Unia Europejska

Latwo oskarżyć o ksenofobię - komentuje Andrzej Bryk

Fotolia.com
Niekończąca się historia zaniechań i ideologicznego myślenia.

Europejska polityka imigracyjna odsłoniła bezradność elit unijnych i ostre podziały wśród państw Unii Europejskiej. Choć kryzys migracyjny jest opanowany, nielegalna imigracja spadła o 96 proc. od 2015 r., to tli się medialnie i politycznie, bo napędza go tragedia Syrii i przemysł przemytniczy wspomagany przez rozmaite NGO. Włochy ostrzegły, że zamkną granicę, a UE się rozpadnie, bo traktaty przestaną działać. Austria żąda ochrony zewnętrznych granic Schengen, warunku utrzymania bezgranicznej Europy, a nie mechanicznej dystrybucji imigrantów.

Czytaj także: Europa silna masową imigracją?

Tylko silna władza

Szef KE Juncker zwołuje nieformalny szczyt UE ws. migracji, łamiąc formalne procesy decyzyjne, by wymusić na opornych podporządkowanie się najsilniejszym przed formalnym szczytem w końcu czerwca. Prezydent Macron odgrywa kolejny napoleoński spektakl piętnujący kraje myślące inaczej, z żądaniem nałożenia sankcji za odmowę przymusowej relokacji.

Kraje wyszehradzkie, także Litwa, Łotwa, Cypr, Portugalia, Rumunia, Irlandia i Wielka Brytania, bojkotują miniszczyt, przeczuwając dyktat. Symbolicznie pokazują rosnącą siłę V4 w obliczu dewastowania formalnych struktur Unii, z jej niejasnym prawem pozwalającym najsilniejszym odgrywać rolę i prokuratora, i sędziego. Na regulaminowym szczycie pod koniec czerwca rozpatrywano koncepcje „platform", ośrodków, w których imigranci ekonomiczni mieliby być oddzielani od azylantów, choć odbyła się debata o ich zgodności z prawem międzynarodowym i utworzeniu wspólnego systemu azylowego bez przymusowej relokacji.

Jednocześnie przewodniczący Rady Europejskiej ostrzegł, że coraz więcej obywateli UE wierzy, że tylko antyliberalne siły mogą powstrzymać niekontrolowaną imigrację. Utożsamiają nieskuteczność kontroli granic UE z bezradnością samej liberalnej demokracji. Dlatego coraz więcej osób zaczyna wierzyć, że tylko silna władza, antyeuropejska i antyliberalna... autorytarna... jest w stanie powstrzymać falę nielegalnej migracji.

Chcą zmienić myślenie

Te zdroworozsądkowe postulaty zderzają się jednak z metapolityką imigracyjną Unii. Niedawno europejski komisarz ds. migracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa stwierdził: Czas uznać prawdę. (...) Nigdy nie będziemy mogli zatrzymać migracji, a skuteczną politykę wyklucza nieprzejednanie społeczeństw z wzrastającym nacjonalizmem , populizmem i ksenofobią, uniemożliwiającymi mądrą politykę (...). Musimy zaakceptować imigrację, mobilność i różnorodność jako nową normę i dostosować do tego naszą politykę. Jedynym sposobem, żeby uczynić naszą politykę niekontestowaną, jest całościowo zmienić myślenie ludzi. Jeden z najwyższych urzędników głosi otwarcie program unieważnienia demokracji i zarządzania świadomością. Wątpiących delegitymizuje w imię domniemanego nieuniknionego procesu historycznego, tradycyjnie rezonując o populizmie, ksenofobii i nacjonalizmie przeciwników. Nie są oni demokratycznymi oponentami, z którymi się dyskutuje, lecz wstecznikami, których należy neutralizować jako zagrożenie dla eksperckiego urządzenia świata, z demokracją funkcjonującą bez przeszkadzającego ludu.

Społeczeństwa Europy jednak się buntują, odrzucając paternalistyczne zawłaszczenie definicji liberalnej demokracji przez partie establishmentowe. Kryzysy bowiem skutkują politycznym, instytucjonalnym i moralnym klinczem. Odradzają klasyczne pytania o konstytucyjność, suwerenność, obywatelstwo czy możliwość utrzymania państwa opiekuńczego. Narasta świadomość, że mogą one być rozwiązane jedynie za zgodą rządzonych, w obliczu fiaska zarządzania w domniemaniu unieważniającego polityczność, z elitami miotającymi oskarżenia o populizm czy rasizm. W obliczu oskarżeń sprzeciwiający się wzruszają ramionami. Uznają je za objaw ideologicznego zacietrzewienia elit politycznych, korporacyjnych, NGO.

Sensowna dyskusja o masowej imigracji musi bowiem najpierw uznać, że stanowi ona prawomocny przedmiot debaty publicznej.

Za altruizm zapłaci społeczeństwo

Amerykański socjolog rosyjskiego pochodzenia Pitirim Sorokin już w 1927 r. zauważył, że masowe przyjmowanie imigrantów ma zazwyczaj głębszą przyczynę kulturową , tj. błędną koncepcję rozwoju przyjętą przez rządzących w oderwaniu od prokreacji. Wynika to z małej reprodukcji elit ulegającychdegeneracji, z edukacją oderwaną od właściwej wrażliwości moralnej, zastępowanej państwem opiekuńczym. Podobnie polityka imigracyjna UE ma związek tyleż z altruizmem, co z wyizolowanymi elitami zrzucającymi jej koszty na społeczeństwa, z imigrantami jako tanią siłą roboczą wzmacniającą korzystny dla elit model rozwoju, z wielokulturowością oderwaną od tożsamości i państwa narodowego. Celem jest pozbawienie społeczeństw zdolności politycznego wyrażenia swojej woli i technokratyczne nimi zarządzanie z podłączeniem pod globalne elity, na modłę liberalno-lewicową bądź libertariańsko-prawicową. Za tym się kryje unicestwienie demokracji.

Europejskiemu kryzysowi imigracyjnemu została ostatnio poświęcona ważna książka angielskiego dziennikarza Douglasa Murraya „Przedziwna śmierć Europy: Imigracja, tozsamość, islam". O niej następnym razem.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL