W sieci opinii

Kochać rąsia w rąsię z RAŚ-em

Anna Kozicka-Kołaczkowska
archiwum prywatne
Hasło „Kocham Polskę” nie przerywa marszu po władzę ramię w ramię z Ruchem Autonomii Śląska.

„Dla mnie patriotyzm i odczucie, i dobre wrażenie, które ja wywożę, wyjeżdżając z tego kraju, to to jest rzecz opieczętowana najwyższymi emocjami" – wzleciała u Wielowieyskiej szefowa cyrku na wylocie. Jak zwykle, ni z gruchy, ni z pietruchy, a jakby z Muchy. Anny, niestety, Muchy. Ale pusty to bajer, czy freudowska wpadka?

Całodobowe urągowisko od czapy - u Wielowieyskich, Olejnikówien, Kraśków, na skrzyżowaniach ulic, pod budką z lodami, na przełomie Dunajca, w kukurydzy, pod jabłonią, w śmigłowcu, na ściernisku, na plaży, ze szczurem na piersi, yorkusiem, niemowlęciem wyrwanym ze snu do medialnej ustawki, z wycieraniem w sweter jabłka złapanego na straganie – cały ten latający cyrk zapowiadał się jeszcze na długie dwa miesiące. Na powyższy, zagadkowy konstrukt językowy zatliła się więc w sercu człowieka iskierka. „Wywożę wyjeżdżając."... Czyżby? Wywozi i wyjeżdża z syfu i folkloru tego kraju, niczym Donek z Bieńkowską? Byłbyż to więc już ów moment, w którym „opieczętowawszy się najwyższymi emocjami", emocjami patriotyzmu niewątpliwie, czas spieprzać z Polski?

Nie można jednak wykluczyć, że w tym mętnym wywodzie chodzi nie tyle o jakiś wyjazd, ale o zachwalenie własnego patriotyzmu, bo to ostatnio nadspodziewanie modny motyw. Problem w tym, że notorycznym blagierom mówienie o rzeczach wyższych ponad triadę z nagrania Młodej Demokratki, czyli partyjne gratisy - „impreza, wóda, żarcie", zawsze wychodzi kijowo, niezależnie czy w żywe oczy kpi z nas młody, czy też stary demokrata. Także wtedy, gdy słowa „patriotyzm" nadużywa ktoś o wrażliwości krzesła i nie dość, że haftuje o swoich „najwyższych emocjach", to jeszcze czyni to w stosunku do kraju, którego nazwa zaciska mu gardło i nie jest w stanie się przezeń przeczołgać. Notoryczni blagierzy tak mają. Bywa nawet, że nagle zaczynają gadać tylko półgębkiem, oczy ni stąd ni zowąd zmniejszają się im do rozmiarów główki od szpilki, głos im chrypnie a nos zaczyna kichać niby bez przyczyny.

Wobec jednak faktu, że klasyczny leming nie ruszy tyłka na ratunek nawet tonącemu cyrkowi nadeszła kolej na projekt „Patriotyzm", czyli zanętę dla narybku faszystów normalnych, nowoczesnych. Niestety, projekt ten nie wypala. Hasło akcji „Kocham Polskę" w parę godzin po ogłoszeniu go w telewizji runęło z zaprzyjaźnionych płotów i lumpeksów medialnych. Rymnęło jak litera „P" na czerep Stuhra w filmowej szmirze "Obywatel". Akcja „Kocham Polskę" okazała się plagiatem wieloletniej inicjatywy narodowców, a nie wszyscy mają pamięć akwariowej rybki – jak ostrzegają internauci.

Zresztą, spójrzmy prawdzie w oczy. Projekt „Kocham Polskę" nie miał prawa się udać. Zbyt nieuleczalne jest przekonanie notorycznych blagierów, że przed sobą mają gamoni, których można zbyć byle bujdą. Szefowa cyrku na wylocie oraz całego tego lumpeksu zapytana o wołającą o pomstę do prokuratora nalepkę na wódce, która profanuje pamięć patriotów zastrzelonych na ulicy przez przestępczą jaruzelszczyznę, bez trzymanki blefowała do kamer:

„I powinniśmy profilaktycznie, mało że edukacyjnie, to jeszcze na dokładkę bardzo, bardzo uczyć młodych ludzi, aby nie sięgali po te napoje wysokoprocentowe, bo niekiedy kończy się to tragedią w życiu. I nikt z nas nie wie, ile potrzeba wypić, żeby potem sobie urządzić całe życie w nałogu. Więc warto by było, żeby młodych ludzi uczyć nawyku zdrowego, higienicznego trybu życia. I dobrej zabawy, sympatycznej zabawy, ale bez alkoholu."

Ożesz ty...Styl tej wypowiedzi, prawda o balach cyrku na wylocie i całego lumpeksu ( cytuję - „Impreza, żarcie i wóda za darmo!" ), faktyczna, pokryta hipokryzją ruja i porubstwo tych tłustych kotów doprawdy nie rażą już ostatecznie tak bardzo jak świadome sprzedawanie kitu, nieinteligentnie skrywana ignorancja, brak aktualnej orientacji i nieznajomość historii, które złożyły się na ów absurdalny komentarz jaki poszedł w świat w charakterze oficjalnego, polskiego stanowiska.

Gdyby szefowa cyrku na wylocie, którego jesteśmy przymusowymi udziałowcami, miast zmyślać dla picu wskoczyła na jabłonkę i zaczęła wesoło kukać łatwiej dałoby się jej wybaczyć. Chodzi przecież o nikczemny, polityczny wybryk niewyobrażalny w każdej stronie świata, o ugodzenie w najświętsze wartości naszego narodu i tabu śmierci, za co wódczaną firmę nieokrzesanych żłobów powinna spotkać poważna kara i narodowa infamia. Problem, czy szkoda wyrządzona narodowi, poniżenie go, niszczenie jego wizerunku wynika z czyichś braków kompetencji, czy z perfidii nie ma najmniejszego znaczenia.

Tak, jak nie jest ważne, czy z braku koncentracji, czy świadomie szefowa cyrku na wylocie zwróciła się z niesłychaną, telewizyjną, pompatyczną laudacją do „narodu śląskiego". A nie kadziła ona wówczas raczej górnikom, ku którym dopiero co zwróciła śmiercionośną broń. Konsekwencji tego „przejęzyczenia" trudno się nie przerazić, zwłaszcza, gdy realne czyny potwierdzają jego zgubną, karygodną opcję. „RAŚ wiele dobrego zrobił dla Śląska" – orzekł w tym duchu, na przykład, Tomasz Tomczykiewicz – osobnik o specyficznej umysłowości i niemniej skromnym uposażeniu językowym, namaszczany jednakowoż przez cyrk na wylocie do rozstrzygania kwestii historycznych, kulturowych i językowych Śląska.

Cyrk na wylocie i jego lumpeks ostentacyjnie kolaborują z kolumną niemieckich separatystów i wrogów polskiego państwa, dla których w dobie ochoczych fundatorów karabinów, czołgów i rakiet jedynym partnerem z ramienia polskiej władzy powinna być prokuratura we współpracy z polskimi służbami. Przedwyborcze hasło „Kocham Polskę" nie przerywa jego marszu po władzę ramię w ramię z Ruchem Autonomii Śląska. Lumpeks pod egidą cyrku nie niepokojony przez prokuraturę wszedł na Śląsku z RAŚ-em w koalicję, by rąsia w rąsię realizować prawdziwą Kulturkampf oraz groźne cele antypaństwowe.

Rocznica Pierwszego Powstania Śląskiego przeszła toteż w tym szmatlandzie niemal bez echa, przeważnie w zwyczajowym nastroju zacukanego milczenia. Szmatland jest zbiorem nieuków, ale wyczuwa, że pamięć historyczna jest jego wrogiem. Po cóż wiedzieć, że Pierwsze Powstanie Śląskie zaczęło się nie od żadnej idée fixe, tylko od niemieckiej żyłki do ludobójstwa? Śląsk chwycił za broń wtedy, kiedy Niemcy jęli się masowego mordu na Polakach. Była to walka o życie z faszystami, bandytami i rabusiami w jednym opętanymi sprytnym pretekstem rasizmu.

Dokładnie 23 sierpnia 2015, kiedy Prezydent Andrzej Duda przypominał w Tallinie, do czego prowadzi spółka dwóch bandytów świata, w niedzielę, pracowite asy wywiadu odpaliły pierwszy sezon kina z Marcinem Dubienieckim w roli szefa szajki inwalidów. W najciekawszym momencie obok Dubienieckiego zażywały spaceru ekipy kamer medialnego lumpeksu i dzięki nim już czwarty dzień mamy ów gag na filmie oraz czerwone paski w telewizji. Jest czym na okrągło zasłaniać wtopy własne oraz zagłuszać patriotyczne poczynania Pana Prezydenta ratujące nas przed rozbiorem, grabieżą i zagładą wojny. Szmatland jedzie na całość. Ta rąsia jednak nie jest niewidzialna i zapisują się wszystkie jej wałki.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL