W sieci opinii

Każdy może zmienić świat

Rafał Tomański
Fotorzepa
Zadanie na dziś rodem z buddyzmu albo nowoczesnej tradycji coachingu. Jednak nie ma co szydzić z takiego postanowienia. Świat naprawdę można zmieniać na lepsze.

Przekonał się o tym Park Ki-Tae, założyciel południowokoreańskiej organizacji VANK. Postanowił sobie, że zawalczy o każdą nieprawidłowość stawiając jego kraj w niekorzystnym świetle. Pierwsze efekty przyszły bardzo szybko - po liście wysłanym do National Geographic z prośbą o zmianę informacji odnośnie długości trwania koreańskiej kultury szybko uwzględniono jego prośbę i magazyn przestał rozpowszechniać błędną liczbę 700 lat. Łatwo poszło też z CIA, które usunęło niewiele bardziej przemawiające na korzyść Południa tysiąc lat. Park postanowił zwiększyć swoje starania.

Światowe media na Koreę Południową patrzą wciąż z lekką nieufnością. Z jednej strony znane są przykłady korporacji, które kojarzy większość (jak Hyundai czy Samsung), nowoczesnej kultury w postaci hitu rapera Psy (teledysk do utworu "Gangnam Style" był tak popularny, że Youtube musiał zmienić algorytm, by wyświetlać wyższą niż pierwotnie przewidziano liczbę odsłon), gospodarczej potęgi nazywanej jednym z azjatyckich tygrysów w latach 80. ubiegłego wieku, jednak pozostała część Korei spowiadać jest w trudnych do określenia mrokach.

Organizacja VANK chce to zmienić, kraj ma bowiem się czym pochwalić. Koreański alfabet to jeden z pierwszych na świecie sposobów zapisu stworzony z rozmysłem, według konkretnego planu. Koreańska kuchnia zaczyna w oczach smakoszy mieć potencjał do zastąpienia japońskiej, uchodzącej przez lata za wzór doskonałości. Korea walczy o uznanie w oczach świata i z dumą pokazuje to, co może wnieść wiele dobrego do międzynarodowej kultury.

Niewiele ponad 6 dekad temu przez półwysep przetaczała się wojna. 3 lata i jeden miesiąc przyniosły ponad 4 mln ofiar i ogromny niesmak większości stron biorących udział w konflikcie. Wojna w Korei była pierwszym poważnym sprawdzianem funkcjonowania ONZ w realiach po 1945 roku. Jedyny raz w historii udało się zjednoczyć w ramach wspólnego dowództwa sprzymierzonych sił, każdy z kontynentów wsparł Południe, nawet jeżeli kontyngent miał znaczenie symboliczne. Razem z Grekami walczyli Turcy, pokonywano historyczne urazy. W Korei służyli także Kolumbijczycy oraz Etiopczycy, choć powody ich obecności były diametralnie różne. Obrona Południa przed szeroko rozumianymi komunistami z Północy miała pokazać, czy dotychczasowe mocarstwa kolonialne będą w stanie zatrzymać swoje byle tereny, czy po świecie rozleje się fala ogłaszania niepodległości.

Po latach obywatele państw, które brały udział w wojnie, przyjeżdżali na letnie igrzyska do Seulu. Był rok 1988, od zakończenia konfliktu minęło 35 lat. Północ pozostawała (i tak jest zresztą do dziś) w stanie zawieszenia broni, nie podpisano pełnego rozejmu. Kraj, który bardziej pasował do klimatu apokalipsy, okazał się pełen rozwijających się miast, soczystej zieleni i chętnych do działania przedsiębiorców. Korea Południowa bardzo potrzebowała świata, mogąc dać mu wiele w zamian.

Tak jest też do dziś. Południe nie ustaje w wysiłkach zmierzających do zjednoczenia z niedawnym wrogiem z Północy. Ponieważ koszty takiego procesu pozostają bardzo trudne do oszacowania, wiadomo, że Korea będzie wymagała wsparcia nie tylko politycznego, ale także finansowego w tej kwestii. VANK ma konkretny plan, w jaki sposób zachęcić do siebie inne kraje. Systematycznie szkoleni są nowi ambasadorzy koreańskiej kultury, organizacja nadaje im rozmaite tytuły w zależności od specjalizacji. Można być odpowiedzialnym za działanie na rzecz zjednoczenia, krzewienia wiedzy historycznej lub zachęcać do koreańskiej literatury. Wystarczy szybki rzut na liczbę książek dostępnych na temat półwyspu w księgarniach. Są nieporównanie cieńsze i rzadziej spotykane niż te poświęcone Chinom czy Japonii.

Korea chce wypromować się na skalę światową i dotrzeć do osób, które nie wiedzą nawet w jakich kategoriach ją postrzegać, nie ma mowy o przekonywaniu w ciemno. Na korzyść Korei przemawia masa kulturowego dorobku, wielokrotnie docenianego jako Światowe Dziedzictwo Ludzkości przez UNESCO. Wystarczy odrobina kreatywności i chęć do działania. VANK rozdaje ponad 100 różnych materiałów promujących Koreę. Szkoleni są ambasadorzy cyfrowi aktywnie zachęcający do tej kultury w sieciach społecznościowych. To twitterowa dyplomacja nowej ery, ale nie w style przegadanego i napuszonego stylu większości polityków. Nikt też nie ociera się o śmieszność czy krytykę. Wg VANK w najbliższych 4 latach szeregi organizacji zasili 4 tys. dyplomatów działających w internecie.

Korea nie ustaje w wysiłkach. Warto reagować prostując nie tylko nieprawdziwe, ale i niepotrzebnie wprowadzające w błąd informacje np. o tym, że w kraju korzysta się z języka chińsko-koreańskiego, czy że japońskie fabryki i zakłady przemysłowe (w szczególności kopalnia na wyspie zwanej Gunkanjima) służyły podczas wojny jako obozy pracy przymusowej dla Koreańczyków. Seul walczy także o zmianę nazwy Morza Japońskiego na Wschodnie oraz na terytorialną przynależność wyspy Dokdo. W tym celu rozdano do tysiąca szkół na świecie własnoręcznie przygotowane przez VANK mapy globu zatytułowane "Change the World". Okazuje się bowiem, że zainteresowanie innych własną kulturą ogromnie procentuje w przyszłości. Dlatego warto wierzyć w to, że nawet niewielkie kroki mogą zmienić kształt świata.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL