Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Unia Europejska

Mariano Rajoy nie chce izolacji Polski

Beata Szydło i Mariano Rajoy podczas polsko-hiszpańskich konsultacji, 30 czerwca 2017 r.
AFP
Wyszehrad zdradził nasz kraj, ale Hiszpania nie. Madryt chce wspólnie walczyć z francuskim protekcjonizmem.

Tydzień po zamachach w Barcelonie i miesiąc przed referendum w sprawie niepodległości Katalonii Mariano Rajoy chciał, aby jego deklaracja zrobiła jak największe wrażenie. Dlatego wybrał poniedziałkową konferencję prasową w Pałacu Elizejskim, wieńczącą szczyt francusko-niemiecko-włosko-hiszpański – poinformował na niej, że „w krótkim czasie" zwoła w Madrycie spotkanie szefów MSW, wywiadu i policji, aby zbudować skuteczny i stały mechanizm współpracy w walce z terroryzmem. Tyle że tym razem skład uczestników spotkania ma zostać poszerzony o Polskę i Wielką Brytania.

Mariano Rajoy, zamiast kontynuować forsowany przez Emmanuela Macrona format „dyrektoriatu starej Unii" złożonego z czterech państw członkowskich, reanimował pomysł „wielkiej szóstki". I to w obszarze, który w tej chwili dla Hiszpanii jest najważniejszy: walki z dżihadyzmem, wymiany najbardziej wrażliwych dla bezpieczeństwa państwa informacji.

Francuski dyktat

W Madrycie wskazują, że to wniosek z przypadku Abdelbaki es Satty'ego, imama z Ripoll, który choć został wydalony przez Belgów do Hiszpanii z powodu podejrzeń o radykalizm, nadal budował siatkę terrorystów w Katalonii. Koordynacja działań krajów europejskich zawiodła i Rajoy nie chce, aby to się powtórzyło.

Ale włączenie do takiej współpracy Polski, kraju, który ma niewielkie doświadczenie w walce z terroryzmem i który nie chciał się przyłączyć do rozwiązania kryzysu migracyjnego w Unii, wcale nie było oczywiste. Po zamachach w Barcelonie szef MSW Mariusz Błaszczak nie cofnął się przecież przed kontrowersyjną reakcją pomyślaną głównie na użytek wewnętrzny: w ile europejskich miast mają jeszcze uderzyć terroryści, żeby Unia się obudziła? Żeby Komisja Europejska przyznała, że przyjmowanie „na oślep" wszystkich, którzy dopłyną do europejskich wybrzeży, jest zakładaniem Europie pętli na szyję?

W ubiegłym tygodniu Macron pominął Polskę, próbując zbudować koalicję na rzecz dyrektywy o pracownikach delegowanych.

Dlatego w Warszawie inicjatywa hiszpańskiego premiera została przyjęta w entuzjazmem. – To naturalny kierunek. Europa powinna wziąć większą odpowiedzialność za kwestie bezpieczeństwa. A to może się dokonać tylko na poziomie międzyrządowym – mówi „Rz" o planowanym szczycie w Madrycie minister ds. europejskich Konrad Szymański. – Z Hiszpanią wiąże nas wspólne przekonanie o konieczności utrzymania obecnej skali Unii Europejskiej, ocena, że Unia nie może zamykać się w zbyt wąskich klubach. W bardzo wielu sprawach od dawna dobrze się rozumiemy.

Współpraca z Hiszpanami wykracza poza walkę z terroryzmem. Przed szczytem w Paryżu Beata Szydło zadzwoniła do Rajoya. Jak tłumaczy Szymański, „chodzi o kolejną fazę konsultacji przed finałem negocjacji o zmianie dyrektywy o delegowaniu pracowników. Nasze stanowiska są bardzo podobne".

To znowu miesza szyki Macronowi. Francuz już zdobył poparcie Czech, Słowacji i Bułgarii dla objęcia pracowników delegowanych świadczeniami socjalnymi obowiązującymi w kraju wykonywania usługi i skrócenia jej trwania nawet do roku. Liczył, że udało mu się odizolować Polskę i Węgry. Pojawił się jednak zdeterminowany, duży gracz, który nie podporządkowuje się Paryżowi.

Gotowi na kompromis

– Nie staniemy na czele koalicji krajów Europy Środkowej, które się sprzeciwiają Macronowi, nie będziemy szli na otwartą konfrontację z Francją. Ale będziemy bronili interesów naszego kraju – mówią „Rz" źródła dyplomatyczne w Madrycie.

Takie postawienie sprawy powoduje, że i Polska jest gotowa na kompromis w Brukseli. Współpraca z Hiszpanią to zapewne ostatnia szansa na obronę choć części interesów polskich pracowników, skoro Francuzi mają już większość państw Unii po swojej stronie.

– Poszukujemy wyjścia z klinczu, w który wprowadza nas Francja. Wszyscy możemy doprowadzić do kompromisu lub kryzysu politycznego, jeśli dyrektywa zostanie przyjęta w kształcie forsowanym przez Paryż – mówi Szymański.

W 2015 r. we Francji było 286 tys. pracowników delegowanych, ok. 1 proc. całej siły roboczej. I choć najwięcej przyjechało z Polski, Rumunii i Portugalii, to kolejne miejsce zajmowali Hiszpanie. Dzieje się tak, bo Rajoy przeprowadził radykalną reformę rynku pracy i Hiszpanie są bardziej konkurencyjni od francuskich pracowników.

Zanim Francuz wyruszył w objazd po Europie Środkowej, „El Pais" pisał: „Nic nie jest bardziej podobne do francuskiego prezydenta niż francuski prezydent. Mimo zapowiedzi nadania liberalnego kierunku polityce swojego kraju i deklaracji na rzecz integracji UE Macron wraca do tematów, które zaprzątały jego poprzedników w Pałacu Elizejskim, jak ochrona krajowego przemysłu i miejsc pracy przed konkurencją międzynarodową. Kluczowym tematem jest teraz rzekomo nierówna konkurencja między pracownikami ze wschodu i południa Europy z pracownikami francuskimi, tzw. dumping socjalny".

Sam Rajoy na szczycie w Warszawie 30 czerwca uznał, że jeśli „wakacje lub diety", które otrzymują pracownicy delegowani, będą ustalane w innym kraju niż ich własny, „stanie się to sprzeczne ze swobodą przemieszczania się pracowników". Polska i Hiszpania szczególnie chcą bronić zmiany warunków świadczenia usług przez firmy transportowe. Jak przyznaje Szymański, wynika to po części z położenia geograficznego Polski i Hiszpanii, na skraju Unii. Stąd, zdaniem Rajoya, „nie ma sensu", aby po trzech dniach spedytorzy byli objęci pensją minimalną obowiązującą w kraju, gdzie świadczą usługę. We Francji wynosi ona 1545 euro miesięcznie, ale już w Hiszpanii 825 euro. a w Polsce 500 euro.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL