Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

Czabanowski: Czy istniejš regiony współczucia?

Wojciech Czabanowski
archiwum prywatne
Kiedy œwiat zachodni zostaje dotknięty jakšœ katastrofš – atakiem terrorystycznym albo wielkim wypadkiem komunikacyjnym, wszyscy bardzo się przejmujš, a media poœwięcajš takim wydarzeniom wydania specjalne. Kiedy podobna katastrofa dotyka np. Ukrainę, przejmujš się już tylko Polacy i kilka oœciennych krajów. W każdym razie nie Zachód. Kiedy taka katastrofa ma miejsce w Afryce, nie przejmuje się nikt.

W tym momencie na œwiecie toczy się bardzo wiele konfliktów zbrojnych, które pochłaniajš rocznie setki, a nawet tysišce ludzkich istnień. Jesteœmy informowani tylko o kilku z nich, o tych, które w dodatku dziejš się niedaleko. Niedaleko w sensie topograficznym albo kulturowym. Z tym sensem kulturowym jest właœnie najwięcej kłopotu, bo jest on postrzegany bardzo subiektywnie. Na przykład kiedy coœ złego dzieje się we Francji – różne państwa œwiata wywieszajš francuskie flagi albo podœwietlajš zabytki w trzech kolorach. Nawet bardzo odległe państwa. Takiej wzajemnoœci próżno oczekiwać od Francuzów czy innych Europejczyków. Bierze się to stšd, że tamci aspirujš do tego, by być w tej samej grupie „fajnych dzieciaków“, „fajne dzieciaki“ nie za bardzo za to poczuwajš się do wspólnoty z tymi mniej fajnymi.

I można się na to oburzać. Zazwyczaj po fali współczucia, która przetacza się przez portale społecznoœciowe po jakiejœ katastrofie w œwiecie zachodnim, przetacza się też inna mniejsza fala ubolewania nad nierównym traktowaniem ludzkiego nieszczęœcia w zależnoœci od tego, komu się ono przytrafia. Oburzenie takie jest po częœci zasadne, a po częœci nie. Jest zasadne o tyle, o ile pokazuje niewspółmiernoœć współczucia okazywanego przez trzeci œwiat dla katastrof pierwszego œwiata i tego okazywanego przez pierwszy œwiat trzeciemu œwiatu. Oburzenie jest jednak bezzasadne, jeżeli odnosi się do tego, że boli nas bardziej krzywda, która dzieje się bliżej niż ta, która dzieje się dalej od nas. To jest zupełnie normalne i zrozumiałe i nie jest to kwestia polityki, tylko zwykłego życia.

Kiedy zachoruje nam ktoœ z najbliższej rodziny chętnie odwiedzamy go w szpitalu i mamy przekonanie, że należy o niego dbać. Kiedy zachoruje kolega, pewnie też go odwiedzimy, ale już raczej nie będziemy przynosić mu œwieżych piżam czy pomagać mu dbać o higienę osobistš. Kiedy zachoruje znajomy może zadzwonimy do niego, by zapytać jak się czuje. Kiedy coœ stanie się osobie z naszej miejscowoœci, może poplotkujemy z sšsiadem. Kiedy coœ stanie się Polakowi za granicš, może przeczytamy o tym w gazecie. I tak dalej, i tak dalej.

Nie ma się co dziwić, to zwyczajny ludzki odruch. Dlatego nie ma się co oburzać na to – jak czasem dzieje się to w mediach społecznoœciowych – że polskie media informujš w pierwszej kolejnoœci o œmierci Polaków w wypadkach za granicš. Nie chodzi o to, że życie Polaka jest więcej warte, ale że może to być czyjœ bliski i że to bardziej Polaków interesuje.

Swojš drogš podobne intuicje miał już Arystoteles, kiedy pisał w pierwszej księdze „Polityki“, że najmniejszš wspólnotę konstytuuje rodzina, potem gmina itd. Ten model nie oddaje jedynie mechanizmu zrzeszania się ludzi w grupy, ale także bliskoœć ich naturalnych więzi. A według przeprowadzonego kiedyœ przez francuskich uczonych badania, intuicyjne poglšdy Polaków odpowiadajš właœnie najbardziej filozofii Stagiryty.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL