Ustrój i kompetencje

Projekt noweli kodeksu wyborczego PiS otwiera furtkę do zmiany okręgów wyborczych

Fotorzepa / Piotr Guzik
Nowa administracja wyborcza przed najtrudniejszym z głosowań grozi katastrofą – ostrzega szef PKW.

Istotne zmiany w zasadach organizacji wyborów samorządowych wprowadza poselski projekt noweli kodeksu wyborczego i ustaw o samorządzie gminnym, powiatowym i wojewódzkim.

– Grozi to totalnym upolitycznieniem procesu wyborczego i może mieć konsekwencje dla wyniku wyborów. Polityka wejdzie nawet do administracji wyborczej – ocenia dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zmiany, ale już po przyszłorocznych wyborach samorządowych, mają dotknąć też składu Państwowej Komisji Wyborczej. Dotychczas PKW to dziewięciu sędziów – po trzech z Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego. Po nowelizacji zostanie dwóch sędziów (jeden z TK i jeden z NSA), a pozostałe siedem osób wybierze Sejm spośród kandydatów mających kwalifikacje do bycia sędzią – czyli egzamin sędziowski lub uprawnienia prokuratora, adwokata, radcy prawnego albo co najmniej habilitację z nauk prawnych. Muszą być apolityczni.

– Co oznacza, że w przeszłości mogli być partyjni, ale w chwili wyboru nie mogą – wyjaśnia dr Balicki.

Jeszcze niższy wymóg stanie przed kandydatami na komisarzy wyborczych, którzy na bieżąco nadzorują kwestie organizacji wyborów. Dziś – jak mówił „Rz” przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński – komisarzami są sędziowie, nierzadko z doświadczeniem w okręgowych komisjach wyborczych. Po zmianie, która ma zacząć obowiązywać od razu, będą to osoby z wyższym wykształceniem prawniczym.

– Takie zmiany niedługo przed wyborami samorządowymi, które są najtrudniejszymi z wyborów? Obawiam się katastrofy – mówi Hermeliński.

Komisarze powiatowi będą mieli wpływ na ustalenie granic okręgów wyborczych. Na ich wniosek ustali je komisarz wojewódzki. Od tej decyzji będzie się można odwołać do PKW, ale na tym koniec, bo wedle projektu od werdyktu PKW nie służy żaden środek prawny.

– To wykluczenie kontroli sądowej nad kwestią tak istotną jak granice okręgów wyborczych – zauważa Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Doktor Balicki uważa, że realna jest obawa manipulacji tymi granicami.

– Już projekt podniósł dopuszczalną liczebność okręgu z 3 do 4 tys. wyborców. Dolna granica to 500 osób. Taki remodeling jest niebezpieczny – ocenia konstytucjonalista. ©?

Etap legislacyjny: przed pierwszym czytaniem w Sejmie

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL