W sieci opinii

Nie oceniaj innych po komentarzu

Aleksandra Galewska
archiwum prywatne
Bardzo podoba mi się, że modne jest w ostatnich latach posiadanie własnego zdania.

Bardzo podoba mi się, że kilkuletnie dziewczynki z zacięciem opowiadają na YouTube, jak się malować. Bardzo cieszę się, że słowami na topie są: kreatywność, generalnie, tak?, facebook, zalajkuj, subskrybuj. Fajnie, że dzięki Internetowi możemy wszyscy obejrzeć, jak dwie gówniary atakują inne dziewczyny w tramwaju i dzięki temu podjąć debatę na temat przemocy i reagowania na nią. Właśnie, właśnie!

A propos tego zdarzenia – wszyscy chyba jesteśmy zdania, że te dwie małe kryminalistki bardzo brzydko się zachowały. Dlaczego taki sam odsetek ludzi (stosunek komentarzy w Internecie do braku reakcji współpasażerów) w tramwaju nie zareagował? Dlaczego nikt nie przyblokował tych chudych dziewczynek, dlaczego nikt nie zatrzymał tramwaju, dlaczego nie wypchnięto ich na zewnątrz?

Dlatego, że w sieci jest bezpiecznie. Bezpiecznie jest mieć konkretne zdanie na jakiś temat. Nie boimy się radykalnych poglądów. I wszyscy w sieci wiemy, że powinno się reagować w takich jak wyżej wspomniana sytuacjach. Zatem potępiamy również ludzi, którzy siedzieli i nic nie zrobili. Przypomina mi to nieco sytuację w sieci, dotyczącą niedawnego występu Kanye'go Westa na festiwalu muzycznym w Glastonbury. Festiwal muzyki rockowej 27 czerwca - kiedy to West dał swój występ - zadrżał. Trząsł się nawet już nieco wcześniej, a to za sprawą fanów rocka, którzy rozpoczęli zbieranie głosów pod petycją dotyczącą wykopania z line-up'u rapera, ponieważ nie życzyli sobie nierockowego wykonawcy na swoim święcie muzyki i piwa. „Niezadowoleńcy" zebrali ok. 150 tys. podpisów! Nie poruszyło to jednak organizatorów i występ doszedł do skutku. West, być może za sprawą autopromocyjnych zachowań żony, być może za sprawą swojego nieutemperowanego charakteru, nie ma szczęścia do mądrego odbiorcy. Otóż raper postanowił dać pstryczka w nochala tym wszystkim niemiłym ludziom, tak zwanym fanom rocka, i w set liście umieścił jeden rockowy, znany całemu światu utwór – „Bohemian Rapsody" zespołu Queen. Utwór puścił z „taśmy", czyli poleciała wersja oryginalna, a sam raper zaśpiewał tylko kilka taktów, przerywanych zresztą śpiewem publiczności. Wszystko zrobił z uśmiechem i trzeba być naprawdę potomkiem z pierwszej linii po człowieku epoki kamienia łupanego, żeby wziąć to dosłownie. Zaśpiewał z nagraniem, nie przerywał Freddiemu praktycznie wcale i jeszcze się ładnie uśmiechał.

Ale jeśli już dyskutujemy o tym, JAK BARDZO KANYE WEST spieprzył (za przeproszeniem) PIOSENKĘ, to może jednak jakieś argumenty? Bo według mnie: - rozpoczynając swoje wejście West miał problem z odsłuchem. Chciał zacząć nisko, nie do końca się słyszał, więc wyjął odsłuch i potem wszedł już w tonację; - jego niedługa część jest bardzo często przerywana śpiewem publiczności, kiedy podkład przestaje grać, czego nie rozumiem – zazwyczaj w takich momentach muzyka jednak gra – może to zatem sprawiać wrażenie, że coś jest nie tak z wokalistą i całym pomysłem na występ. Jednak komunikacja na linii wokalista – publiczność jest dla obu stron czytelna. Bardziej zastanawiający jest ściszający muzykę akustyk; - dźwięk z nagrania jest bardzo nierówny, więc komentator z Youtube'a musi mieć naprawdę dobry słuch, żeby słyszeć masakrowanie tonacji przez Westa. Ja musiałam się wsłuchać, żeby przebić się przez dźwięki z tłumu. I specjalnie nie słyszę nic rażącego.

Ostatecznie jednak, po tych wszystkich niedoróbkach dostaje się raperowi. Owszem, Kanye West nie jest wokalistą pokroju Jamesa Browna, B.B. Kinga i Sinatry. Być może na festiwalu w Glastonbury 2025 występować będą muzycy odtwarzający jeden do jednego Top Wszech Czasów Trójki.

W 2008 sytuacja była podobna. Zaproszony na festiwal został Jay-Z, co nie spodobało się między innymi Noelowi Gallagerowi z Oasis. Stwierdził on, że gwiazdę hip-hopu zaproszono, żeby podnieść sprzedaż biletów. Gallager był zdania, że jest to festiwal rockowy i taka muzyka powinna być tam grana. Jay-Z w związku z tym postanowił na swojej liście umieścić i wykonać przed festiwalową publicznością rockowy utwór – „Wonderwall" Oasis.

Myślcie, młodzi komentatorzy, kiedy komentujecie, bo doprowadzacie do swojej własnej kompromitacji. Poza tym sytuacja pokazuje, że sporo osób czyta wszystko bardzo dosłownie, co pozwala stwierdzać, że sztuka naprawdę przestaje być potrzebna. Być może za kilka lat, chcąc obejrzeć wybitne malarstwo, będziemy iść na wystawę idealnie na gładko wymalowanych ścian pokojowych by Pan Henio.

Źródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL