Urzędnicy

W tym romansie smutne jest wszystko - komentuje Joanna Parafianowicz

AdobeStock
Historia pewnego skandalu

Ostatnio Polska żyje romansem pewnego polityka z pewną młodą damą. Romansem grzesznym, pozamałżeńskim i wykwitłym w egzotycznych okolicznościach jednej z rocznic katastrofy smoleńskiej. Nazwiska jej i jego nie schodzą z czołówek dzienników i portali internetowych. Jak donoszą media „mąż, ojciec i konserwatywny poseł, uwiódł samotną kobietę i ją oszukał". Poseł obiecał ślub i dzieci jednak nie mogąc podołać ogromowi zawodowych, ojcowskich i miłosnych obowiązków oraz fizycznemu wyczerpaniu, porzucił kobietę. Ta zaś ledwie otrząsnęła się z goryczy rozstania, udała się do redakcji jednej z gazet, opowiedziała całą historię i na jej dowód pokazała treść sms-owej korespondencji. Dość barwnej, trzeba przyznać.

Internet opanowała paląca potrzeba eksploatowania trzech wątków. Pierwszy, to pikantne szczegóły romansu – z jej perspektywy. Pytania, czy wiedziała, że ma żonę, a jeśli tak, to skąd się biorą tak niemoralne kobiety? Czy odwiedzała go w hotelu poselskim i czy nikt tego nie widział/słyszał? A jeśli tak, dlaczego to tolerowano? Jak zarabiała na życie?

Drugi wątek, to analiza romansu z perspektywy życiowo porównawczej. Jak to możliwe, że człowiek na stanowisku, uważający że „wartości Europy zagrażają sobie samoistnie (...) a Polska ze swoim uniwersalnym, jagiellońskim przesłaniem jest jej ostatnią cywilizacyjną nadzieją" może uwikłać się w wielomiesięczny pozamałżeński romans?

Trzeci wątek, to szukanie prawdziwego dna historii, ujmowane w formie wątpliwości lub twierdzeń. Przykładowo: jaka kobieta publikuje korespondencję z kimkolwiek, która dotyczy jej intymnych kontaktów? To nie jest zwykła zemsta uwiedzionej i porzuconej kobiety. To prowokacja. Krąży teoria, że kobieta została podstawiona, podobnie jak w latach 90-tych Anastazja P., po to, aby wywołać obyczajowy skandal.

Nie wiem, jak było, ale w całej tej społecznej debacie, której nie ukrywam, bacznie się przyglądałam, zabrakło wątku czwartego, z perspektywy dobra publicznego. Jeśli przyjąć, że interesuje nas coś więcej, niż wchodzenie z butami w cudze życie intymne.

W poruszeniu nad sprawami obyczajowymi nie pochylono się zupełnie nad tym, iż poseł, po wysłaniu damy do ginekologa, celem zbadania jej płodności miał także, ponoć w ramach dbałości o zabezpieczenie finansowe lubej, planować zatrudnienie jej w PKN Orlen, a zatem spółce z blisko trzydziestoprocentowym udziałem Skarbu Państwa. Jak się bowiem okazuje, lepiej jest widziane, by do pracy w największych krajowych przedsiębiorstwach, zatrudniać konkubiny niźli żony.

W historii smuci wszystko. To, że jest po ludzku przykra, zwłaszcza dla rodziny posła, której ogromnie współczuję. Ale także i to, co w internecie jest już klasykiem funkcjonującym jako „Siedem cudów socalizmu i kapitalizmu". Cud 1. każdy miał pracę; 2. mimo że każdy miał pracę, nikt nic nie robił; 3. mimo, że nikt nic nie robił, plan wykonywano w ponad 100 proc.; 4. mimo, że plan wykonywano w ponad 100 proc., nigdzie niczego nie było; 5. mimo że nigdzie niczego nie było, każdy wszystko miał; 6. mimo, że każdy wszystko miał, wszyscy kradli; 7. mimo, że wszyscy kradli, nigdy nigdzie niczego nie brakowało.

W odniesieniu zaś do kapitalizmu: 1. nikt nie ma pracy; 2. mimo, że nikt nie ma pracy, wszyscy pracują; 3. mimo, że wszyscy pracują, plan nie jest wykonywany w 100 proc.; 4. mimo że plan nie jest wykonywany w 100 proc. wszędzie wszystko jest; 5. mimo, że wszędzie wszystko jest, nie każdy wszystko ma; 6. mimo, że nie każdy wszystko ma, kradną ci, którzy wszystko mają; 7. mimo, że kradną ci, którzy wszystko mają, nigdy nikogo z nich nie złapano.

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju Adwokackiego" (www.pokojadwokacki.pl)

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL