Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wybory we Francji

Jean-Luc Melenchon: Francja dała się złamać

W wyborach prezydenckich w maju 2012 r. Jean-Luc Melenchon uzyskał czwarty wynik – 11,1 proc. głosów.
AFP
Istnieje alternatywny wobec niemieckiego pomysł na Europę – przekonywał lider francuskiej Partii Lewicy Jean-Luc Melenchon w 2013 roku w rozmowie z Jędrzejem Bieleckim.

 

W zwišzku z wyborami prezydenckimi we Francji przypominamy wywiad z jednym z czterech cieszšcych się największym poparciem kandydatów, który ukazał się w "Rzeczpospolitej" w 2013 roku.

Czy Europę, w której żyjemy, nazwałby pan Europš niemieckš?

Jean-Luc Melenchon: Trzeba ważyć słowa. Integracja europejska to przecież odpowiedŸ na wojnę rozpętanš przez Trzeciš Rzeszę. I oczywiœcie nie ma mowy o powrocie do tamtych czasów. Ale prawdš jest, że niemiecki rzšd stał się mentorem w dzisiejszej Europie, ustala, w którym kierunku ma ona iœć. Równowaga między Niemcami i Francjš, która od czasów historycznego porozumienia między generałem de Gaulle’em a kanclerzem Adenauerem była podstawš integracji, została naruszona.

Jakie sš tego skutki?

Niemiecki rzšd, to oczywiste, działa zgodnie z interesami Niemiec, a nie całej Europy. Wšskoœć spojrzenia i kultury politycznej pani Merkel powoduje, że w jej oczach reszta œwiata to takie niedorobione Niemcy. A przecież niemiecka potęga jest pozorna i nie powinna nikomu służyć za wzór. Starzejšce się społeczeństwo powoduje narastanie kosztów socjalnych w skali nie do zniesienia. Niemcy muszš się także liczyć z tym, że eksport ich maszyn i samochodów, podstawa obecnej prosperity, zostanie prędzej czy póŸniej zastšpiony przez produkcję Chin czy Brazylii. Ale co najważniejsze, niemiecka polityka jest prowadzona pod kštem interesów 15 proc. najbogatszych mieszkańców kraju, dla których priorytetem jest stabilnoœć i siła euro – za wszelkš cenę. Od tego zależš bowiem ich inwestycje kapitałowe i emerytury.

Dla Merkel reszta œwiata to takie niedorobione Niemcy

Dzisiejsza gospodarka Niemiec to jednak owoc reform Gerharda Schroedera – człowieka lewicy tak samo jak pan.

Absolutnie, ma pan rację. Tyle że dziœ mamy dwie lewice, tę, która uległa logice liberalizmu, i drugš – która nie poszła tš drogš. Tę pierwszš zainicjował Tony Blair. Dla niej priorytetem jest zwiększenie dochodów z kapitału i pogrzebanie wszelkich zdobyczy socjalnych. To barbarzyństwo.

Jednak bezrobocie w Niemczech to tylko 6 proc., prawie dwa razy mniej niż we Francji.

Niemieckie władze bardzo sprytnie żonglujš statystykami, ukrywajš prawdę. Niedawno przekonywano nas do „irlandzkiego smoka” – jest już na cmentarzu. Potem wzorem miał być „hiszpański temperament” – też już jest na cmentarzu. To samo będzie z Niemcami. Może oni sš wzorem dla Polaków, ale nie dla nas. Nie wiem, czy pan zauważył, że istnieje silny zwišzek między jakoœciš życia a chęciš posiadania dzieci. I to nie jest przypadek, że Niemcy nie chcš mieć dzieci, a Francuzi chcš. Dlatego za 15 lat będziemy najliczniejszym narodem w Unii Europejskiej.

Hollande nie pójdzie zatem drogš, jakš obrali Schroeder i Blair?

Pójdzie. Od poczštku nie miałem co do tego wštpliwoœci, a znam go od dawna. Ostrzegałem przed tym w kampanii wyborczej. Ale wiadomo – byliœmy nowym elementem na mapie politycznej. Francuzi potrzebujš czasu, aby się z nami oswoić. Stšd tylko te 11 procent poparcia dla mojej kandydatury. A co do Hollande’a: on już prowadzi politykę podaży – produkować byle co, byle jak, byle gdzie tylko po to, aby zwiększać zyski wielkiego kapitału. Już w latach 70. kanclerz Helmut Schmidt przekonywał, że dzisiejsze zyski firm stanš się inwestycjami jutra, które stworzš miejsca pracy pojutrze. Tylko nikt się tych miejsc pracy do dziœ nie doczekał. Bo prawda jest inna: dzisiejsze zyski sš inwestycjami finansowymi jutra, które zabijš miejsca pracy dziœ, jutro i pojutrze.

Na razie to jednak Niemcy zdołali narzucić swojš koncepcję rozwoju reszcie Europy. Jak to im się udało, skoro jest tak Ÿle, jak pan mówi?

Bo francuscy politycy dali się złamać. To się zaczęło w 2005 roku, gdy Francuzi i Holendrzy odrzucili w referendach projekt europejskiej konstytucji, która miała umocnić ideologię liberalnš, bez żadnej harmonizacji fiskalnej i socjalnej. A mimo to prezydent Francji, drugiej największej gospodarki Unii, zamiast odmówić podpisania tego dokumentu, pogwałcił narodowe sumienie, zgadzajšc się na traktat lizboński, który zdaniem samego Valéry’ego Giscarda d’Estaing (prezydent Republiki w latach 1974–1981, były przewodniczšcy Konwentu Europejskiego – red.) bardzo niewiele się różni od konstytucji. Wtedy zaczęło się uzależnienie Francji, podporzšdkowanie najsilniejszemu. My chcemy grać w piłkę nożnš, a Niemcy nas zmuszajš do gry w ping-ponga. I nie możemy oczywiœcie wygrać, bo nie mamy ani rakietek, ani odpowiednich butów.

W Polsce niemiecka koncepcja na Europę nie jest tak Ÿle przyjmowana.

Powiedzmy sobie uczciwie jedno: poszerzenie Unii zostało zainicjowane i przeprowadzone przez Niemcy w sposób absolutnie nieodpowiedzialny. Już wczeœniej było nas we Wspólnocie tak wielu, że mieliœmy trudnoœci z podjęciem decyzji. Ale potem to już była pełna blokada, bo weszły kraje z zupełnie innš historiš, innš wizjš œwiata. Niemcy traktujš Polskę jako swoje zaplecze: bardzo wiele przedsiębiorstw z dawnej Europy Wschodniej stało się dla nich tanimi podwykonawcami. Ale Polacy z takim systemem nie będš dobrze żyli. Wie pan, co spowodowało upadek komunizmu? Nie żadna interwencja z zewnštrz, tylko utrata wiarygodnoœci przez władze, które nie były w stanie zapewnić ludziom normalnych warunków życia. Tak samo będzie z niemieckš receptš na Europę. Na tym systemie sparzyli się Grecy, Hiszpanie. Sparzycie się i wy.

Czy jest alternatywa?

Jak nie ma się nic do powiedzenia, to scenę zajmujš ci, którzy majš jakieœ przesłanie. Tak jest w tej chwili z Niemcami. Oni mówiš: tnijcie wydatki socjalne, pracujcie dużo, zamknijcie się! My we Francji – mówię szczególnie o politykach lewicy – powinniœmy z tym skończyć. Zaczšć najpierw od harmonizacji fiskalnej, aby nie być okradanym przez tych, którzy jak Luksemburg pobierajš najmniejsze podatki. Poza tym, skoro tak różne kraje jak Hiszpania, Francja i Polska majš rygorystycznie stosować identyczne kryteria budżetowe, to niech stosujš również równie rygorystycznie identyczne kryteria socjalne, zaczynajšc od minimalnej pensji najpierw na poziomie regionalnym, a potem europejskim. Zamiast wszystko deregulować, wspólnie rozwijajmy infrastrukturę – szybkie koleje, gospodarkę morskš. Do tego potrzebne sš specjalne unijne fundusze.

To wszystko jednak drogo kosztuje. A obcišżenia nałożone na francuskie przedsiębiorstwa sš już dwukrotnie większe niż w Niemczech.

To jest wierutne kłamstwo! Jeœli uwzględnić wydajnoœć pracy, to godzina pracy francuskiego robotnika kosztuje w przemyœle motoryzacyjnym mniej niż niemieckiego.

To dlaczego Volkswagen kwitnie, a Peugeot jest pod kreskš?

Nie wiem, nie jestem prezesem tych firm. Ale prezesi CAC 40 (indeks obejmujšcy akcje największych koncernów notowanych na paryskiej giełdzie – red.) zachowujš się jak złodzieje: więcej rozdajš na dywidendy, niż inwestujš. Mówi pan o Peugeocie? Oni zwalniajš tysišce ludzi, przenoszš połowę działu badań do Indii. I to ma być przyszłoœć? A Alcatel? Od kogo pożycza pienišdze? Od Goldman Sachs, tych grabarzy naszej planety. I to pod zastaw swoich 27 tys. patentów. Mówimy o najbardziej wydajnym przedsiębiorstwie Francji! Inny przykład: Sanofi. Oni mieli wybór: inwestować w badania w preparat, który w cišgu trzech lat zasadniczo zmniejszy ryzyko zawału serca albo lek na porost włosów, który pojawi się już za szeœć miesięcy. I wybrali to drugie. Tylko że jak panu serce stanie, to nie będzie pan już potrzebował włosów.

Dług Francji szybko roœnie: to już przeszło 95 proc. dochodu narodowego. Czy nie obawia się pan, że rynki finansowe przyprš pański kraj do muru, jak to się stało z Hiszpaniš i Włochami?

Obawiam się. Ale wtedy to będzie ogromna katastrofa, Francja pocišgnie za sobš całš Europę. Dlatego trzeba się bronić. Francja to co innego niż Grecja, która natychmiast poddała się rynkom finansowym. Jesteœmy za duzi. W tym wszystkim jest zresztš wiele manipulacji liczbami. Porównuje się całoœć długu z rocznymi dochodami. To tak, jakby pan został uznany za bankruta, bo pana roczne dochody nie pokrywajš kosztu zakupu domu. To nie ma sensu choćby dlatego, że œredni okres spłaty francuskich obligacji wynosi 7 lat i 31 dni, a nie jeden rok.

To co powinni byli zrobić Hiszpanie i Włosi?

Przede wszystkim koordynować swoje działania, zbudować wspólny front. No i domagać się zmian instytucjonalnych. Dlaczego Europejski Bank Centralny nie może bezpoœrednio pożyczać krajom strefy euro, tylko muszš one pożyczać za poœrednictwem rynków finansowych. Ale niech pan się nie boi: nasz dług to 1,8 biliona euro. Jak przestaniemy płacić, to wszystkie te banki zgnieciemy.

 

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL