W sądzie i urzędzie

Biegli sądowi: fachowcy za grosze, czyli gorsze wypiera lepsze

AdobeStock
System certyfikowania biegłych sądowych.

Projekt wprowadzenia, nawet fakultatywnego, systemu certyfikowania biegłych sądowych niestety napotyka wiele trudności i zwyczajny brak zrozumienia. Tymczasem ciągle pojawiają się medialne doniesienia o kolejnej wpadce biegłego, o kolejnym niewinnie oskarżonym lub odsiadującym wyrok za sprawą błędnej oceny dowodów w opinii biegłego.

W ubiegłym tygodniu miałam okazję uczestniczyć w konferencji zorganizowanej przez jedną z prokuratur okręgowych. Spotkanie dotyczyło rozwoju nauk sądowych i ich wykorzystania w procesie. Nie obyło się jednak bez poruszenia tematu dotyczącego biegłych i ich kompetencji. Na konferencji spotkali się sędziowie, prokuratorzy, funkcjonariusze policji i innych służb. Wszyscy zgodnie dostrzegali słabość instytucji biegłych w Polsce i wszyscy z zaciekawieniem wysłuchali pomysłu wprowadzenia testów kompetencji dla biegłych, jako zewnętrznego narzędzia obiektywizującego merytoryczną ocenę pracy biegłych.

Stawki 23–33 złotych za godzinę

Ciekawy punkt widzenia, inny, bo z perspektywy zleceniodawcy -– dotyczył wątku braku biegłych niektórych dyscyplin, co wynika z niskich stawek za ich pracę. Dzisiaj godzina pracy biegłego magistra waha się między 23 a 33 zł. Kwoty wzrastają wraz z tytułem naukowym. Koszt godziny pracy profesora to już 70 zł! Podniesienie tych stawek do kwot atrakcyjnych, np. dla lekarzy lub ekonomistów, byłoby niemożliwe do udźwignięcia dla budżetu. Tak stan rzeczy tłumaczą z kolei decydenci. Więc zostaje tak, jak było. Niskie stawki, brak fachowców, „mnożenie się" wpisów na listy biegłych osób bez kwalifikacji – po kursach, bez praktyki, która dla wydawania opinii sądowych jest kluczowa.

Przytoczony brak kadr szczególnie jest widoczny w przypadku lekarzy. Na opinie z zakresu medycyny organ procesowy czeka kilka miesięcy. Nierzadko po ich upływie, kiedy wreszcie opinia zostaje wydana, okazuje się, że jej wartość jest znikoma i nie wyjaśnia wszystkich okoliczności i wątpliwości w należyty sposób. Nie można na jej podstawie podjąć decyzji o kierunku rozstrzygnięcia sprawy. Zachodzi więc konieczność powołania kolejnego biegłego... I rozpoczęcie „procedury" oczekiwania na opinię od początku. W tzw. międzyczasie pojawia się zażalenie stron na przewlekłość postępowania. Usprawiedliwione ono zostanie terminem i oczekiwaniem na sporządzenie opinii. Niestety, nie ma żadnej gwarancji, że kolejna opinia będzie wykonana prawidłowo.

Psycholog- -niepsycholog

Jedynym narzędziem wspierającym wymiar sprawiedliwości w dyscyplinowaniu biegłych jest terminowość badań. Niestety, nieterminowość zwykle dotyczy fachowców obłożonych pracą. Niefachowiec przecież nie będzie miał problemu z dotrzymaniem terminu, bo jego obłożenie pracą jest znikome. To, co podkreślałam do znudzenia, to fakt, że nikt nie zwraca uwagi na wartość wydawanych opinii, mierzoną przecież trafnością wniosków, a co za tym idzie, wyroków sądowych. Zaledwie kilka dni temu miałam okazję obejrzeć materiał do przygotowywanego reportażu z cyklu Magazynu Ekspresu Reporterów dla TVP2 na temat opinii psychologicznych wydawanych przez... pedagoga. O tragicznych skutkach wydanych opinii opowiada reportaż, w którym zwraca uwagę funkcjonowanie w środowisku biegłego pedagoga, który wydaje opinie psychologiczne. Kilka lat temu psycholodzy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Sehna w Krakowie pisali o tendencji obniżania standardów opinii psychologicznych, a jako główne źródło przyczyn błędów w opiniach psychologicznych podawali: „(...) Jedną z podstawowych przyczyn błędnych opinii psychologicznych (przyp. autora) jest fakt wpisywania na listy biegłych osób nieposiadających, poza dyplomem ukończenia studiów psychologicznych, wystarczających kompetencji do pełnienia funkcji biegłego (przyp. autora)". Artykuł pochodzi zaledwie sprzed pięciu lat, ale nawet chyba się nie śniło jego autorkom, że biegłym psychologiem może być osoba... bez studiów psychologicznych. Reportaż Magazynu Ekspresu Reporterów pt. Biegła, która robiła dobre wrażenie, traktujący o sprawach, w których opiniowała biegła psycholog-niepsycholog, obnaża przede wszystkim łatwość, z jaką można uzyskać wpis na listę biegłych sądowych. Prezes sądu praktycznie nie ma żadnej możliwości weryfikacji przedłożonych dokumentów. A nawet jeśli może to zrobić, to tylko i wyłącznie od strony formalnej. Natomiast merytorycznie każda informacja zawarta we wniosku przyszłego biegłego zostaje bezkrytycznie przyjęta.

Zatem na listach biegłych funkcjonują – oprócz osób przygotowanych merytorycznie – ludzie, którzy z tej funkcji uczynili sobie wyłącznie dodatkowe źródło dochodów; stąd też plaga błędów i pomyłek w sądach. W jednym z województw ekspertyzy dla prokuratur wykonują sekretarki zatrudnione w tejże prokuraturze. Na listach biegłych funkcjonują pracownicy cywilni prokuratur i sądów, wydają opinie na zlecenia prokuratur, w których są zatrudnieni. W trakcie spotkania z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości w Zielonej Górze, o którym już wspomniałam – wywiązała się dyskusja, m.in. i na ten temat – czy pracownik cywilny pracujący na co dzień w sekretariacie prokuratury zachowuje bezstronność, wydając opinie jako biegły w postępowaniu prowadzonym przez tą prokuraturę. Zanim o samej bezstronności, zapytać należy, jakie kwalifikacje ma biegły w zakresie dyscyplin kryminalistycznych, który na co dzień zajmuje się pracą administracyjną w prokuraturze. Kryminalistyka jest nauką – i to chyba nie podlega dyskusji – samodzielnie funkcjonuje jako kierunek studiów, a jednak ekspertyzy z różnych wąskospecjalistycznych dziedzin kryminalistyki wydają osoby zaledwie po kursie rocznym, odbywającym się w systemie sobotnio-niedzielnym, raz w miesiącu. A gdzie praktyka?

Skrucha uniwersytetu

Jeden z uniwersytetów, który prowadził kursy kształcące biegłych, w trybie studiów podyplomowych, wycofał się z ich kontynuowania. Kierownik katedry przyznał, dając absolwentom do ręki narzędzie w postaci dyplomu ukończenia studiów podyplomowych, które stanowiło podstawę wpisu na listę biegłych, otwarto „puszkę Pandory". Jednak uniwersytet ten uczynił tylko pierwszy krok, stworzył precedens, a jego śladem podążyli inni. Obecnie studia lub kursy takie prowadzi kilkanaście uczelni, szkół w Polsce. I tylko od skrupulatności prezesa sądu zależy, jakimi kadrami zasili listę biegłych sądowych. Wprawdzie na dyplomach wydanych przez ten uniwersytet widniało zastrzeżenie, że dokument ten nie uprawnia do ustanowienia jego posiadacza biegłym, ale kto czyta teksty „małym druczkiem"...?

Linia pochyła

Z jednej strony zatem nisko opłacany biegły o wysokich kwalifikacjach nie chce wykonywać opinii za proponowane stawki, z drugiej strony jego miejsce zajmują niewykwalifikowani biegli, którzy opinię wykonają za każdą stawkę. I tak jesteśmy świadkami stałego i systematycznego obniżania jakości opinii sądowych. O tym, że ma to bezpośredni wpływ na ogólny obraz wymiaru sprawiedliwości w Polsce, chyba nawet nie trzeba pisać.

Promyk nadziei

Na zakończenie trochę pozytywnych wiadomości. W jednym z poprzednich artykułów wspominałam o biegłym sądowym z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, który niestety nie zna się na fizyce, a tym samym nie respektuje jej praw w swoich opiniach. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy miały miejsce nowe wydarzenia w tej sprawie. Ponieważ biegły nie wycofał się z absurdalnych obliczeń w toku postępowania sądowego, sprawa została zgłoszona do centrum rzeczoznawców, które osobie tej wydało uprawnienia rzeczoznawcy samochodowego. W efekcie uprawnienia rzeczoznawcze biegłego zostały najpierw zawieszone, a następnie cofnięte. Efektem tego było skreślenie biegłego z listy rzeczoznawców samochodowych prowadzonej przez Ministerstwo Infrastruktury.

Prezesi sądów okręgowych, na listach których figurował ów rzeczoznawca, wszczęli procedurę postępowania wyjaśniającego. Wcześniej prezes jednego z sądów okręgowych przez wiele miesięcy odmawiał podjęcia jakichkolwiek działań pomimo składanych skarg, zawierających dowody na skrajną niekompetencję biegłego. Odmowę wszczęcia działań motywował brakiem narzędzi prawnych, które umożliwiłyby mu podjęcie stosownych działań.

Powyższa historia dowodzi, jak ważny jest niezależny, merytoryczny nadzór nad biegłymi sądowymi, choćby i w postaci narzędzi określających poziom kompetencji biegłych. W obecnym porządku prawnym za nadzorowanie biegłych odpowiadają prezesi sądów okręgowych, lecz w praktyce jest to nadzór wyłącznie administracyjny. Gdy biegły zostanie już ustanowiony, to choćby wypisywał w swoich opiniach oczywiste herezje merytoryczne, to sąd nie może już z takim „ekspertem" nic zrobić. W tym przypadku biegłego zweryfikowała, na poziomie czysto merytorycznym, organizacja, która certyfikowała go, by został rzeczoznawcą samochodowym. Odbyło się to poza systemem sądowniczym. Ponieważ biegły powoływał się na posiadane uprawnienia rzeczoznawcze przy ubieganiu o ustanowienie biegłym sądowym, a teraz te uprawnienia utracił, to sąd zapewne podejmie stosowne kroki.

Autorka jest wykładowczynią Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, współzałożycielką Polskiego Stowarzyszenia Biegłych Sądowych i wolontariuszką Fundacji Ubi Societas Ibi Ius

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL