Unia Europejska

Emmanuel Macron rozbija jedność Grupy Wyszehradzkiej

Czwartek, Pałac Prezydencki w Bukareszcie. Prezydenci Francji i Rumunii, Emmanuel Macron i Klaus Iohannis, z małżonkami.
AFP
Czesi i Słowacy przechodzą na stronę Francji w bitwie o pracowników delegowanych. To efekt izolacji Polski.

jędrzej bielecki

Nazwa formatu dyplomatycznego łączącego Austrię, Czechy i Słowację – ,„Trójkąt z Austerlitz" – dla Francuzów nie mógł zostać wybrany lepiej. W środę Emmanuel Macron, jak Napoleon 2 grudnia 1805 r. odniósł zdecydowane zwycięstwo w tym gronie, choć nie pod Brnem tylko w położonym 400 km dalej Salzburgu.

Francuski prezydent zdołał rozbić solidarność Wyszehradzkiej Czwórki w fundamentalnej dla naszego kraju sprawie zaostrzenia praw pracowników delegowanych do realizacji kontraktów w innym państwie Unii. Żaden kraj Wspólnoty nie wysyła ich tylu, co Polska.

– Zgodziliśmy się, że musimy obowiązywać zasada, iż za tą samą pracę powinna zostać wypłacona ta sama płaca – powiedział po rozmowach gospodarz spotkania, kanclerz Austrii Christian Kern. Chodzi o postulat Francuzów, aby pracownicy delegowani otrzymali nie tylko pensję minimalną obowiązującą w kraju, gdzie świadczą usługę, ale także całość świadczeń socjalnych. Zdaniem Kerna „Trójkąt z Austerlitz" jest też gotów pójść w kierunku postulatów Macrona w sprawie maksymalnej długości kontraktów. Francuz chciałby, aby czas ten został skrócony z trzech do jednego roku.

– Zgodziliśmy się, aby okres delegowania był krótszy niż 24 miesiące – powiedział Kern. Porozumienie powinno zostać osiągnięcie w Radzie UE już w październiku.

Minister ds. europejskiej Konrad Szymański relatywizuje. – Jedność Grupy Wyszhradzkiej jest gwarantowana mandatem negocjacyjnym przyjętym przez czterech premierów dwa miesiące temu. Na jego podstawie negocjacje koordynują Węgry. Wspomniał o tym w Salzburgu premier Fico – mówi „Rz". Ale przyznaje, że mandat pozostaje poufny. A niezalenie od tego wiadomo, że francuski prezydent w ogóle nie chce się spotkać z Viktorem Orbanem.

Macron, którego poziom poparcia we Francji załamał się od maja z 67 proc. do ledwie 36 proc. łaknie sukcesu w sprawie pracowników delegowanych jak kania dżdżu. Nad Sekwaną rzekomy „dumping socjalny" ze strony biedniejszych krajów Unii jest uważany za ważny powód kłopotów kraju. W Salzburgu Macron znów uderzył w ten ton: „dyrektywa o pracownikach delegowanych, w kształcie, w jakim jest obecnie, to zdrada ducha europejskiego. To tylko podsyca populizm w naszych krajach" – powiedział.

Obietnica w sprawie uchodźców

Zdaniem czeskiego dziennika „Lidove Noviny" Bohuslav Sobotka poszedł na ustępstwa wobec Francji w zamian za obietnicę, że Paryż przestanie popierać niemiecki pomysł włączenia obowiązkowego mechanizmu rozlokowania uchodźców w UE w rewizji Konwencji Dublińskiej.

– Na tym skorzystałyby wszystkie kraje, także Polska – przekonują „Rz" czeskie źródła dyplomatyczne.

Konrad Szymański przyznaje: kompromis w tej sprawie usunąłby bardzo poważne napięcie polityczne wewnątrz Unii. Ale Polska nie zgodzi się na dzielenie się kompetencjami w sprawie polityki azylowej.

W Salzburgu premier Słowacji Robert Fico miał z kolei wybrać w sporze o pracowników delegowanych stronę Paryża za obietnicę, że jego kraj będzie włączony na pełnych prawach do lansowanego przez Macrona projektu pogłębienia strefy euro.

– To tradycyjne stanowisko Słowaków od lat. Mówimy o pięciomilionowym kraju, który jest bardzo zależny od Niemiec – mówią źródła w Pradze.

Ale zmiana stanowiska Czechów i Słowaków ma też bardziej zasadniczą przyczynę.

– Te dwa kraje chcą się zdystansować wobec Polski i Węgier, które są coraz bardziej izolowane w Unii – mówi „Rz" Magdalena Bernaciak z European Trade Union Institute w Brukseli. Dodatkowo Czechy (18 tys. USD na mieszkańca) i Słowacja (16,3 tys. USD) to państwa zdecydowanie bogatsze od Polski (12,3 tys. USD), dla których przyjęcie zachodnich norm socjalnych dla pracowników delegowanych jest mniej bolesne.

Rumunia stawia opór

W czwartek w Bukareszcie Macron jeszcze podkręcił swoją retorykę. Uznał, że jeśli obecny system delegowania pracowników nie zostanie zmieniony, Unia „rozpadnie się". Ale mimo to nie odniósł takiego sukcesu jak w Salzburgu. Prezydent Klaus Iohannis powiedział tylko, że kontrowersyjna dyrektywa powinna zostać „ulepszona", ale uznał, że tak samo uzasadnione są obawy Francuzów przed „dumpingiem socjalnym", co pragnienie obywateli biedniejszych krajów Unii pracy w bogatszych krajach Zachodu.

– Moim zdaniem Macron także Rumunów i Bułgarów przekonuje do ustępstw, otwierając perspektywę przystąpienia do strefy Schengen albo wykluczając z dyrektywy o pracownikach delegowanych firm transportowych – mówi Bernaciak. Z obu krajów pochodzi ok. 200 tys. kierowców, którzy tirami przemierzają Unię. W piątek Macron spotka się w Warnie z prezydentem Bułgarii Rumenem Radewem.

Ale już sama zmiana stanowiska Czech i Słowacji wystarczy, aby zmienić w Radzie UE zasady delegowania pracowników. Znacznie bardziej prawdopodobne jest natomiast, że uda się zablokować ofensywę Francuzów, gdy idzie o zasady świadczenia usług transportowych. Tu utworzony 31 stycznia „sojusz drogowy" objął tylko Francję, Niemcy, Belgię, Austrię, Danię, Włochy i Luksemburg – za mało, aby przeforsować zmianę dyrektywy.

Macron chce, aby już po trzech dniach świadczenia usług w Unii kierowcy delegowani mieli taką samą pensję, jak w kraju, w którym świadczą usługę. To oznaczałoby bankructwo większości spedytorów z Europy Środkowej, którzy kontrolują jedną czwartą floty transportowej Wspólnoty.

Podczas polsko-hiszpańskich konsultacji międzyrządowych premier Mariano Rajoy powiedział, że „limit trzech dni nie ma żadnego sensu". Uznał także, że usługi transportowe powinny zostać wykluczone z dyrektywy o pracownikach delegowanych. Hiszpania, która przeszła surowe reformy rynkowe trzy lata temu, ma dziś bardziej konkurencyjnych spedytorów niż Francja.

Gdyby więc Madryt stanął na czele koalicji krajów, które chcą w tej dziedzinie utrzymać obecne zasady, szansa na sukces byłaby o wiele większa niż w przypadku przejęcie przywództwa przez izolowaną w Unii Polskę. Czy tak się stanie, nie wiadomo.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL