Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wybory we Francji

Guy Sorman: Francja boi się globalizacji

Guy Sorman
AFP
Jedna czwarta Francuzów jest zatrudniona dożywotnio przez państwo. Obawiajš się wszystkiego, co zmieni ich status. Wspierajš i skrajnš lewicę, i skrajnš prawicę – mówi Jędrzejowi Bieleckiemu znany francuski pisarz Guy Sorman.

Rzeczpospolita: Jeœli prezydentem zostanie Marine Le Pen lub Jean-Luc Melenchon, to chyba będzie koniec Unii. Francuskie wybory zdecydujš o losach Europy, œwiata?

Guy Sorman: To przesada. Życie polityczne nie ma aż tak dużej autonomii wobec rzeczywistoœci, aby jedne wybory zmieniły kierunek rozwoju œwiata. Nasze narody sš uwięzione w sieci powišzań, gospodarka jest globalna, waluta ma wymiar europejski. To doskonale widać w przypadku Donalda Trumpa: każdego dnia musi rezygnować z kolejnych elementów programu, bo – jak mówi – „wszystko jest bardzo skomplikowane". Z Le Pen i Melenchonem byłoby tak samo. Szybko by się zorientowali, że nie majš kontroli nad gospodarkš, walutš. Le Pen nie miałaby też szans na wygranie referendum o wyjœciu z Unii, bo od Brexitu poparcie dla integracji we francuskim społeczeństwie gwałtownie wzrosło.

Mimo wszystko 40 procent, a może i więcej Francuzów zapowiada, że w drugiej turze poprze Le Pen.

Francuzi majš gdzieœ programy kandydatów. Kierujš się emocjami, pozytywnymi i negatywnymi. Głosujš na osobowoœci, patrzš, czy ktoœ jest piękny i młody. Taki teatr, trochę jak w Ameryce Łacińskiej. Dopiero potem się okazuje, że prezydenci nie sš w stanie wprowadzić w życie swojego programu, bo Francuzi tego programu nie popierajš. Tak było z Chirakiem, Sarkozym, Hollande'em.

Po miernej prezydenturze François Hollande'a większoœć Francuzów chciała rzšdów prawicy. A teraz być może do nich nie dojdzie z powodu skandalu korupcyjnego François Fillona. Czy błšd jednego człowieka może zmienić kierunek rozwoju drugiego najważniejszego kraju Unii?

Wybór prezydenta w powszechnym głosowaniu to zły pomysł, szczególnie w tak podzielonym kraju jak Francja. Układ parlamentarny, który pozwala na budowę koalicji, byłby o wiele lepiej dostosowany do współczesnych czasów. To majš Niemcy. Nasz system został ustanowiony przez De Gaulle'a w specyficznych okolicznoœciach. Dziœ tego jednak nie da się odwrócić, bo jak się pozwoli ludziom wybierać prezydenta, nie można już im tego odebrać.

To nie jest system dostosowany do epoki globalizacji?

Francuzom wydaje się, że wybierajš „monarchę republikańskiego", a potem się okazuje, że ma ona niewiele kompetencji, bo te zostały przekazane Unii. Ale problem jest szerszy. W tych wyborach partie właœciwie przestały odgrywać jakškolwiek rolę, zapewne w drugiej turze po raz pierwszy nie będzie przedstawiciela ani Partii Socjalistycznej, ani gaullistów. Jest więc prawdopodobne, że nowy prezydent po czerwcowych wyborach parlamentarnych nie będzie miał większoœci w Zgromadzeniu Narodowym. Mitterrand i Chirac znaleŸli się w takiej sytuacji. Nie mieli żadnej władzy.

Pozostaje jednak symbol, i to potężny. Jak to możliwe, że w ojczyŸnie deklaracji praw człowieka połowa ludzi głosuje na skrajnš lewicę I skrajnš prawicę?

To wynik historycznej choroby. Polityka we Francji zawsze była napędzana pasjami, Francuzi uważajš się za rewolucjonistów, lubiš bunt. Formy tego protestu były bardzo różne: Wielka Rewolucja, rewolucja laicka, Vichy, Francuska Partia Komunistyczna, a teraz populizm. To bardzo długa tradycja. Gdy idzie o Melenchona – Francja jest jedynym krajem Europy, gdzie ruch komunistyczny zachował potężne wpływy. Przetrwał upadek ZSRR, bo nie odwoływał się do Lenina i Stalina, tylko do jakobinów.

I dlatego Francuzi inaczej niż reszta Europy wierzš, że mogš zachować obecne zabezpieczenia socjalne, a nawet je rozbudować?

To też stara tradycja. Alexis de Tocqueville 200 lat temu mówił, że Francuzi majš mentalnoœć politycznš, nie gospodarczš. Ekonomia nie jest u nas nauczana w szkołach, ludzie jej nie rozumiejš. Ważniejsza jest dla nich ideologia, wielkie słowa: suweren, naród.

Francuzi czujš się na tyle wyjštkowi, że sšdzš, iż reformy, które przeprowadził Schröder, Rajoy, Cameron nie sš im potrzebne?

Tak sadzę, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, Francja była potęgš, ale przestała niš być. To wywołuje frustrację, którš potęguje szkoła, gdzie historia Francji jest przedstawiana jakš cišg błyskotliwych dokonań, proces oœwiecania œwiata. Kiedy prezydent Valery Giscard D'Estaing powiedział, że Francja jest œredniš potęgš, wywołał oburzenie Francuzów. Ale jest też drugi powód prymatu polityki: dziedzictwo katolicyzmu. Francuzi nie chodzš na msze, w nic już nie wierzš, ale zachowali hierarchicznš wizję społeczeństwa, gdzie spór teologiczny jest ważniejszy od analizy rzeczywistoœci. Ofensywa Le Pen i Melenchona to współczesna wersja tej dysputy. Warto pamiętać, że Koœciół katolicki miał zawsze u nas charakter narodowy, podobnie jak w Polsce.

Populizm jest jednak na fali także w Ameryce, Wielkiej Brytanii, innych krajach Europy. To nie bunt przeciw globalizacji?

Kto głosuje na Le Pen i Melechona? Skšd takie poparcie dla haseł protekcjonistycznych, antyliberalnych? 25 procent zatrudnionych we Francji to urzędnicy. Nie ma drugiego kraju w Europie, gdzie tak duża częœć społeczeństwa byłaby całkowicie osłonięta przed działaniem rynku, zatrudniona dożywotnio, z gwarantowanym uposażeniem, żyjšca bez żadnego ryzyka. To wielki blok wyborców, którzy obawiajš się wszystkiego, co może ten status naruszyć. I znów to długa tradycja, sięga korzeniami do Karola IX Walezjusza, do XVI wieku, kiedy państwo francuskie stało się potężnš korporacjš z chronicznym deficytem, który trwa do dziœ.

Ale jest też inny powód sprzeciwu wobec liberalnych reform, globalizacji: zaniechanie mediów, systemu edukacji. Bo Francja odnosi kolosalne korzyœci z globalizacji. Jest szóstym największym eksporterem œwiata, prawie na poziomie Japonii, lecz Francuzi o tym nie wiedzš. Podobnie jak nie wiedzš, że dzięki globalizacji gwałtownie spadły ceny bardzo wielu rzeczy, od łšcznoœci po podróże. Nasza gospodarka, w przeciwieństwie do niemieckiej, opiera się wyłšcznie na wielkich, œwiatowych firmach, które prawie cały zysk wypracowujš za granicš. Tylko znów nikt o tym we Francji nie wie.

Potrzebne jest widmo bankructwa, aby wymusić we Francji reformy, jak to było z Hiszpaniš?

To inny przypadek niż Hiszpanii. Francja dostosowała się już do globalnego œwiata w większym stopniu, niż się powszechnie sšdzi. Te zmiany następujš po cichu, często pod presjš Unii. Tradycyjnie francuskie państwo spłacało dług poprzez inflację, ale wraz z wprowadzeniem euro inflacji nie ma i trzeba trzeba myœleć o realnej spłacie zobowišzań. To fundamentalna zmiana. W kraju w pełni działa też konkurencja międzynarodowa. Jeszcze niedawno Électricité de France, Gaz de France, Air France, SNCF (koleje – red.) były monopolami. Dziœ poza pocztš tych monopoli już nie ma. Praktycznie nie ma też firm państwowych. Jako radny z Boulogne Billancourt, gdzie ma siedzibę Renault, mówiłem w 1983 r. prezydentowi Giscardowi D'Estaing, że tę firmę trzeba sprywatyzować. A on na to: O nie, tu pan pojechałeœ za daleko! Dziœ Renault należy do funduszy emerytalnych z USA.

To co trzeba we Francji zmienić?

Status urzędników państwowych i kodeks pracy sektora prywatnego. Z tego bierze się ogromny ciężar długu, podatków i wysokiego bezrobocia, a także niskie tempo wzrostu gospodarczego. To jest tak naprawdę jedyne, co zrobił Rajoy, aby uzdrowić Hiszpanię. Niestety we Francji wszyscy kandydaci zachowujš się w sprawie tych dwóch punktów bardzo ostrożnie.

Guy Sorman to francusko-amerykański liberalny ekonomista i pisarz, autor przeszło 20 ksišżek o globalizacji, współczesnej Francji, USA, Rosji. W Polsce wyszły m.in. „Amerykańska rewolucja konserwatywna", „Muzułmanie i nowoczesnoœć". Jego babcia zmarła z głodu w gettcie warszawskim.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL