Wywiady i rozmowy

Nicola Mendelsohn: Co blokujemy na Facebooku

Jeśli reklama jest dobrze dobrana do moich preferencji, to dla mnie korzyść Nicola Mendelsohn wiceprezes Facebooka
Bloomberg, Simon Dawson
Niemal potroiliśmy liczbę osób, które wraz ze specjalnymi programami filtrują treści zamieszczane na FB – mówi Michałowi Szułdrzyńskiemu szefowa firmy Marka Zuckerberga w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie, Nicola Mendelsohn.

Rzeczpospolita: Facebook ostatnio skasował ponad 500 mln kont. Dlaczego?

Nicola Mendelsohn: Zawsze chcieliśmy, by Facebook był miejscem przyjaznym, w którym obowiązują pewne standardy. By każdy mógł w nim poświęcać czas rodzinie, przyjaciołom, biznesowi czy temu, co dla niego ważne. Zdawaliśmy sobie sprawę, że są ludzie, którzy nie chcą się trzymać tych zasad, więc od początku tworzyliśmy wskazówki dotyczące tego, czego nie możemy zaakceptować. W zeszłym tygodniu, w celu zapewnienia pełnej przejrzystości naszego działania, przedstawiliśmy liczby dotyczącego tego, co robimy, by nie dopuścić do pogwałcenia naszych „standardów społeczności": wzywania do nienawiści, pokazywania nagości, wspierania terroryzmu etc.

Kasujecie też fałszywe konta.

Tak.

Jaka była wasza pierwsza reakcja, gdy zorientowaliście się, że ktoś wykorzystał Facebook do tego, by wpływać na wynik wyborów w USA?

Mark Zuckerberg mówił o tym, że Facebook to bardzo optymistyczna firma. Istnieją jednak ludzie, którzy chcą używać naszej platformy w złym celu – bez względu na to, czy chodzi o politykę, biznes, czy cokolwiek innego. Kampania wyborcza w 2016 r. w USA wiele nas nauczyła, szczególnie dlatego, że integralność procesu demokratycznego jest dla nas dużą wartością. Dlatego też chcemy mieć pewność, że po naszej stronie zrobiliśmy absolutnie wszystko, by taka sytuacja się nie powtórzyła. I dlatego podjęliśmy liczne działania. Przede wszystkim postanowiliśmy uniemożliwić zarabianie na fałszywych stronach. Zwiększyliśmy liczbę osób, które pomagają nam w egzekwowaniu przestrzegania naszych zasad z 7 tys. w ubiegłym roku do 20 tys. w tym. Te osoby oraz specjalne programy filtrują treści zamieszczane na Facebooku. Poza tym chcemy, by dla naszych użytkowników było jasne, czym się różnią reklamy polityczne od pozostałych. Współpracujemy z naukowcami z całego świata – bo może tu chodzić o wybory w różnych krajach – by doradzali nam, jakie tutaj zastosować najlepsze rozwiązania.

Czy nie pojawia się ryzyko, że ta 20-tys. armia nadzorców będzie cenzurować Facebook?

Tu chodzi o to, by nasi użytkownicy czuli się na FB bezpieczni i by eliminować tych, którzy mają złe cele. Dlatego opublikowaliśmy precyzyjne „standardy społeczności" mówiące o tym, jakie treści są zabronione, czego tu robić nie wolno. To, co nie jest akceptowane w świecie realnym, nie jest też akceptowane na Facebooku, nie ma tu miejsca na nawoływanie np. do terroryzmu. Jestem bardzo dumna z tego, że udaje nam się usunąć 99 proc. treści zamieszczanych przez organizacje powiązane z Al-Kaidą czy ISIS, nim wyświetlą się komukolwiek na Facebooku. To właśnie efekty pracy naszych ludzi.

Niedawno Facebook ogłosił, że nie ma u niego miejsca dla prawicowych organizacji, takich jak Narodowe Odrodzenie Polski czy Obóz Narodowo-Radykalny. Ich przedstawiciele argumentują, że chodzi o legalnie działające organizacje zarejestrowane w odpowiednich sądach.

To oczywiście nie są łatwe decyzje. Ale zdecydowaliśmy się usunąć te organizacje ze względu na liczne skargi, jakie do nas docierały. W dodatku naruszały one nasze standardy, które wykluczają antysemityzm, mowę nienawiści czy homofobię. I mimo że te organizacje działają tu legalnie, za łamanie naszych standardów zdecydowaliśmy się je zablokować.

Znajdujecie się między młotem a kowadłem. Z jednej strony padają oskarżenia, że Facebook umożliwił ingerencje w proces demokratyczny, a z drugiej – jeśli podejmujecie jakieś działania – pojawiają się oskarżenia o cenzurę.

Chcemy, by wszyscy wiedzieli, dlaczego podejmujemy konkretne decyzje, chcemy być transparentni, dlatego szczegółowo publikujemy zasady naszej społeczności. Dlatego też publikujemy liczby pokazujące, ile kont i ile postów kasujemy. Ale powtórzę, nie ma na naszej platformie miejsca na szerzenie nienawiści.

Problem Cambridge Analytica wynikał ze zbierania przez instytucje zewnętrzne danych o użytkownikach. Ostatnio zablokowaliście 200 aplikacji współpracujących z FB. Dlaczego?

Bo po sprawie Cambridge Analytica jeszcze raz przeanalizowaliśmy, co się działo, zanim parę lat temu zmieniliśmy zasady wykorzystywania danych użytkowników. Szukaliśmy takich miejsc, w których mogło dochodzić do pogwałcenia naszych zasad. Obiecaliśmy, że jeśli okaże się, że jakaś aplikacja łamała zasady porozumienia z Facebookiem, ogłosimy to i zablokujemy jej dostęp.

W ostatnich tygodniach staraliśmy się również wsłuchać w oczekiwania osób korzystających z naszej platformy. Dlatego chcemy, by wiedziały, że mają kontrolę nad swoimi danymi i wiedziały, co my z nimi robimy. Szczególnie dużą uwagę przykładamy też do zagadnień politycznych. Traktujemy te zadania bardzo poważnie.

Wszystko po to, by ludzie korzystający z Facebooka czuli się bezpiecznie i mieli poczucie komfortu. I również, by mogli korzystać z reklam, które są dla nich ważne, które informują ich o tym, czego szukają, które mają walor rozrywkowy czy edukacyjny. I dzięki temu, że ludzie zostawiają u nas informacje o sobie, jesteśmy w stanie jeszcze lepiej dotrzeć do nich z odpowiednimi dla nich treściami.

Facebook bardzo mocno wpłynął na rynek reklam. Dzięki temu, że kierujecie je do konkretnych grup osób, bo możecie je wytypować, mając wiedzę o ich upodobaniach, ceny na tym rynku bardzo spadły w porównaniu z tradycyjnymi mediami. Ale śledztwo amerykańskiego prokuratora Roberta Muellera pokazało, jak niskim kosztem można było wykupić ogłoszenia polityczne, które dotarły do milionów odbiorców. Dlatego Facebook stał się tanim narzędziem do ingerowania w wybory. Co chcecie z tym zrobić?

Przede wszystkim staramy się – jak mówiłam – przeglądać i weryfikować reklamy polityczne i społeczne oraz je precyzyjnie oznaczać. W tej chwili w Irlandii i Kanadzie testujemy bardzo ciekawe rozwiązanie: jeśli widzisz jakąś reklamę, która jest do ciebie skierowana przez partię polityczną, i klikniesz na nią, zobaczysz jej wszystkie inne reklamy, które są kierowane do różnych grup użytkowników. To pozwala na jeszcze większą przejrzystość reklamy politycznej.

Afera Cambridge Analytica dotyczyła nie tylko wycieku danych, ale i naruszenia zaufania. Jak chcecie przekonać 2 mld ludzi, że mogą wam zaufać, że będziecie chronić ich prywatność?

To było dla nas bardzo trudne. Gdy ten skandal wybuchł, poczuliśmy, że zawiedliśmy naszych użytkowników. Wiemy, że musimy odbudować to zaufanie, ale to wymaga czasu. Tego nie zrobi się ot tak. Dlatego staramy się słuchać, czego ludzie od nas oczekują. Stworzyliśmy coś w rodzaju menu prywatności, które w jednym miejscu zbiera wszystkie informacje, na temat tego, co dzielimy z innymi. Aktywnie uczestniczymy również w procesie wdrażania RODO. Staramy się też ludzi uświadamiać, co dzieje się z ich danymi i jak oni mają dbać o swoją prywatność.

Ale to pewien paradoks – z jednej strony uświadamiacie ludzi o tym, czym są dane osobowe, jak wyglądają regulacje RODO, apelujecie, by troszczyli się o swoją prywatność, ale z drugiej strony potrzebujecie tych danych, bo na nich opiera się wasz biznes.

Ja tu nie widzę sprzeczności. Uważam, że ludzie lubią reklamy, jeśli są dla nich użyteczne i dostarczają im informacji. Ja na przykład kocham reklamy (śmiech) i może dlatego nie jestem w pełni obiektywna, ale dzięki nim różnych rzeczy się uczę, mogę kupować różne produkty, które są mi potrzebne. I jeśli reklama jest dobrze dobrana do moich preferencji, to dla mnie pewna korzyść. I dlatego tzw. targetowanie reklam na podstawie informacji, którymi ludzie dzielą się w sieci, to pozytywne zjawisko.

Gdy we wrześniu rozmawiałem z Richardem Allenem (wiceszefem FB na Europę odpowiadającym za politykę publiczną), mówił, że przyszłością waszej platformy jest wideo i wirtualna rzeczywistość (VR). Czy ta prognoza się sprawdziła?

Zgadzam się z Richardem. Wideo to bardzo ważny kierunek, również VR, ale może w trochę dalszej perspektywie. Ludzie dzielą się informacjami o sobie właśnie za pomocą filmów w najróżniejszy sposób. Oglądają setki milionów godzin filmów każdego dnia na Facebooku, które są wrzucane przez użytkowników. Zaobserwowaliśmy też eksplozję zainteresowania usługą stories. Ludzie dzielą się swoim codziennym życiem w taki dość familiarny sposób, a potem to znika w ciągu 24 godz. To sposób, w jaki ludzie wyrażają samych siebie. Wszystko zaczęło się dopiero rok temu na Instagramie i teraz już 300 mln osób dzieli się tam swoimi historiami. Rozszerzyliśmy to też na Facebooka, WhatsAppa i Messengera.

Czy stories to odpowiedź na zjawisko, na które zwraca uwagę część ekspertów, że młodzi ludzie nie czują się już tak dobrze na Facebooku, że wolą Instagram, Snapchat?

Przede wszystkim pamiętajmy, że na Facebooku jest najwięcej młodych ze wszystkich platform na świecie. Ale oczywiście staramy się śledzić, jak ludzie używają technologii i platform internetowych. I dlatego Facebook pięć lat temu wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Dalej naszym celem jest łączenie ludzi, ale dziś ludzie robią to inaczej niż jeszcze niedawno. Pięć lat temu to był tylko tekst, potem przyszły zdjęcia, potem wideo, stories, filmy w technologii 360 stopni.

Chcemy dostarczać ludziom technologii, które będą dawać im radość w taki sposób, w jaki chcą się dzielić z innymi swoim życiem. Dziesięć lat temu wprowadziliśmy News Feed (aktualności) na Facebooku, a teraz jest to rozwiązanie obecne w prawie każdej aplikacji mobilnej. A wtedy największą grupą, która funkcjonowała w tym czasie na Facebooku, była ta o nazwie „We hate News Feed (Nienawidzimy aktualności – ang.)".

Gdy Mark Zuckerberg zeznawał przed komisją Kongresu w Waszyngtonie, nie wykluczył powstania dwóch wersji Facebooka – bezpłatnej z reklamami i płatnej bez reklam. Czy takie rzeczywiście są wasze plany?

Każda firma technologiczna ma różne scenariusze tego, jak może się rozwijać jej platforma. Więc jeśli pytanie brzmi, czy takie warianty istnieją – to oczywiście, jako potencjalne, tak. A jeśli pytanie brzmi, czy mamy plany, by coś takiego wprowadzać, odpowiedź brzmi: nie.

We wtorek w Warszawie otworzyła pani „Przestrzeń" – ponad 800 mkw., mieszczące 150 osób, które ma być otwarte niemal dla każdego. O co chodzi w tym projekcie?

Na początku roku zobowiązaliśmy się, że otworzymy w Europie trzy centra skierowane do społeczności. To jest pierwsze. Nasz związek z Polską trwa już dziesięć lat, pięć lat temu otworzyliśmy tu pierwsze biuro, a teraz czas na „Przestrzeń". Facebook chce łączyć nie tylko w internecie, ale również tworzyć więzi w realnym życiu. To miejsce do budowania wspólnot, ale będziemy tu również prowadzili działalność edukacyjną, której celem jest podnoszenie umiejętności cyfrowych. Przedsiębiorcy mówią nam, że właśnie kompetencje cyfrowe są dla nich ważne podczas rekrutowania nowych pracowników, dlatego obiecaliśmy przeszkolić 50 tys. Polaków (12,5 tys. tu na miejscu, innych przez internet) na różnych poziomach umiejętności cyfrowych.

Jakie organizacje będą mogły tu przyjść?

„Przestrzeń" będzie otwarta dla organizacji pozarządowych, wspólnot, grup zajmujących się zdrowiem, biznesem. To ludzie będą mówili, co dla nich ważne, a my dajemy im właśnie przestrzeń, by się mogli spotkać, porozmawiać, wymienić ideami i korzystać z tego, co dzieje się dobrego, gdy różni ludzie się spotykają.

No dobrze, ale jaki macie w tym interes?

Rok temu Mark Zuckerberg zdecydował o tym, by zmodyfikować misję Facebooka: dawać ludziom narzędzia do tego, by budowali wspólnoty. Umiemy to robić online, ale też w świecie fizycznym. To też element naszego zaangażowania w Polsce, widzimy, jak tu rozwijają się ludzie, przedsiębiorcy. Nie potrafimy nawet przewidzieć, czym ludzie będą chcieli się tutaj zajmować.

Co się będzie musiało wydarzyć, byście uznali, że odnieśliście z „Przestrzenią" sukces?

Jeśli ludzie nam powiedzą, że to miejsce jest potrzebne, jeśli zetrze się podłoga i pobrudzą wykładziny, to będzie miarą sukcesu. I jeśli powstaną silniejsze wspólnoty między ludźmi. Czasami ludzie, którzy prowadzą grupy na Facebooku, mówią, że brak im fizycznego miejsca na spotkanie. Oto ono. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL