Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Usługi, ceny, zarobki

Rośnie zapotrzebowanie na pracę prawników znajšcych rynek sztuki i antyków

Obraz przypisywany Jackowi Malczewskiemu. Zdjęcie udostępnione przez prof. Dariusza Markowskiego
archiwum
W latach 90. reżyserowane licytacje mogły służyć praniu pieniędzy. Dzisiaj rekordowe fikcyjne ceny przede wszystkim budujš wizerunek antykwariusza – uważa publicysta Janusz Miliszkiewicz.

Rynek sztuki i antyków to ważny dział gospodarki i kultury narodowej. Rozwija się wraz ze wzrostem zamożnoœci Polaków. Roœnie więc zapotrzebowanie na pracę prawników znajšcych specyfikę i mechanizmy jego funkcjonowania.

Państwo dotychczas przymykało oczy na patologie rynku sztuki i antyków, choć handluje on przedmiotami o dużym znaczeniu dla naszej narodowej tożsamoœci. Naukowcy opracowali sposoby rozwišzania problemów. Od lat postulujš regulację rynku.

Jednym z najważniejszych problemów sš falsyfikaty. Przepisy karne nie umożliwiajš usuwania z rynku fałszywych dzieł sztuki. Pisze o tym Dariusz Wilk w monografii „Fałszerstwa dzieł sztuki. Aspekty prawne i kryminalistyczne".

Ten sam problem stawiał przed laty np. Piotr Ogrodzki, dyrektor Oœrodka Ochrony Zbiorów Publicznych. W kwartalniku naukowym „Cenne, Bezcenne, Utracone" (3/2009) napisał: „Tego, czego najbardziej potrzeba, to możliwoœci œcišgania z rynku sztuki kršżšcych tam falsyfikatów. Jest to nawet chyba ważniejsze od œcigania samych fałszerzy". Piotr Ogrodzki się zastanawia, dlaczego fałszywych dzieł sztuki nie eliminuje system podobny do eliminujšcego z obiegu fałszywe banknoty. Przywołuje jako wzór ustawę, dzięki której Włosi co roku œcišgajš z rynku sztuki kilka tysięcy falsyfikatów.

W prawniczej literaturze znajdziemy wczeœniejsze wnioski o stworzenie ustawowych warunków usuwania falsyfikatów z rynku dzieł sztuki i antyków. Państwo nie reaguje. Wyglšda to na przyzwolenie.

Ekspertów, ile chcieć

Skutkiem braku uregulowań prawnych dochodzi do sytuacji jak z komedii Stanisława Barei. W 2007 r. wybuchła afera, gdy Muzeum Narodowe w Gdańsku za specjalnš dotację kupiło fałszywy obraz Leona Wyczółkowskiego „Rybak".

Dowcip polega na tym, że „Rybak" wczeœniej przez lata kršżył po rynku jako znany falsyfikat. Antykwariusze nie przyjmowali obrazu do sprzedaży. Muzeum kupiło podróbkę z tzw. ekspertyzš autentycznoœci sporzšdzonš przez znanego historyka sztuki. Ekspertyza okazała się bezwartoœciowa. Zamówił jš sprzedajšcy – to polska specjalnoœć! Zdrowy rozsšdek podpowiada, że sprzedajšcemu przecież nie zależy na mnożeniu wštpliwoœci co do oferowanego towaru.

Z moich reporterskich obserwacji wynika, że poszkodowany prywatny nabywca, któremu sprzedano fałszywy obraz, stara się odsprzedać go jako autentyk, aby zminimalizować straty. Nie prosi o pomoc wymiaru sprawiedliwoœci, bo doœwiadczenia pokazujš, że to nieopłacalne. Jeœli nie dogada się ze sprzedawcš, to po cichu pozbywa się podróbki.

Sensacjš medialnš w 2009 r. była następujšca afera. Oto tzw. renomowany antykwariusz z Łodzi sprzedał klientowi kilkadziesišt falsyfikatów za ponad półtora miliona złotych. Poszkodowany wykazał się szlachetnym idealizmem, zwrócił się bowiem o pomoc do organów œcigania. Sprawa została umorzona, ponieważ antykwariusz sprzedał falsyfikaty, ale z tzw. ekspertyzami autentycznoœci. Dochował zatem należytej starannoœci.

Co za pech! Ekspert jak zwykle pomylił się i pozostał jak zawsze u nas bezkarny. To ten sam historyk sztuki, który zaopiniował fałszywego „Rybaka". Przez ile lat ekspert może się mylić? Gdyby był ubezpieczony, pomyliłby się tylko raz, automatycznie wzrosłaby stawka ubezpieczenia i kolejna pomyłka byłaby nieopłacalna.

Ekspert z łódzkiej afery zeznał przed prokuratorem, że ekspertyzy wykonał za darmo. Nikt nie zwrócił uwagi na ten zdumiewajšcy szczegół. Czy asekurował się, bo nie płacił podatków od swojej działalnoœci? Eksperci często (zwykle?) nie płacš podatków. Antykwariusze wypowiadali się na ten temat w „Rzeczpospolitej" już kilkanaœcie lat temu.

Skoro antykwariusza uniewinnia „dochowanie należytej starannoœci", to zamawia on ekspertyzę u każdego, kto zechce jš napisać. Fałszywe obrazy renomowani antykwariusze sprzedali np. Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu, Aleksandrowi Gudzowatemu czy Jerzemu Urbanowi. Jak dalece niedoskonały jest dziœ sposób diagnozowania autentycznoœci, skoro ofiarš padli aż tak wpływowi konsumenci sztuki?

Wystarczy omieœć wzrokiem

Rynek sztuki to specyficzna mozaika. W zrozumieniu całoœci ważny jest każdy kamyk. Czy prawnik, który nie zna specyfiki rynku sztuki, poradzi sobie na nim? Zwłaszcza gdy brak uregulowań prawnych? Dr Dariusz Wilk pisze o poczuciu bezkarnoœci, rozzuchwaleniu i demoralizacji ekspertów. Postuluje m.in. licencjonowanie zawodu eksperta, który decyduje o autentycznoœci dzieł sztuki, tym samym o milionowym majštku obywateli.

Dziœ ekspertami zostajš często przypadkowe osoby. Z zasady nie majš ubezpieczenia OC, nie ponoszš odpowiedzialnoœci za swojš pracę. Pozostajš najsłabszym ogniwem rynku sztuki. Przekonywał o tym już w 2003 r. prof. Jerzy Stelmach, prawnik, a zarazem wybitny kolekcjoner sztuki („Art and Business" 9/2003).

Dariusz Wilk jest nie tylko doktorem prawa, ale także doktorem chemii, pracuje w Katedrze Kryminalistyki Wydziału Prawa UJ. Dowodzi, że niewykorzystane pozostajš dostępne i skuteczne metody fizykochemiczne badania autentycznoœci. Przebadał akta sšdowe i prokuratorskie. W pracy tzw. eksperta dominuje omiatanie wzrokiem ocenianego obrazu.

Ekspert patrzy dziœ, czy stylistyka obrazu zgadza się ze stylistykš znanych autentyków danego malarza. Zdrowy rozsšdek podpowiada, że to absurdalna metoda. Przecież fałszerzowi zależy dokładnie na tym, żeby wiernie powtórzyć sposób malowania podrabianego malarza.

Wczeœniej o niewykorzystaniu(!) znanych i tanich metod fizykochemicznych mówił w „Rzeczpospolitej" (28 lutego 2013 r.) prof. Dariusz Markowski z Zakładu Konserwacji i Restauracji Sztuki Nowoczesnej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Czytamy tam, że tylko wymiar sprawiedliwoœci korzysta z tych metod, prywatni odbiorcy w minimalnym stopniu.

Staram się tu wykazać, że problemy skatalogowane w najnowszej monografii dr. Dariusza Wilka naukowcy znajš i opisujš od wielu lat. Faktem jest, że autor po raz pierwszy tak kompleksowo opisał problem fałszerstw.

W ostatnich dniach ukazał się „Wykład prawa ochrony zabytków" Katarzyny Zalasińskiej i Kamila Zeidlera. Dr Zalasińska szczegółowo uzasadnia koniecznoœć regulacji rynku sztuki w Polsce. Pisze m.in.: „Brak regulacji rynku sztuki rodzi poważne wštpliwoœci dotyczšce właœciwej ochrony interesu publicznego".

Co roku wydziały prawa krajowych uniwersytetów organizujš po kilka konferencji poœwięconych przestępstwom na rynku sztuki. Znane sš sprawdzone œwiatowe wzory, bo w 2005 r. ukazała się monografia Wojciecha Paczuskiego „Handel dziełami sztuki w Unii Europejskiej". Dariusz Wilk też powołuje się na skuteczne rozwišzania prawne, np. włoskie i francuskie. Tam porzšdek prawny buduje rynek. U nas potencjał prawniczej wiedzy jest marnowany. Czas uregulować rynek sztuki, ale nie zadusić!

To ci sprzedawca

Kolejnš patologiš handlu sztukš sš fikcyjne ceny podawane po niektórych licytacjach. Licytacja jest reżyserowana, ustalany fikcyjny rekord, a lipna cena przekazywana zaprzyjaŸnionym mediom. Problem stawiano już w latach 90. Jerzy Stelmach, dobitnie pisze o fikcyjnych licytacjach w miesięczniku „Gazeta Antykwaryczna" z wrzeœnia 2000 r. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" 12 stycznia 2012 r. Jerzy Stelmach dowodzi, że problem jest aktualny. Postuluje powołanie rodzaju agencji ratingowej dla rynku sztuki.

Fikcyjne ceny mylš inwestorów oraz innych klientów. Powodujš, że banki nie udzielajš pożyczek pod zastaw sztuki, ponieważ nie można ustalić, które ceny sš prawdziwe. Z tego samego powodu ubezpieczyciele nie ubezpieczajš ekspertów rynku sztuki, bo nie ma wiarygodnych podstaw do kalkulacji finansowego ryzyka. Jeœli w rocznych ocenach rynku bilansowane sš nieprawdziwe rekordowe ceny, to na jakiej podstawie prognozować rozwój tego rynku?

W 2015 r. padło wiele rekordów w aukcyjnym handlu obrazami. Niektóre były merytorycznie kwestionowane. Plotki na ten temat podważajš zaufanie do rynku. Nie ma jednak mechanizmu prawnologistycznego, który pozwalałby sprawdzić, czy transakcja doszła do skutku.

W œwiecie problem fikcyjnych cen rozwišzano 100 lat temu. Po aukcji urzędnik zaufania publicznego (np. notariusz) sporzšdza protokół wyników. Protokół jest podstawš naliczenia podatku. Antykwariuszowi nie opłaca się zmyœlać rekordowych cen. Protokół jest wiarygodnym Ÿródłem informacji, m.in. dla prasy.

W pierwszym numerze „Art and Business" z 1997 r. Marek Lengiewicz z domu aukcyjnego Rempex powiedział: „Gdyby urzędy skarbowe pobierały opłaty od kwot przybitych młotkiem, a nie tylko od pozycji wykupionych, nie byłoby sztucznych sprzedaży". W latach 90., zanim weszła w życie ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, reżyserowane licytacje służyć mogły praniu pieniędzy. Dziœ rekordowe fikcyjne ceny przede wszystkim budujš wizerunek antykwariusza jako najlepszego sprzedawcy.

Lepiej nie opisywać

WyobraŸmy sobie, że dziœ wchodzimy do sklepu spożywczego i kilogram zwykłego cukru kosztuje np. 2 tys. zł. Każdy klient pomyœli, że to pomyłka, ponieważ wie, ile może kosztować kilogram cukru. Całkiem inaczej jest z dziełem sztuki... Ten sam obraz np. Jerzego Kossaka wystawić możemy za 10 tys. zł lub za 30 tys. zł i tylko znawca rynku ewentualnie zakwestionuje wyższš cenę. To pole do cenowych nadużyć.

Na przykład w 2001 roku tzw. renomowany antykwariusz sprzedał jednemu z najbogatszych Polaków z listy „Wprost" za 95 tys. zł obraz Jerzego Kossaka. Przeprowadziłem wtedy miniankietę wœród antykwariuszy. Nie znali realiów sprawy, oceniali tylko reprodukcję obrazu. Obraz uznali za niesprzedażny! Jeden antykwariusz odważyłby się wystawić go na sprzedaż, ale proponował cenę 8 tys. zł. W podobnych konfliktach wymiar sprawiedliwoœci był zdezorientowany, bo nie znał specyfiki rynku sztuki.

Prawnicy opisujš także nowe zagrożenia. Jesieniš 2015 r. ukazał się pierwszy numer naukowego czasopisma „Santander Art and Culture Law Review", wydawanego przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Dr Wojciech Szafrański postawił tam problem cenzurowania w mediach problematyki falsyfikatów lub manipulacji cenami. Dopuszczajš się tego grupy wpływów dbajšce o wizerunek rynku sztuki jako najlepszego miejsca do zakupów inwestycyjnych.

Przed Szafrańskim problem celowego niedoinformowania polskich klientów stawiał Jerzy Stelmach we wspomnianym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" „Agencja ratingowa dla rynku sztuki". Uczony stwierdza: „Jednš z patologii rynku jest brak dostępu do sprawdzonych, pewnych informacji. Informacja jest reglamentowana lub jej nie ma".

W 2005 r. rozegrała się afera z falsyfikatem „Zjawa" Franciszka Starowieyskiego. Ekspert dopuœcił do sprzedaży falsyfikat. Felietonista wyœmiał go w branżowym miesięczniku „Art and Business". Ekspert poczuł się zniesławiony i pozwał felietonistę. Domagał się przeprosin w najlepszym czasie oglšdalnoœci w TVN! Branżowy miesięcznik według danych Zwišzku Kontroli Dystrybucji Prasy sprzedawał się wtedy w nakładzie 2,1 tys. egzemplarzy. Dziennikarze odebrali żšdanie przeprosin w TVN jako sygnał, żeby nie zajmować się patologiami rynku sztuki.

A rynek roœnie...

Polskš specjalnoœciš jest handel dziełami sztuki i antykami bez rodowodu. Pojawiajš się nie wiadomo skšd, nie majš żadnej historii. Dzieje się tak, ponieważ bodaj większoœć dzieł sztuki i antyków pochodzi z importu. Brak rodowodu to także wynik zmiany ustroju i zmiany granic po 1945 r. Wiele dzieł ukradziono z majštków ziemiańskich, mieszczańskich lub ze œwištyń różnych wyznań. Prokuratury i sšdy nie zawsze radzš sobie z wynikajšcymi z tego problemami. Naukowcy postulujš rozwišzania legislacyjne lub praktyczne.

Krajowy rynek sztuki i antyków roœnie. W 2015 r. odbyły się 244 aukcje, w 2014 r. – 209, a np. w 2005 r. tylko 105 aukcji. Obroty na jednej aukcji przekraczajš już 12 mln. zł. W zeszłym roku Rempex wystawił sztandarowe dzieło Henryka Siemiradzkiego za 4 mln zł. Rynkowš codziennoœciš sš dzieła np. Jana Matejki, pasy kontuszowe, listy króla Stefana Batorego, Koœciuszki, Chopina, dokumenty dotyczšce odzyskania niepodległoœci w 1918 r.

Porzšdek prawny będzie dobrze służyć temu rynkowi.

Autor jest publicystš, znawcš krajowego rynku sztuki

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL