Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Wybór przewodniczącego RE

Szułdrzyński: Nieudana obrona podmiotowości

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
„Polska odzyskuje podmiotowość, Polska staje się znowu – po rządach PO, które tę podmiotowość zniszczyły – państwem naprawdę suwerennym, broniącym swoich interesów" – mówił w czwartek, tuż po ponownym wyborze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Dzień później, witając na lotnisku Beatę Szydło jak zwycięzcę, dodawał: „Pokazaliśmy, że Polska to państwo podmiotowe, które nie zgadza się na wszystko i nie załatwia tylko małych interesów".

Kaczyński bez wątpienia ma rację, gdy kładzie nacisk na kategorię podmiotowości w polityce międzynarodowej. Pojęcie to wróciło do polskiej myśli politycznej dzięki twórcom magazynu „Teologia Polityczna". Wskazali oni w zeszłej dekadzie bardzo trafnie, że zadowalając się formalną suwerennością, zapomnieliśmy o kategorii podmiotowości. Można być suwerennym, ale nie podmiotowym, gdy pełni się rolę peryferii, gdy zasady neokolonialne sprawiają, że cele w polityce zagranicznej są wspólnocie politycznej narzucane z zewnątrz, nie definiuje ich zaś ona sama.

Ale odzyskanie podmiotowości nie oznacza wyłącznie możliwości samodzielnego wyznaczania swoich celów. Chodzi też o ich skuteczną realizację. Peryferie wszak mogą sobie same próbować stawiać cele, ale nie zmieniają swego neokolonialnego statusu wyłącznie za sprawą tego, że mają ambicje.

Pod tym względem zeszłotygodniowy szczyt UE był raczej sygnałem, że nasza podmiotowość jest zagrożona, ponieważ nie potrafimy realizować celów politycznych. Miarą oceny polityki zagranicznej jest skuteczność w ich osiąganiu, a nie demonstracyjne porażki tylko po to, by zamanifestować moralną wyższość. Polityka zagraniczna zresztą to – wbrew temu, co sugeruje Kaczyński – gra interesów, a nie tylko manifestacja zasad. Historia rozlicza polityków z tego, czy potrafili obronić interesy wspólnoty politycznej, a nie czy wystarczająco pięknie okazywali przywiązanie do zasad. Tragiczna historia Polski uczy tego w szczególności.

Kilka dni, które minęły od szczytu, to idealny czas na wyciąganie wniosków. Jeśli PiS chce, by Polska zdobyła się na podmiotowość realną, a nie werbalną, musi popracować nad skutecznością. Musi wyciągnąć konsekwencje, również personalne, z porażki w Brukseli. Nic tak nie demobilizuje administracji państwowej, również dyplomatycznej, jak sygnał, że za klęski nikt nie ponosi odpowiedzialności. Bez sprawnego państwa nigdy nie będziemy podmiotowi.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL