Ubezpieczenia

#RZECZoBIZNESIE: Andrzej Bratkowski: Zmiany w OFE są niepotrzebne

tv.rp.pl
Nastąpiła zmiana szyldu, ale nasza faktyczna zdolność używania tych pieniędzy istotnie się nie zmieni – mówi Andrzej Bratkowski, były wiceprezes NBP i były członek Rady Polityki Pieniężnej, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Reforma emerytalna związana z OFE może ruszyć w przyszłym roku. 25 proc. zgromadzony składek przejąłby Fundusz Rezerwy Demograficznej, a reszta trafiłaby do instytucji, które zastąpią fundusze emerytalne. Dobrze się dzieje z punktu widzenia gospodarki, giełdy i Polaków?

Nie jest dla mnie jasne po co ta zmiana. Niby ma dać ubezpieczonym na własność zgromadzone środki, ale można było zmienić dwie linijki w ustawie, że teraz pieniądze w OFE to już są pieniądze obywateli.

Obawiam się, że tu chodziło o jakieś dodatkowe cele. Nasuwa się myśl, że pieniądze przeniesione do rezerwy demograficznej mniej więcej odpowiadają aktywom OFE, które dają się łatwo spieniężyć bez strat związanych ze spadkiem cen na giełdzie.

Rząd zapowiadał, że te środki będą też wykorzystywane np. do pobudzania oszczędności w nowych planach emerytalnych. Poza tym środki w funduszach inwestycyjnych będą początkowo zarządzane przez państwo. De facto jest to pośrednia nacjonalizacja.

To lepsze niż to co wcześniej wchodziło w grę, czyli całkowita nacjonalizacja.

Ale Platforma Obywatelska nacjonalizowała państwowe obligacje. Tutaj mamy do czynienia z akcjami prywatnych firm. To jest troszeczkę inna sytuacja, bo te firmy w jakiś sposób będą pod kontrolą państwa, co nie jest dobrym rozwiązaniem. Jest to niepotrzebna zmiana.

Mają też powstać pracownicze plany kapitałowe.

To jest następny etap. Tutaj też jest dużo wątpliwości. Oznacza to przymusowy wzrost składki ubezpieczeniowej, która obciąża zarówno pracowników i pracodawców. Pojawia się zróżnicowanie warunków ubezpieczenia emerytalnego i stworzy się bardzo nieprzejrzysty system. To rozwiązanie też nie wzbudza mojego entuzjazmu.

Mówi się, że wreszcie będziemy mogli dysponować środkami z OFE. Na ile to jest realne?

Jeżeli to mają być oszczędności emerytalne, to one nie mogą być w dowolny sposób dysponowane w trakcie aktywności zawodowej. Nastąpiła zmiana szyldu, ale nasza faktyczna zdolność używania tych pieniędzy istotnie się nie zmieni.

Jakie będą skutki obniżenia wieku emerytalnego?

Dosyć groźne. Ze względu na zmiany demograficzne już odczuwamy zmniejszenie podaży siły roboczej. Po wprowadzeniu tego rozwiązania będziemy mieć skokowy spadek aktywności zawodowej. Nie bardzo wiadomo, co miałoby się pojawić w to miejsce. Firmy będą miały poważniejsze problemy z zatrudnianiem ludzi. Po drugie odczują to finanse publiczne.

Jakie to mogą być koszty?

Są to koszty idące w miliardy złotych, bo trzeba wypłacać więcej emerytur, a jednocześnie ma się mniejszy napływ składek. Będzie to poważne obciążenie.

Rząd liczy na to, że pieniądze z uszczelnienia systemu podatkowego zrekompensują wydatki na 500+ i obniżenie wieku emerytalnego.

Na razie nie wiemy czy te pieniądze się pojawią. Nie należy planować wzrostu dochodów z tytułu uszczelnienia systemu. Należy te pieniądze włączać do budżetu jak już to uszczelnienie ma miejsce.

Rząd przestał już tak mocno nas zadłużać, jak to miało miejsce w zeszłym roku.

W zeszłym roku poduszka płynnościowa była tworzona na zapas, stąd szybszy wzrost długu publicznego. Pierwsza polowa tego roku była bardzo dobra w finansach publicznych. Nie wydaje się, żeby na dłuższą metę takie dobre wyniki można było utrzymać. Druga połowa roku już będzie oznaczała szybszy wzrost deficytu i zadłużenia będzie rosło. Dokładają się do tego zmiany emerytalne. 2018 r. może być znacznie trudniejszy pod tym względem.

Udało się uszczelnić system podatkowy?

Cały rok dopiero pokaże jak jest. Teraz trudno powiedzieć, czy to są sztuczki, czy rzeczywiście wyższe wpływy.

Jak wygląda sytuacja finansów publicznych?

Krótkookresowo nie najgorzej, jak widać po wielkości deficytu. Perspektywa już na przyszły rok wygląda gorzej.

W państwowych firmach bardzo słabo wyglądają inwestycje. Co się dziej?

W przypadku górnictwa jest to usprawiedliwione, bo trudno jest w sposób efektywny inwestować w ten sektor. W energetyce już jest to zastanawiające. Wydaje się, że są tutaj błędy związane z brakiem strategii czy paraliżem decyzyjnym.

A firmy prywatne boją się inwestować?

W przemyśle przetwórczym inwestycje rosną. W innych gałęziach jak przemysł maszynowy, elektroniczny czy farmaceutyczny inwestycje w I kw. były ujemne. Jest to ogólna niepewność. Nie ma jasnego przekazu ze strony rządu jak będzie wyglądała polityka podatkowa. Mówiono, że będziemy wspierać polski kapitał, co nie najlepiej wpłynęło na skłonność do inwestowania zagranicznego kapitału. Z drugiej strony okazało się, że pieniądze głównie dostał Mercedes na nową inwestycję.

Jak to jest możliwe, że gospodarka jednak przyspieszyła? W II kw. mieliśmy wzrost na poziomie 3,9 proc. PKB.

Na krótką metę coś takiego jest możliwe, gdy konsumpcja napędza wzrost. Do tego mamy stosunkowo dobry handel zagraniczny.

Długo tak możemy jechać na konsumpcji?

Te możliwości się kończą a efekt 500+ zaczyna wygasać. Pozostaje nam czekać na przyspieszenie inwestycji. Strona popytowa została napędzona a podażowa przyhamowana. To jest problem.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL