej w 80 procentach jest to pontyfikat kontynuacji. Posługa papieża jest jasna – w samym Kościele, w ekumenicznym dialogu z innymi wyznaniami chrześcijańskimi, w dialogu z innymi religiami, na rzecz pokoju, solidarności, sprawiedliwości. To samo dotyczy wszystkich wcześniejszych posoborowych papieży – Benedykta XVI, Jana Pawła II, Pawła VI. Każdy z nich to inna osobowość, z indywidualnym stosunkiem do różnych problemów, ale istota posługi się nie zmienia. Papież Franciszek pytany o kwestię sprawiedliwości czy pokoju odpowiada, że istnieje doktryna społeczna Kościoła zawarta w „Kompendium katolickiej nauki społecznej" i on jako katolik nią się kieruje. W kwestiach doktrynalnych odwołuje się do „Katechizmu Kościoła katolickiego".

A gdzie można dostrzec u niego elementy nowości?

Franciszek po swojemu rozkłada akcenty. Dzięki szczególnemu darowi podejścia duszpasterskiego oraz łatwości w nawiązywaniu relacji z ludźmi niweluje dystans między nimi a sobą. Przeniósł się z pałacu papieskiego do Domu św. Marty, zastąpił opancerzony samochód otwartym jeepem. Taka postawa może wydawać się nowa. Ale kiedy wiele osób zachwyca się, że Franciszek obejmuje chorych, nie pamiętają, że tak samo robił Jan Paweł II. Trzeba jednak powiedzieć, że obecny papież ma szczególny dar bliskości, który ludzie uznają za coś nowego – nie tylko w jego postawie, ale także w postawie Kościoła, który on uosabia. Dzięki temu wielu wiernych odczuwa, że miłość Boża w Kościele i w osobie papieża jest bliższa niż dawniej.

Dzięki podejściu duszpasterskiemu, na przykład do rodzin będących w trudnej sytuacji, Franciszek pomaga Kościołowi w okazywaniu takim ludziom uwagi, szacunku i zaangażowania. To coś pozytywnego, ale – podkreślam – nie jest to żadna rewolucja w Kościele.

Czy taka postawa obecnego papieża przekłada się na życie instytucjonalne Kościoła?

Znaczącym wkładem Franciszka jest to, że przykłada szczególną wagę do synodalności Kościoła. Weźmy choćby ostatni synod biskupów na temat rodziny. Papież zaproponował nowe podejście, które przyniosło więcej otwartej dyskusji i zaangażowania całej wspólnoty kościelnej.

Warto też zwrócić uwagę na nową ewangelizację. Mówili o niej już Jan Paweł II i Benedykt XVI. Jednak w postawie Franciszka – w jego porannych homiliach w Domu św. Marty, w stylu dokumentów – widzimy, że przybiera ona konkretny kształt. Wcześniej mieliśmy ideę, teraz mamy nowe podejście do ludzi. Jednak istota Kościoła, a także jego nauczanie społeczne, pozostają niezmienne.

Czy Franciszek – jak uważają niektórzy – dopuszcza pluralizm doktrynalny w Kościele? Mam tu na myśli głównie posynodalną adhortację „Amoris laetitia", która w Kościołach lokalnych interpretowana jest bardzo różnie, a Franciszek nie tylko się temu nie przeciwstawia, ale jakby do tego zachęcał. W Kościele mamy wieloraki pluralizm, ale nigdy dotąd nie dotyczył on kwestii doktrynalnych.

Nie nazwałbym tego pluralizmem doktrynalnym. Chodzi tu raczej o rozeznawanie. Musimy w każdej konkretnej sytuacji odnajdywać, jaka jest wola Boża, jakie podjąć konkretne działania w imię naszej wiary. To bardzo ważne, co mówi do nas Bóg poprzez nasze konkretne doświadczenia, poprzez dialog z nami.

Tego właśnie dotyczy adhortacja „Amoris laetitia". Następuje tu przejście od ogółu do konkretu. Nie można bowiem pozostać na poziomie zasad, ale trzeba przetłumaczyć je na praktykę. Mówić nie tylko w kategoriach ogólnych, ale zejść na poziom konkretnej sytuacji. Powinno to znajdywać odzwierciedlenie w postawach duszpasterskich. Tego problemu doświadczamy także w Kościele.

Nie chodzi więc o zróżnicowanie doktryn, ale o wcielanie naszej wiary w życie, w którym mamy do czynienia ze zróżnicowanymi sytuacjami, z wielką różnorodnością doświadczeń. Musimy też brać pod uwagę odmienności kulturowe.

Miał ojciec wyjątkowe doświadczenie oglądania z bliska trzech kolejnych papieży. Jak można opisać ich – choć to chyba nie jest najlepsze określenie – strategie medialne?

Żaden z nich nie miał strategii medialnej. Dla mnie w centrum jest zawsze osoba papieża jako przekazującego wiarę. Jan Paweł II był bardzo silną osobowością, o mocnej wierze, wielkiej miłości i wyjątkowej odwadze. Miał nadzwyczajną, cudowną wiarygodność, ponieważ był osobowością niezwykle spójną i nie bał się mówić, co myśli. Skuteczność jego przekazu wynikała moim zdaniem z siły jego osobowości.

Benedykt XVI też był bardzo silną osobowością, ale ta siła ujawniała się przede wszystkim w jego umyśle, kulturze, wierze, głębi jego myślenia. Przekazywał swoje zamiłowanie do prawdy i jej poszukiwania, do syntezy wiary i rozumu dzięki sile intelektualnej i duchowej.

Franciszek jest wyjątkowym duszpasterzem o niezwykłej zdolności docierania do ludzi, skracania dystansu, okazywania Bożej miłości do odrzuconych. Jest bardzo wiarygodny z punktu widzenia Ewangelii. To właśnie robi na mnie największe wrażenie.

Nie można jednak zapominać, że ludzie poznają cechy osobowości przez media, które zmieniają się w niesamowitym tempie.

Środki przekazu rzeczywiście się zmieniają – dziś mamy radio, telewizję i media społecznościowe, ale to się z pewnością zmieni. Jednak mając siłę osobowości, świadectwa, możemy posługiwać się rozmaitymi środkami. Na dziennikarzach ta wewnętrzna siła zawsze robi wielkie wrażenie. Kiedy Jan Paweł II mówił im o pokoju i sprawiedliwości, byli tym zafascynowani i pomagali mu jego słowa rozpowszechniać. Nie trzeba było żadnej strategii.

Franciszek jest niezwykle skuteczny dzięki swym gestom. Ludzie się nimi zachwycają, robią zdjęcia, potem je umieszczają na Viralu czy Instagramie. To nie jest strategia medialna, lecz siła przekazu osobowości, którą media dostrzegają i wspierają.

Jaka jest w takim razie rola rzecznika Stolicy Apostolskiej?

Powinien pomagać w rozpowszechnianiu papieskiego przekazu w nieskażonej formie i uzupełniać go niezbędnymi informacjami oraz ułatwiać pracę dziennikarzom czy fotoreporterom. Jednak skuteczność przekazu zależy od wiarygodności świadectwa. Strategia jest bowiem potrzebna, gdy brak jest istoty przekazu. Ale gdy mamy prawdziwą treść, strategia jest drugorzędna. Najważniejsza jest istota przekazu – a tę zapewniają sami papieże. ©?

Ojciec Federico Lombardi pracował w prasie katolickiej i szefował Radiu Watykańskiemu, a w latach 2006–2016 był dyrektorem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL