Ubezpieczenia i odszkodowania

Minizoo zapłaci pracownicy za poturbowanie przez zwierzę

123RF
Właściciel minizoo odpowiada za to, że zwierzę poturbowało pracownicę.

Kobieta pracowała jako recepcjonistka i opiekun zwierząt na Rancho Ponderosa pod Szczecinem. Kiedy wraz z innymi pracownikami poszła na wybieg dla wielbłądów, aby dać młodej wielbłądzicy lekarstwa, została zaatakowana przez samca. Przestraszyła się i zaczęła uciekać. Usiłując przeskoczyć przez łańcuch będący elementem wybiegu, potknęła się i upadła. Wielbłąd przycisnął ją pyskiem do ziemi, a następnie chwycił ją za plecy i uniósł do góry. Zwierzę odpędzili dopiero inni pracownicy będący na wybiegu. Kobieta doznała licznych obrażeń.

Spółka, właściciel ośrodka oraz jej ubezpieczyciel nie uznali odpowiedzialności za zdarzenie. Podnosili, że do wypadku doszło z wyłącznej winy kobiety, która nieprawidłowo zachowała się w obecności zwierzęcia. Nadto na wybiegu wielbłądów znalazła się z własnej woli. Spółka przekonywała też, że szkoda nie jest wynikiem pogryzienia przez zwierzę, ale przewrócenia się na ogrodzeniu i uderzenia o twarde podłoże.

Mimo to Sąd Okręgowy w Szczecinie uznał roszczenie za słuszne i zasądził na rzecz poszkodowanej 121 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania. Stwierdził, że obrażenia, których doznała kobieta, spowodowane były zawinionym zachowaniem zwierzęcia, za którego odpowiada pozwana spółka. Prowadząc minizoo, nie zapewniła zatrudnionym przy obsłudze zwierząt bezpiecznych warunków pracy. Nie byli oni odpowiednio przeszkoleni, nie było wypracowanych procedur wejścia na wybieg i postępowania ze zwierzętami. Żaden pracownik nie posiadał środków odstraszających, nie asekurował drugiej osoby i nie obserwował zachowania samca wielbłąda, a jego samego nie odizolowano. Sąd podkreślił, że wielbłądy zaliczane są do I klasy zwierząt niebezpiecznych, co tym bardziej zobowiązywało spółkę do opracowania właściwych procedur postępowania. Po instrukcje zgłosiła się do wrocławskiego zoo dopiero pięć miesięcy po wypadku. Kwestie bezpieczeństwa były więc bagatelizowane.

Wyrok zmienił Sąd Apelacyjny w Szczecinie. Uznał, że pracownica nie jest bez winy, bo nie powinna wchodzić na wybieg dla wielbłądów, jej obowiązkiem było opiekowanie się małymi zwierzętami. Tym samym w 50 proc. przyczyniła się do szkody, co miało wpływ na obniżenie zadośćuczynienia i odszkodowania.

Sygnatura akt: I ACa 17/16

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL