Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wybór przewodniczšcego RE

Artur Bartkiewicz: Lekcja węgierskiego dla PiS

AFP
Przed szeœcioma laty Jarosław Kaczyński zapowiedział, że przyjdzie dzień, kiedy w Warszawie będzie Budapeszt. W praktyce okazuje się jednak, że koniec końców sš to dwa różne miasta.

Viktor Orban nie popierajšc antytuskowej krucjaty polskiego rzšdu udzielił PiS-owi darmowej lekcji politycznego pragmatyzmu. Kaczyński mówi dziœ, że premier Węgier zawiódł Warszawę. Witold Waszczykowski – choć nie wymienia z nazwy żadnego kraju – mówi, że Polska w rozgrywce o szefa RE padła ofiarš oszukiwania na forum UE. Zwłaszcza temu ostatniemu, który wydaje się zaskoczony wszystkim co się wydarzyło, warto przypomnieć fragment jednego z wierszy Jacka Kaczmarskiego: „polityk przecież w ogóle nie zna słowa zdrada”. Bo polityka to gra interesów. A dla każdego najważniejszy jest i będzie zawsze jego interes – niezależnie od wszystkich pięknych słów o przyjaŸni i braterstwie krwi.

Dla Orbana Polska jest niewštpliwie cennym sojusznikiem, podobnie zresztš jak Węgry dla Polski. Rzšdy w Warszawie i Budapeszcie łšczy dziœ eurosceptycyzm, stosunek do uchodŸców, obawa przed tzw. Europš dwóch prędkoœci i chęć zrównoważenia głosu „starej UE” głosem „nowej UE”.

Żaden cenny sojusznik nie jest jednak bezcenny, bo wieczne sš jedynie interesy. Dlatego czym innym sš deklaracje o gotowoœci do tego, by razem konie kraœć, a czym innym rzeczywiste działania. Orban, popierajšc obstrukcję Polski w sprawie Tuska, nie zyskiwał nic. Dla wszystkich (miejmy nadzieję, że łšcznie z Waszczykowskim, co wskazywałoby przynajmniej na właœciwš ocenę sytuacji) jasne było bowiem, że po ostentacyjnym sprzeciwie polskiego rzšdu Tusk szefem RE zostanie. W innym przypadku metodš negocjacji w UE stałby się szantaż, co skutecznie sparaliżowałoby proces decyzyjny we Wspólnocie. Mógł więc premier Węgier co najwyżej przyłšczyć się do przegranej sprawy – a to niezbyt kuszšca perspektywa.

Równie ważne jest jednak to, że Orban postępujšc wbrew woli polskiego rzšdu, nic nie tracił. Polska sama bowiem postawiła się w sytuacji, w której jakikolwiek sojusznik w UE jest na wagę złota. Dlatego – mimo symbolicznych gestów, takich jak odwołanie wizyty wiceszefa MSZ na Węgrzech – Warszawa i tak będzie musiała podtrzymywać dobre relacje z Budapesztem.

Wybór więc był prosty – Orban popierajšc Tuska nie narażał się na utratę sojusznika, a jednoczeœnie zyskał kilka punktów w innych europejskich stolicach. Dodatkowym zyskiem, z jego punktu widzenia, było ustawienie Polski w roli zarezerwowanej w ostatnim czasie dla Węgier – a więc czarnej europejskiej owcy, która jest Ÿródłem zamętu we Wspólnocie. A im bardziej miota się minister Waszczykowski, rzucajšc oskarżenia pod adresem Berlina i zapowiadajšc „zmniejszenie zaufania do UE”, tym lepiej na tym tle wypada Orban. A przecież premier Węgier ma jeszcze w zanadrzu rosyjskš kartę, bo – w odróżnieniu od Warszawy – ma bardzo dobre relacje z Władimirem Putinem, może więc potencjalnie spełniać tę rolę, którš miała spełniać Polska – pomostu między Zachodem a Wschodem.

Teraz tylko od nas zależy, ile zrozumiemy z tej lekcji węgierskiego.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL