Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

Bliskowschodnie targi Macierewicza

Wojciech Czabanowski
archiwum prywatne
Zaangażowanie Polski w konflikt na Bliskim Wschodzie budzi mieszane uczucia. Do tej pory nasza polityka w stosunku do tego regionu była politykš wasala Stanów Zjednoczonych. Czy tym razem będzie tak samo?

Pierwszym problemem naszej polityki bliskowschodniej jest właœnie to, że nie była ona nigdy podmiotowa. Tymczasem opłaca się prowadzić podmiotowš politykę na wielu frontach, bo kiedy nasze interesy będš w wielu miejscach na œwiecie, to można będzie skuteczniej podejmować negocjacje o sprawy, które sš naprawdę ważne. Tak robi np. Rosja, która zaangażowała się w konflikt syryjski, przez co ma teraz możliwoœć przehandlowania Syrii za Ukrainę lub odwrotnie. Dla nas to oczywiœcie Ÿle, dlatego tym bardziej nie powinniœmy pozostawać bierni. Z tej perspektywy działania na Bliskim Wschodzie mogš wydawać się korzystne – w tamtym rejonie pojawia się nasz głos. Jednoczeœnie, dołšczajšc do koalicji po stronie Amerykanów automatycznie pokazujemy, że nasza polityka bliskowschodnia jest podmiotowa jedynie z pozoru, ponieważ ponownie działamy jako wasal Stanów Zjednoczonych. Znowu to samo.

Drugim problem zwišzanym z naszš politykš bliskowschodniš jest to, że dopóki nie angażujemy się zbrojnie i politycznie po stronie Zachodu, to nie jesteœmy wrogiem tamtejszej populacji i terrorystów. I chyba takim wrogiem być nie warto. Arabowie, podobnie jak my, byli rozgrywani w XIX i XX wieku przez obce mocarstwa, a nasze i ich granice zostały narysowane palcem na mapie. Oni chcš pozbyć się dominacji dawnych mocarstw kolonialnych i Ameryki tak samo, jak my chcieliœmy i chcemy pozbyć się dominacji Rosji i Niemiec. Angażujšc się po stronie zachodniej koalicji, tworzymy sobie niepotrzebnego wroga i narażamy na ataki terrorystyczne. Bo do tej pory Polski atakować nie było po co. Nikomu nie wadzimy. To nawet nie to samo – tym razem to gorzej.

Trzecim problemem jest kwestia naszych interesów, których tam nie ma. Z drugiej strony, może właœnie takie zaangażowanie ma stanowić wyraz logiki przedstawionej wczeœniej – mielibyœmy pojawić się tam po to, aby ugrać coœ ważniejszego gdzieœ indziej. Na przykład być warunkiem wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Jeżeli rzeczywiœcie tak jest, to byłoby bardzo dobrze i decyzja o zaangażowaniu na Bliskim Wschodzie byłaby roztropna. Coœ za coœ. Realpolitik. Tak byłoby znacznie lepiej niż do tej pory.

Jeżeli jednak angażujemy się po stronie Amerykanów, po prostu żeby pokazać wiernopoddańczš lojalnoœć albo robimy to na wyrost, zanim oni podjęli jakiekolwiek zobowišzania, to tylko tracimy w tej rozgrywce, a ponadto antagonizujemy naród, który niczym nam nie zawinił i nam w ogóle nie zagraża. Islam może stanowi zagrożenie dla Europy Zachodniej, ale na pewno nie dla Polski. Wystawiamy też na niebezpieczeństwo terrorystyczne własnych obywateli.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL