W sieci opinii

Duda mistrz, czyli brzdęk żyrandola

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
„Światek gierkowskich, telewizyjnych manipulatorów brzdęknie jak stary żyrandol”

Król Europy nie traci formy. Wciąż ma niucha, kiedy warto dać nogę. Bo też sterczeć jak krawat na baczność przed prezydentem doktorem Dudą w pokornym stadku z lekarką z okolic Szydłowca, Nowicką, Borusewiczem, Kidawą, no i Piotrowską, zabawnie chyba by nie było, ale komicznie owszem. Lekarka na szeroko uziemionych szpilkach górowałaby nad gromadką z królem włącznie, a wyżej, i to sporo, byłby tylko prezydent doktor Duda. Wystarczył więc na początek jeden mail do zaprzyjaźnionego, europejskiego medium i już w czwarteczek można było zerwać się choćby i na gałę, a Duda ma koło pióra, niby że nienawistnie króla sekuje.

Oczywista, gdyby „marszałkini" Kidawa nie czuła czaczy, to nie byłaby drugą personą kraju. Ze spolegliwości wywodzić się muszą przecież zarówno i to dyskretne firmowanie pretekstu do afrontu, czyli bezczelnego pominięcia tytułu króla Europy w zaproszeniu na święto prezydenta Dudy, jak i zmyślne, krajowe zaproszenia bez nazwiska prezydenta, jedynie z Kidawą na czele, czyli taka sama dobra okazja do podłości, jak każda. Za to, będąc hybrydą Pani Jowialskiej z Dziunią Pietrusińską, można z sukcesem brylować na urzędzie państwowym i odstawiać „marszałkinię". Tu bynajmniej, gdy głosik Dziuni Jowialskiej spływa z najwyższej choćby trybuny i podrzuca prezydentowi z kartki zamiast słów zaprzysiężenia: „a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie najwyższym nakazem" jakieś bezmyślne „o dobro Ojczyzny...", nikt się nie ekscytuje. Nie można powiedzieć, że „marszałkini" nie chce jak najlepiej, tylko prezydent doktor Duda na takie zwody się nie łapie, zimnej krwi nie traci, czym na całej linii rozczarowuje trzecią erpe. Co tu gadać – Duda urodził się na prezydenta! To mistrz. Więc, jak żyć?

Podczas święta doktora Dudy TVP Info zdała się toteż na zaufany wytrzeszcz Lewickiej Karoliny. Trzeba było wypytać zgraję wrogich prezydentowi, stronniczych, zawistnych nieuków, nieudaczników i bełkotów, z których większość w charakterze politycznego truchła wegetuje na śmietniku historii. Szczytowaniem tego zużytego formatu była opinia zarośniętego, ucharakteryzowanego ostatnio na ruskiego, carskiego łyka typa, którego wciąż mianuje się imiennikiem jakowegoś enigmatycznego ruchu.

Lewicka z życzliwym uśmiechem chłonęła ślinotok bredni i inwektyw sepleniącego łyka, który sam poległ w prezydenckiej konkurencji żegnany odrazą i drwiną narodu. „Trochę więcej chyba radości by się przydało" – sekundowała mu w ataku na świetny, dawno w Polsce nie słyszany, wyjątkowy w treści i wykonaniu prezydencki koncert oratorski. Nie bacząc, że głupot skompromitowanego nieudacznika nikt w Polsce nie jest ciekawy, choć latami rzucał się on do podboju sceny politycznej radosnym epatowaniem krwawym, świńskim łbem, publicznym osuszaniem małpek żołądkowej gorzkiej, paleniem zioła lub szermierką utensyliami z sex shopu z haniebnym profanowaniem krzyży na czele.

„Nie padło słowo Niemcy!",„Trzeba bić na alarm!" – tumanił łyk tym razem, reklamując swych kontrahentów. Takich „trudno znaleźć w innych krajach Europy" – prezentował szowinizm w klasycznej postaci. To „chocholi taniec ze zmarłymi", „pakujemy się we wspomnienia, w politykę historyczną", „Lech Kaczyński był najsłabszym prezydentem" – pryskał śliną jako sepleniak i autor skandalicznie dotąd nie osądzonego i nie ukaranego, pisemnego donosu do Rosji na rodaków w 2012.„Nie – dyskusji o pomniku smoleńskim!"- promował rucherską wolność słowa aż Lewicka z zachwytem w wytrzeszczu błysnęła cytatem:"Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe"! To nie żart, tak było.

Seanse Lewickiej szły w TVP na zmianę ze studyjnymi linczami modnych „profesorów" prywatnych szkółek i ekspertów. Też po to, by zagadać piękne rzeczy, które migotały w okienkach podglądów, aby nawet te starannie dobierane kadry nie powiedziały więcej niż tony kłamstw. Mówcy ci nierozważnie, żałośnie acz na własne życzenie, konfrontowali się z Andrzejem Dudą pod względem wymowy, stylistyki, doświadczeń w naukowej, urzędniczej, merytorycznej pracy w Polsce i Europie, w kancelarii prawnej, prezydenckiej. Wypadli groteskowo, pomijając w ogóle sprawy ich własnej aparycji, prezencji, wymiaru osobowości.

Nie znalazł się wśród nich głowacz ni retor, którego by nie raził jakiś brak. Mizeroty o miernych głosikach, zacinający się gawędziarze jednej teorii wyssanej z palca o mowie pełnej natręctw językowych i lapsusów „oczekiwali skrzydlatych słów". Irytował ich to „brak wyważenia", to brak „lidu", czyli przekazu dnia, którym stoją piarowski intelekt i oś narracji dla mediów. W ich opiniach zgodnie legło uczone słowo „kohabitacja".

„Wszystkie tematy mamy rozgrzebane, a nie uporządkowane.(...)Porządkując, będziemy mieli wszystkie sprawy uporządkowane i wtedy będziemy mieli porządek!" – także i mędrzec Lechu raczył w TVP prezydenta Dudę receptą na sukces oraz nieukontentowaniem formą jego mów. Znienacka z ust Lecha padło także słowo „kohabitacja" i kto wie, czy śladem użytkowników tego hasła nie dałoby się odtworzyć sieci zaufanych smartfonów.

6 sierpnia zaliczył także Krzysztof Ziemiec wystawiony przez Jedynkę na frontmena dnia. „Czego zabrakło?"- ośmielał Ziemiec swych gości w pierwszych słowach po wystąpieniu prezydenta. „Wyciągnięcia ręki do dzisiejszego rządu?"- ten firmowy poczciwiec i katolik już na starcie dopilnował kierunkowej kohabitacji.

Po prostu, do dinozaurów informacji opornie dociera prawda, że sukces prezydenta doktora Dudy jest dowodem, iż propaganda jawnie ich zawodzi, a po żyrandolu, którym miał być model polskiej prezydentury, zamilkł już nawet brzdęk. W ich własnej sondzie ulicznej Polacy mówili we czwartek słowami prezydenta: „Zgoda? Tak. Bogatych i biednych, starych i młodych, tych w kraju i za granicą."

Na możliwość zgody politycznej PO z PIS nie wpadliby. Azjatyckie tumulty sejmowej sfory na pohybel prezydentowi, łachudrowaty, nieprofesjonalny wybryk rzecznika rządu na Tweeterze - to przekaz całej kadencji. Lekarka z okolic już nazajutrz po górnych wezwaniach do kohabitacji pośpieszyła z wyjaśnieniem, w TVP a jakże, tego słowa. Gna ona oto bronić Polski przed „nieodpowiedzialnymi decyzjami w gospodarce, fanatyzmem i brakiem rozsądku".

I polityczny cel telewizji, by zakamuflować prawdę obrazu, strawić czas transmisji na nudzie pustej gadki, wywiadach z byle kim, jest dziś dla widzów jasny. Na śmiesznych, jeszcze gierkowskich, dalekich planach „bezpośrednich" stend upów reporterskich z perspektywą wprost przeciwną do ulic, na których coś się dzieje, znają się już wszyscy. Ludzie kpią, gdy „Wiadomości" twierdzą, że we czwartek na Placu Zamkowym aż „około kilkuset osób" przyszło spotkać się z prezydentem. To naród pielgrzymów. Na takich, idiotycznych oszustwach zna się od czasów swojego Papieża.

Tweety, filmy obiegają świat w mgnieniu oka. Na dobre idą wolne media, a dinozaury swoje. Maluczko, i ten światek gierkowskich, telewizyjnych manipulatorów brzdęknie jak stary żyrandol. Jeszcze może i Lewicka będzie wdzięczna mistrzowi Dudzie za wcześniejszy wiek emerytalny.

Źródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL