Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Unia Europejska

Muzeum europejskich pseudowartości

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Twórcy wystawy Domu Historii Europejskiej w Brukseli opowiadajš historię XX wieku z perspektywy lewicowej albo nawet komunistycznej - mówi Wojciech Roszkowski, historyk, były eurodeputowany PiS.

Rzeczpospolita: Kontrowersyjna wystawa Domu Historii Europejskiej w Brukseli przedstawia wyłšcznie zachodnie spojrzenie na najnowsze dzieje Europy, a zupełnie pomija nasze doœwiadczenia. Był pan członkiem Rady Nadzorczej tego muzeum w czasie przygotowywania ekspozycji. Dlaczego pozwolił pan na stworzenie tak jednostronnej wystawy?

Prof. Wojciech Roszkowski: Rada Nadzorcza zajmowała się kwestiami budowy muzeum, sprawami technicznymi, prawnymi i ekonomicznymi. Natomiast to Rada Naukowa odpowiadała za kształt wystawy, która jest po prostu bulwersujšca. Tożsamoœć europejska jest właœciwie białš kartš – z wystawy nie dowiemy się, na czym polega europejskoœć. W historii naszego kontynentu należałoby podkreœlić przede wszystkim jego korzenie, czyli filozofię greckš, prawo rzymskie, chrzeœcijaństwo czy rolę państw narodowych. A to muzeum ukazuje Koœciół i religię jako problemy konieczne do przezwyciężenia. Tak samo traktuje ideę narodu, a przecież Zjednoczona Europa to unia państw i narodów, z których każdy wnosi do niej jakieœ dziedzictwo, wartoœci. Ale tego twórcy wystawy nie pokazujš, za to uciekajš w jakieœ bezkształtne pseudowartoœci. Opowiadajš historię XX w. z perspektywy lewicowej albo nawet komunistycznej. Pozytywnym bohaterem jest Feliks Dzierżyński, to w gruncie rzeczy interpretacja historii, którš znamy z naszych podręczników z czasów PRL. Ja za to żadnej odpowiedzialnoœci nie mogę brać i wiosnš ustšpiłem z Rady Nadzorczej na znak protestu przeciw temu, co ostatecznie nam zaprezentowano.

Jeszcze zanim otwarto muzeum, powstała długa lista zastrzeżeń co do jego kształtu. I co się stało z tymi zastrzeżeniami?

W Radzie Nadzorczej znalazłem się właœnie dlatego, że program tego muzeum wydał mi się bardzo kontrowersyjny, Jeszcze jako członek Parlamentu Europejskiego, wraz z innymi posłami z Łotwy, Litwy, Estonii i Węgier, zgłosiłem kilkadziesišt poprawek. Miałem wówczas nadzieję, że zostanš uwzględnione. Niestety, całoœć projektu nie została pokazana Radzie Nadzorczej, a dyrektor muzeum Taja Vovk van Gaal doœć wymijajšco prezentowała wymowę wystawy. Wtedy wolałem unikać zbytniego zwracania uwagi tylko na sprawy polskie i próbowałem wpleœć te krytyczne uwagi w szerszy kontekst – Europy Wschodniej czy w ogóle chrzeœcijaństwa.

I dlaczego ten kontekst został pominięty?

Uniš Europejskš rzšdzi kartel chadecko-socjalistyczny przy dominacji państw zachodniej Europy – głównie Niemców. W tej ekspozycji doskonale to widać. Będšc członkiem Rady Nadzorczej, miałem nadzieję, że tę narrację socjalistycznš, uwzględniajšcš m.in. emancypację upoœledzonych klas czy emancypację kobiet, można połšczyć z narracjš tradycyjnš, pokazujšcš wartoœci religii, rodziny i narodu. Myliłem się. Polskš Solidarnoœć potraktowano tu marginalnie, a papieża Jana Pawła II w ogóle tam nie ma. W kwestii losów ludnoœci cywilnej w czasie wojny mówi się głównie o wypędzanych Niemcach. A co z deportacjami przeprowadzonymi pod okupacjš niemieckš, sowieckš, wysiedleniami z terytorium II Rzeczypospolitej, z państw bałtyckich, z Besarabii? Co z powojennymi deportacjami z Węgier? Tego zupełnie nie ma.

Wydaje się, że tak skonstruowana wystawa stawia pod znakiem zapytania sens poszukiwania wspólnej wizji europejskiej historii.

Wielokrotnie, orędujšc za zdrowym rozsšdkiem, ale również za sprawš polskš, pytałem: czy chcecie, żeby na tę wystawę przychodzili Rumuni, Polacy, Bałtowie, Maltańczycy, Portugalczycy i w ogóle nie znaleŸli tam siebie? Przypuszczam, że w innych krajach też już padajš zarzuty, że ich historia i wartoœci zostały zupełnie zignorowane.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL