VAT

VAT i JPK w 2017 r.: jak się bronić przed karami

123RF
Jednolity Plik Kontrolny daje podatnikom możliwość sprawniejszego monitoringu i samokontroli własnych rozliczeń – mówi doradca podatkowy i partner w KPMG – Tomasz Grunwald w rozmowie z Pawłem Rochowiczem.

Rz: Obowiązujące od 1 stycznia przepisy o VAT mogą utrudnić życie wielu podatnikom, na przykład z branży budowlanej. System odwrotnego obciążenia może dla nich oznaczać, że będą zmuszeni do półrocznego czekania na zwroty podatku z urzędu skarbowego. Czy można tego uniknąć?

Tomasz Grunwald: To niekoniecznie tak musi wyglądać. Jeśli firma budowlana sama świadczy usługi, to nawet przy odwróconym obciążeniu też występuje VAT naliczony i należny, które co do zasady się neutralizują. O zwrocie można mówić np. w przypadkach, gdy firma budowlana ma dużo zakupów, w tym usługi od podwykonawców, a nie wykazuje żadnej sprzedaży lub niewielką. Nie sądzę, aby w praktyce był z tym duży problem.

Chyba gorzej będzie z ustaleniem, jakie usługi podlegają temu systemowi. Samo wypożyczenie koparki oczywiście nie, ale wypożyczenie z usługą kopania dołu pod fundamenty – pewnie już tak.

W branży budowlanej zdarzają się też sytuacje, że kontrakt na roboty bywa w całości przekazywany innym firmom. Faktycznie nie ma tam zatem mowy o podwykonawstwie, ale z „fakturowego" punktu widzenia – już tak. Może być też problem z konsorcjami. Z cywilnoprawnego punktu widzenia uczestnicy konsorcjum wspólnie wykonują jakieś zlecenie i są solidarnie za nie odpowiedzialni. Fakturę za całość prac wystawia na ogół tylko lider takiej grupy, a członkowie wystawiają sobie faktury za wzajemne rozliczenia między sobą. Teraz takie wewnętrzne rozliczenia mogą zostać uznane za podwykonawstwo. Należałoby je zatem poddać reżimowi odwróconego obciążenia, choć de facto takie usługi wcale podwykonawstwem nie są. Zresztą w orzecznictwie pojawił się ostatnio wyrok WSA (I SA/Gd 1393/16 z 29 grudnia 2016 r.) uznający, że rozliczenia wewnątrz konsorcjum nie są odrębną usługą i w ogóle nie podlegają VAT. Podobnych pytań może się pojawić wiele i zapewne nie obejdzie się bez występowania o interpretacje w tych sprawach. Zresztą w przypadku konsorcjów budowlanych, gdzie nie ma jednego modelu funkcjonowania, nigdy pełnej jasności w sprawach VAT nie było, a więc dla nich wnioski o interpretacje to nic nowego. W tym przypadku takimi wnioskami mogą być zainteresowani nie tylko deweloperzy czy firmy stricte budowlane, ale też wykonujące wiele usług pomocniczych.

Nowe przepisy przywracają też dodatkową 30- lub 100- procentową sankcję np. za „puste" faktury. Czy fiskus będzie mógł wymierzać kary według własnego widzimisię?

Dotychczas faktury od podmiotów nieistniejących także były kwestionowane przez kontrolerów skarbowych, a kontrolowanej firmie odmawiano prawa do odliczenia VAT od takich faktur. Proceduralnie niewiele się zmieni, bo wciąż będzie można zakwestionować takie faktury, nawet jeśli dana firma nie była świadoma, że zawiera transakcję z oszustem. Dziś najczęściej już sprawdza się partnerów handlowych, choćby przez Krajowy Rejestr Sądowy. Realnym problemem może być na przykład kwestionowanie faktur na większą kwotę, niż wyniosła rzeczywista sprzedaż. Zdarza się też, że faktura – często w wyniku pomyłki – opisuje inny towar czy usługę, niż w rzeczywistości zostały sprzedane. Duże firmy, np. supermarkety, nie są w stanie na bieżąco tego kontrolować. Dopiero przy remanencie okazuje się, że wystawiono fakturę na dostawę ketchupu, a naprawdę dostarczono musztardę.

Przecież takie pomyłki to zwykła sprawa, a kontrahenci prędzej czy później skorygują nieścisłości. Czy jest zatem podstawa do nakładania sankcji?

Fiskus może po prostu stwierdzić, że taka faktura nie dokumentuje prawidłowo rzeczywistej operacji gospodarczej. Dlatego uważam, że przepisy o dodatkowej sankcji dają urzędom skarbowym zbyt duże możliwości jej stosowania. Można by było jeszcze zrozumieć nakładanie jej w przypadkach, gdy chodzi o nabycie od podmiotu świeżo zarejestrowanego, z którym dotychczas nabywca nie miał kontaktów handlowych i którego wiarygodności nie sprawdził. Ale niestety, sankcję można zastosować także do przypadków, gdy kontrahenci nie są „słupami", działają od dawna i ową musztardą rzeczywiście od lat handlują, a dochodzi jedynie do pomyłki w elementach istniejącej operacji gospodarczej. Takich skutków nowych przepisów obawiam się najbardziej.

Administracja skarbowa zyskała też uprawnienie, by w ogóle odmówić rejestracji nowej firmy. Czy zatem jest jakiś nowy scenariusz przygotowania się do rozpoczęcia działalności?

W zasadzie dokumenty służące do rejestracji podatnika VAT są dość proste. Trzeba wykazać, że firma ma siedzibę, konto bankowe i że ktoś w imieniu tej firmy działa. Chodzi przecież o eliminację firm „słupów". Urząd skarbowy nie będzie skory do szybkiej rejestracji, jeśli nie będzie mógł się skontaktować z takim reprezentantem firmy. Nie sądzę jednak, aby w praktyce uczciwego biznesu był to problem. To się może zdarzyć w przypadkach losowych. Wyobrażam sobie też sytuacje, w których ktoś prowadzi działalność sezonową i np. przez dwa miesiące w roku świadczy w Polsce usługi świętego Mikołaja, a na resztę roku wyjeżdża do pracy za granicą. Jeśli ktoś taki nie poinformuje urzędu o sezonowym charakterze działalności, to urząd będzie mógł wyrejestrować takiego podatnika z urzędu. Takim właśnie przedsiębiorcom radziłbym, żeby o owej sezonowości powiadomili urząd, by ten nie nabrał podejrzeń, że podatnik jest tylko uśpionym figurantem dla cudzej oszukańczej działalności.

Za oszukańczą działalność wprowadzono drakońskie kary wieloletniego więzienia. Czy taki święty Mikołaj ma się czego bać?

Te kary z kodeksu karnego są przewidziane dla przypadków świadomego wyłudzania podatku na dużą skalę. Mają odstraszać od podejmowania takiego procederu. Aby je zastosować, trzeba w postępowaniu sądowym udowodnić winę podatnika. Nie sądzę, aby takie kary dosięgły uczciwie działających przedsiębiorców, którym się zdarzą pomyłki w rozliczeniach. Na ich miejscu zwróciłbym jednak uwagę na zaostrzone kary z kodeksu karnego skarbowego za nieskładanie deklaracji, za niewpłacanie podatku albo za nieskładanie elektronicznych dokumentów JPK_VAT.

Wydaje się, że ta elektronizacja nie powinna być dla mniejszych firm problemem, skoro Ministerstwo Finansów udostępniło darmowe oprogramowanie do przesyłania JPK?

Problemem było raczej zebranie w odpowiednim formacie wymaganych danych niż samo ich przesłanie. W dużych firmach przystosowanie do wymogów Jednolitego Pliku Kontrolnego było nierzadko kłopotliwe, bo wymagało zgromadzenia danych z różnych systemów ewidencji: magazynowej prowadzonej w jednym systemie, księgowej w innym, podatkowej w jeszcze innym, a reszty danych z sytemu SAP. U mniejszych podmiotów, z uwagi na mniejszą ilość danych, ich przygotowanie powinno być mniej kłopotliwe. Myślę, że po trudnym początku, JPK może być nie tyle problemem, co szansą na lepszą orientację we własnych operacjach. Jeśli firma – mniejsza czy większa – zgromadzi już dane o swojej działalności, to dzięki JPK może je analizować w celach podatkowych i niepodatkowych.

Jakich na przykład?

Z analizy danych można na przykład wychwycić, którzy kontrahenci częściej korygują faktury i jakie są w praktyce terminy rozliczeń z poszczególnymi firmami. A to przecież ma wpływ na płynność finansową firmy. Z takiej analizy może wyniknąć wiele ciekawych wniosków, służących usprawnieniu działania własnej firmy i relacji z partnerami handlowymi. JPK może zatem służyć poprawie biznesu oraz jego swoistej samokontroli.

Tylko że na razie ani administracja skarbowa, ani biznes nie mają odpowiedniego oprogramowania, które by szybko przeprowadziło taka analizę np. pod kątem wspomnianych terminów rozliczeń.

Logiczne by było, aby Ministerstwo Finansów, skoro już zbiera dane w JPK, posiadało oprogramowanie służące analizie tych danych. Niezależnie jednak od tego, takie oprogramowanie – już komercyjne – zaczyna się pojawiać na rynku. Myślę, że będą je oferowały dla swoich klientów także firmy doradztwa podatkowego. Zresztą my w KPMG już takie oprogramowanie mamy. Dzięki niemu można robić przegląd np. podstawy opodatkowania różnych towarów, stosowania stawek podatku, terminowości rozliczenia, prawidłowości numerów NIP kontrahentów czy nawet stosowania ulgi na złe długi. Bardzo istotna może być funkcja analizy obiegu faktur korygujących, choćby dlatego, że wciąż jest wymagane potwierdzenie ich otrzymania.

To brzmi tak, jakbyśmy sami sobie fundowali quasi-kontrolę pry pomocy elektronicznego audytora. Czy o to właśnie chodzi?

Tak, dokładnie tak. Chodzi o to, by za pomocą środków elektronicznych i na podstawie danych z JPK samemu siebie skontrolować, zanim pojawi się fiskus. Taki audyt może być szczególnie cenny w kontekście nowych sankcji, które fiskus będzie mógł nakładać. Jeśli podatnik zastosuje takie oprogramowanie lub zleci badanie pomiotowi zewnętrznemu, które wychwyci luki i niezgodności w danych zgłaszanych w JPK urzędowi skarbowemu, to nie będzie dawał organom powodów do nałożenia sankcji. Poza tym, jak już wspomniałem, taka analiza może służyć celom ogólnobiznesowym, nie tylko rozliczeniom podatkowym. Jest jeszcze trzeci powód, związany z zaostrzonymi karami z kodeksu karnego skarbowego, o których rozmawialiśmy. Jeśli osoba zarządzająca firmą wykaże, że zastosowała taki program do okresowych przeglądów prawidłowości działania firmy, to może użyć tego argumentu na obronę przed ewentualnymi zarzutami o niestaranność w zarządzaniu firmą.

Obawiam się jednak, że sama elektronika nie wychwyci wszystkiego, co ukrył przed nią człowiek. A przecież kontrolerzy to też inteligentni ludzie. Będą mogli sprawdzić nie tylko dane z JPK, ale też sami przyjść do firmy i wykryć, że część sprzedaży nie była ewidencjonowana.

Racja, ale zakładam że system, o którym mówimy, wyłapie pewne anomalie, czasem zawinione przez człowieka i dopiero analiza tych anomalii przez fachowca wykaże błędy. Pamiętam przypadek, że pewna firma sprzedawała płyty CD ze stawką VAT 7-proc.zamiast 22 proc. Błąd wziął się z tego, że chodziło o płytę zespołu Dżem, którą ktoś, właśnie ze względu na te nazwę, zakwalifikował jako produkt spożywczy.

Dobrze, że na fakturze nie podawano tytułów piosenek, bo za piosenkę „Whisky" trzeba by było zapłacić także akcyzę.

I choćby dlatego trzeźwa ludzka ocena też jest cenna. Oprogramowanie do analiz zawartości JPK może ułatwić wskazanie nam pól ryzyka, o jakich rozmawialiśmy wcześniej: kwestie rozliczeń z podwykonawcami czy pomyłki w treści lub wartości faktury. Myślę, że taniej będzie poddać się takiemu badaniu, niż zapłacić sankcję w VAT. Do tej pory było inaczej, bo podatnikowi groziło co najwyżej dopłacenie podatku z relatywnie niskimi odsetkami. Teraz grozi mu 30- lub 100-procentowa sankcja oraz zaostrzone kary z k.k.s.

Na ile znam świat programów komputerowych, to pewnie pojawią się wersje darmowe, do ściągnięcia z internetu. Warto im ufać?

Trudno teraz to ocenić, ale nawet gdyby takie programy były ułomne, to ułomna samokontrola jest lepsza niż żadna. Program, którym mamy i zaczynamy stosować, ma być z założenia co najmniej tak inteligentny jak ten, który zastosuje Ministerstwo Finansów. Myślę, że upowszechnienie takiego samobadania przy pomocy oprogramowania zbuduje pewną kulturę samokontroli w biznesie, niestety wciąż w naszym kraju zbyt mało rozpowszechnioną. Warto zainwestować w tę dość tanią, elektroniczną formę monitoringu własnej działalności i rozliczeń, aby uniknąć coraz surowszych konsekwencji, jakie może wyciągać fiskus.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL