Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wybory we Francji

Macron – sojusznik Berlina

W dniu francuskich wyborów w niemieckiej Kolonii odbyła się prounijna demonstracja.
AFP, Odd Andersen
Francusko-niemiecki silnik znów może napędzać Europę. Dzięki wygranej Emmanuela Macrona.

Anna Słojewska z Brukseli

W tym roku obywatele trzech największych państw UE idš do urn: Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Każde z tych wydarzeń jest ważne, ale żadne nie ma takiego wpływu na przyszłoœć Unii Europejskiej jak wybory we Francji. Po pierwszej turze jest prawie pewne, że prezydentem zostanie proeuropejski centrysta Emmanuel Macron.

Komentatorzy nie sš przekonani, czy uda mu się posklejać głęboko podzielone francuskie społeczeństwo. Ale na pewno w tym trudnym okresie dla Unii jest to najlepszy możliwy prezydent. Przekonany o sensie projektu europejskiego, nastawiony na dalszš integrację, a do tego młody i optymistyczny, co stanowi kontrast między nim a doœwiadczonymi i mocno już poobijanymi w politycznych bojach przywódcami innych ważnych państw UE.

Eksperci uważajš, że wraz z wyborem Macrona został spełniony warunek niezbędny do ożywienia wygasłego w czasie prezydentury François Hollande'a napędu francusko-niemieckiego. Pomysł Unii wielu prędkoœci może przybrać realne kształty.

– Jeden warunek już jest spełniony. Ale żeby silnik francusko-niemiecki ruszył pełnš parš, musimy jeszcze poczekać na wybory w Niemczech we wrzeœniu – mówi „Rzeczpospolitej" Sebastian Dullien, ekspert w berlińskim biurze think tanku European Council on Foreign Relations (ECFR). Nie będš one aż tak emocjonujšce jak te francuskie i z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że znów będzie rzšdziła wielka koalicja chadeków i demokratów. Jednak od dokładnej konfiguracji i wagi socjaldemokratów w nowym rzšdzie zależeć będš niuanse polityki europejskiej.

– Rzšd z silniejszymi socjaldemokratami będzie bardziej skłonny do œcisłej współpracy z Francjš – uważa Dullien.

Macron jest zwolennikiem zacieœnienia współpracy w strefie euro, stworzenia odrębnego dla niej budżetu, powołania stałego ministra finansów dla grupy państw posługujšcych się wspólnš walutš. Berlin tradycyjnie był przeciwny takim propozycjom, bo obawiał się, że wspólny budżet będzie faktycznie oznaczał transfery pieniężne z Niemiec do krajów południowej Europy.

Sama wygrana Macrona czy wzmocnienie socjaldemokratów nie wystarczyłoby do zmiany polityki. Ale atmosfera zmienia się już od jakiegoœ czasu i nawet chadecy widzš, że forsowanie drastycznych oszczędnoœci w krajach strefy euro przyniosło tam negatywne skutki polityczne. Dlatego niemiecki rzšd może zdecydować się na ustępstwa, nawet zanim Macron wprowadzi ambitne reformy gospodarcze.

– W niemieckim rzšdzie, poza najbliższym kręgiem Wolfganga Schäublego, roœnie przekonanie, że trzeba coœ dać partnerom z Południa, żeby zatrzymać populistów – uważa Dullien. Z kolei socjaldemokraci sš przekonani, że polityka oszczędnoœci była błędna i strefa euro potrzebuje zmian w zarzšdzaniu, żeby przetrwać.

W takim projekcie Macron byłby œwietnym sojusznikiem. Bo mimo wszystko planuje oszczędnoœci, chce reform i zamierza przestrzegać limitu deficytu finansów publicznych wynoszšcego w UE 3 proc. produktu krajowego brutto, co może uspokoić Berlin.

Plan zacieœnienia współpracy w strefie euro jest uznawany za konieczny nie tylko przez socjaldemokratów. Ale ze szczegółami czekano przede wszystkim na wybory we Francji, bo ewentualna wygrana Marine Le Pen, opowiadajšcej się za wyprowadzeniem Francji ze strefy euro, wymagałaby innej odpowiedzi ze strony UE. Teraz droga do reform jest wolna, a entuzjazm Macrona i optymizm, który wraca do UE wraz z jego ewentualnš wygranš, sprawiajš, że głoœniej będzie się mówić o politycznych projektach tworzenia europejskiej awangardy. Europa wielu prędkoœci może przybrać realne kształty.

– Macron prawdopodobnie będzie naciskał na większš integrację strefy euro, nawet jeœli niektóre kraje nie będš tego chciały. I będziemy wtedy mieli Europę wielu prędkoœci. Najpierw rdzeń strefy euro, za nim reszta strefy euro i dalej kraje spoza wspólnej waluty – przewiduje ekspert ECFR.

Ten scenariusz może jednak napotkać po drodze przeszkody. – Pod koniec roku może się pojawić czynnik „uff" – mówi „Rz" Janis Emmanouilidis, dyrektor think tanku European Policy Centre w Brukseli. – Po Trumpie i Brexicie pojawiła się obawa przed strasznym 2017 rokiem. Im bliżej końca, tym ulga będzie mocniejsza i silne może okazać się przekonanie, że nie warto nic zmieniać – mówi ekspert. W cišgu najbliższych miesięcy, a szczególnie po wyborach w Niemczech, okaże się, czy szansa zwišzana z Macronem zostanie wykorzystana.

Samo wzmacnianie strefy euro nie jest przez Polskę oceniane negatywnie. Jednak pomysł jej dalszego instytucjonalnego wydzielenia czy tworzenia odrębnego budżetu zawsze budził obawy w Warszawie, czy nie będzie to miało wpływu na integralnoœć jednolitego rynku. – Na pewno więcej współpracy w strefie euro oznacza większš przepaœć dzielšcš jš od pozostałych krajów UE – uważa Emmanouilidis.

masz pytanie, wyœlij e-mail do autora: a.slojewska@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL