Tak rozpoczyna się najnowsza powieść Magdaleny Knedler pt. „Dziewczyna z daleka” (Wydawnictwo Novae Res).

Reklama
Reklama

 

 

 

 

To nie tak, że młodzieniec spił się jej zawartością – ta piersiówka przywodzi Nataszy na myśl przeszłość. Skrywaną przed rodziną i bliskimi w najgłębszej tajemnicy. Na dodatek taką, zgodnie z którą ów chłopak absolutnie nie miał możliwości wejść w posiadanie tego przedmiotu. Skąd ma zatem piersiówkę? Jak naprawdę wyglądała skrywana przez Nataszę Silsterwitz historia? Artur Adams dąży do rozmowy ze starowinką, by połączyć jej wiedzę i zdobyte przez siebie informacje w jedną, spójną opowieść: o miłości, zdradzie i Syberii…


Magdalena Knedler kreśli przed nami słodko-gorzką, opartą na wielu autentycznych historiach, opowieść o ludziach, których wojna nie tylko rozdzieliła, ale i rozsiała w różne miejsca na świecie, w tym do syberyjskich łagrów. Stopniowo odkrywamy realia tamtego smutnego okresu historii świata, zarazem odkrywając historię kobiety, która pokochała pewnego mężczyznę z ufnością i przekonaniem, że będą żyli długo i szczęśliwie. Tymczasem los przygotował dla nich inny zestaw kart w tej grze…
„Dziewczyna z daleka” momentami bawi, jednak w ogromnej części jest to poważna, nieco smutna, ale przede wszystkim ambitna opowieść o przekleństwie wojny, syberyjskich realiach, życiu w czasach okupacji. To historia, którą wielu z nas mogłoby usłyszeć od swoich dziadków lub pradziadków – pod warunkiem, że chcielibyśmy posłuchać. No, i zakładając, że nie zamierzają – jak książkowa Natasza – skrywać tajemnicy, licząc na to, że nie trzeba będzie jej nigdy wyjawiać.


Przemysław Garczyński, 3telnik.pl