Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sšdzie i urzędzie

Organizacja pracy w sšdach i czas rozpoznawania spraw

AdobeStock
Sposób organizacji pracy w sšdach to zaprzeczenie logiki.

Standardem rzetelnego procesu jest rozpatrzenie sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Gwarancje te wynikajš zarówno z Konstytucji RP, jak i konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolnoœci. Jak ważna to gwarancja, dobrze obrazuje znana maksyma: „justice delayed is justice denied", czyli spóŸniona sprawiedliwoœć przestaje być jakškolwiek sprawiedliwoœciš.

Najpierw badania

Nie tak dawno red. Marek Domagalski po raz kolejny alarmował, że bez zmniejszenia obcišżenia w sšdach nie da się usprawnić postępowania. 15 mln spraw rocznie to porażajšca liczba. Niemniej przed jakimikolwiek działaniami ograniczajšcymi kognicję sšdów konieczne sš rudymentarne badania metodologiczne, analizujšce charakter spraw i oœrodki ich największej kumulacji. Trzeba pamiętać, że ograniczenie kognicji sšdów powszechnych nie odbywa się w próżni. Te sprawy faktycznie więc obcišżš inne sšdy, np. administracyjne, czy inne podmioty, od których decyzji również będzie przysługiwało odwołanie do sšdu. Jak dotšd też nie udało się odcišżyć sšdów alternatywnymi metodami rozstrzygania sporów. Może lepiej byłoby zainwestować œrodki w kampanie billboardowe, które by przekonały obywateli do mediacji czy arbitrażu, od lat z powodzeniem wykorzystywanych na całym œwiecie?

Obcišżenie polskich sšdów to nie tylko problem kognicji. To przede wszystkim brak narzędzi do pomiaru obcišżenia pojedynczego sędziego. Dopóki nie ma takich narzędzi, dopóty nie sposób mówić choćby o sprawiedliwym podziale spraw w skali kraju. Nawet jednak bez takich narzędzi powszechnie wiadomo, że sędziowie w dużych oœrodkach miejskich majš co najmniej 50 proc. większe referaty od kolegów z małych sšdów. Już sama ta okolicznoœć przekłada się na zróżnicowanie czasu oczekiwania na wyznaczenie rozprawy w małych i dużych miastach. Konieczne sš więc zmiany strukturalne, które pozwoliłyby wyrównać obcišżenie w sšdach dużych i małych, tak aby czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy nie był drastycznie zróżnicowany.

Zamiast kończyć stare, zaczynajš nowe

Paradoksalnie, do wielkiego przecišżenia wymiaru sprawiedliwoœci przyczyniła się zasada niezwłocznego nadawania biegu wszystkim wpływajšcym do sšdu sprawom. Racjonalny, jak mogłoby się zdawać, przepis regulaminu sšdowego, że sprawy powinny być rozpoznawane według kolejnoœci ich wpływu, został wypaczony zarzšdzeniami nadzorczymi. W wielu dużych sšdach wprowadzono bowiem zarzšdzenia dotyczšce tzw. pensum spraw na wokandzie. Pensum ustalał prezes sšdu, obligujšc sędziów nie tylko do odbycia kilku sesji w miesišcu, ale i do wyznaczenia na tych sesjach co najmniej kilkudziesięciu spraw. W ten sposób sędziowie zamiast skupić się na kończeniu spraw, zaczęli jednoczeœnie nadawać bieg nowym.

Taki sposób organizacji pracy okazał się destrukcyjny zwłaszcza dla dużych sšdów. Miesięczny wpływ nowych spraw przewyższał liczbę tych, które sędzia był w tym czasie w stanie zakończyć. W ten sposób w referatach systematycznie zaczęły narastać zaległoœci. Nadawanie zaœ biegu każdej nowo wpływajšcej sprawie wišzało się z koniecznoœciš uruchomienia procedury wymiany pism procesowych, ich weryfikacjš formalnš, fiskalnš itd. Referaty sędziów co miesišc systematycznie się powiększajš, nawet do hiperreferatów 1000 spraw! Co za tym idzie, zwiększa się nakład pracy sędziego w takim referacie, co jest pochodnš choćby wymiany korespondencji zwišzanej z prowadzeniem postępowań.

Bezpowrotnie stracony czas

Okazało się również, że problem z obsługš tego rodzaju referatów majš nie tylko sędziowie, ale i pracownicy sekretariatów. Korespondencja w dużych sšdach rocznie mierzona jest już w tonach, o liczbie e-maili, telefonów lepiej nie wspominać. Pracownicy sšdów zaczęli przedkładać iloœć nad jakoœć pracy. Wielokrotnie dochodzi zatem do zwykłych błędów czy przeoczeń w wysyłce pism czy wezwań na rozprawę. Zaczęły więc powstawać zatory, gdyż wskutek przecišżenia sekretariatów nie była kończona nawet minimalna liczba spraw w sšdach borykajšcych się z tego rodzaju problemami.

Taki sposób organizacji pracy w sšdach to zaprzeczenie nie tylko teorii dobrej roboty Kotarbińskiego, ale i zwykłej logiki. Nie ma żadnego sensu dzielenie postępowania dowodowego i odraczanie rozprawy co kilka miesięcy. To strata czasu sędziów i pełnomocników, którzy podobnie jak sędzia muszš ponownie czytać akta, aby przypomnieć sobie sprawę. To najgorsze z możliwych rozwišzań. Czas ten jest stracony bezpowrotnie, gdy okaże się, że po takim nakładzie czasu i przygotowań sędziego i pełnomocników np. jeden ze œwiadków nie się stawi lub nie nadejdzie powiadomienie odbioru od jednej ze stron, lub też strony nieoczekiwanie zdecydujš się na zawarcie ugody, nie informujšc o tym sędziego, który przecież musi poœwięcić kilka dni na przygotowanie się do sesji.

Jako dobrš praktykę należy więc rekomendować odwrócenie tej zasady. Sędzia nie powinien nadawać biegu nowym sprawom, dopóki w przedziale kilku dni – jednej cišgłej rozprawy – nie skończy poprzedniej. Tak jak w szpitalu czeka się na operację kilka tygodni lub miesięcy, tak samo konieczne sš takie ograniczenia w sšdzie. Nie mniej ważne jest stworzenie gwarancji równomiernego obcišżenia sšdów w Polsce, tak aby czas oczekiwania w tej kolejce nie był znaczšco zróżnicowany. Obywatele sš równi i wszyscy powinni mieć jednakowy dostęp do sšdu, nie tylko profesjonalnego, ale i działajšcego bez nieuzasadnionej zwłoki. Kolejki w sšdach sš chyba konieczne, inaczej nie uda się wyjœć z tego błędnego koła.

Autorka jest sędziš Sšdu Okręgowego w Warszawie

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL