W sieci opinii

Tomański: Ryby w cieniu krewetek

Rafał Tomański
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Korea zwykła opisywać swoją pozycję geopolityczną jako "krewetkę wśród wielorybów". Niewielkie państwo nieubłaganie wciśnięte między gigantyczne Chiny, Rosję i potężną Japonię pogodziło się z tym, że jest graczem niższej ligi. Jednak w ostatni piątek kwietnia oczy całego świata śledziły każdy ruch przywódców obu "krewetek", gdy Kim Dzong Un przyjechał do Moon Jae-ina.

Szanse na zbliżenie narodu podzielonego od ponad siedmiu dekad 38. równoleżnikiem są tak samo namacalne jak i iluzoryczne. Analitycy przypominają historyczne niepowodzenia, gdy poprzednie północno-południowe szczyty w 2000 i 2007 roku kończyły się fiaskiem. Spotkanie z 27 kwietnia bez wątpienia ukradło show reszcie światowych wydarzeń. W międzyczasie prezydent Francji i kanclerz Niemiec odwiedzili Donalda Trumpa, prezydent Chin pierwszy raz od długiego czasu podejmował ważnego gościa poza Pekinem (spotkanie z premierem Indii odbyło się w mieście Wuhan), Podobnie było 8 marca br., gdy w Białym Domu południowokoreańska delegacja oznajmiała decyzję Trumpa o spotkaniu z Kimem. Tego samego dnia w stolicy Chile, Santiago, podpisywano okrojone partnerstwo transpacyficzne, gospodarcze przymierze 11 państw, które ten sam prezydent Stanów Zjednoczonych zanegował pierwszą decyzją po zaprzysiężeniu.

TPP od tej zaskakującej wszystkich decyzji zmniejszyło stan liczebny z 12 do 11 uczestników i wydłużyło swoją nazwę. Jako CPTPP (Comprehensive and Progressive Agreement for Trans-Pacific Partnership, Wszechstronne i Progresywne Porozumienie Partnerstwa Transpacyficznego) wejdzie w życie 60 dni po ratyfikowaniu przez co najmniej sześć państw członkowskich. Żeby skomplikować sytuację, Trump bierze pod uwagę przystąpienie do tego tworu, z którego zdążył się wycofać, ale wciąż nie podjęto ostatecznych decyzji w tej sprawie. Wiadomo natomiast, że w tle CPTPP oraz wydarzeń wokół Półwyspu Koreańskiego dobiega końca także proces uzgadniania ostatecznej wersji umowy o wolnym handlu pomiędzy Unią Europejską a Wietnamem, członkiem TPP w pierwotnej oraz nowej odsłonie.

Umowę znaną jako EVFTA (European Vietnam Free Trade Agreement) negocjowano od czerwca 2012 do grudnia 2015 roku. Dla Unii Europejskiej byłaby to pierwsza umowa tego typu z krajem o rozwijającej się gospodarce w Azji (podobne umowy czekają na ratyfikację ze strony państw członkowskich UE wobec Japonii, Indonezji oraz Singapuru). z Hanoi jest przykładem ważnym, ponieważ uznaje się go za FTA (umowę o wolnym handlu) nowego typu, która znosi praktycznie wszystkie - w przypadku Wietnamu chodzi aż o 99 proc. - cła. Stawka jest wysoko, EVFTA ma przełożyć się na wzrost wietnamskiego PKB o 15 proc., a eksport z tego kraju do Europy wzrośnie o jedną trzecią.

Europejski biznes apeluje do Brukseli o szybką finalizację umowy, a Unia uzależnia dalsze decyzje od tego, czy Wietnam wprowadzi nowe regulacje odnośnie połowów ryb. W tym momencie dochodzimy do sedna tytułu. W październiku ubiegłego roku UE wystawiła Hanoi tzw. żółtą kartkę za niedostateczne podchodzenie do kwestii nielegalnych połowów. Ponownie warto przypomnieć, że jest się o co bić, ponieważ w 2017 roku Unia wyprzedziła USA stając się głównym partnerem owoców morza eksportowanych z Wietnamu.

W cieniu wielkiej geopolityki i atomowych ambicji koreańska krewetka jest w stanie przesłonić międzynarodowy biznes i umowy handlowe zmieniające równowagę sił. Trzeba jednak pamiętać, że to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, tworzy pełniejszy obraz świata i nie może umykać z naszych radarów.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL