Jak uzyskać pełne odszkodowanie za mienie zniszczone przez nawałnice i wichury?

aktualizacja: 17.08.2017, 07:12
Foto: PAP/Dominik Kulaszewicz

Ubezpieczyciele bardzo rzadko sami z siebie podpowiadają klientom za co mogą żądać wypłaty pieniędzy z tytułu szkód po nawałnicach. Rzecznik Finansowy przypomina podstawowe problemy z jakimi spotykają się ubezpieczeni w takich sytuacjach.

REDAKCJA POLECA

- Nasze doświadczenia z lat poprzednich pokazują, że po pierwszych komunikatach ubezpieczycieli o tym jak mobilizują siły, żeby obsłużyć napływające zgłoszenia, przychodzi etap wyliczania odszkodowań, w którym za każdym razem pojawiają się podobne problemy. Mam nadzieję, że tym razem będzie ich mniej, skoro ubezpieczyciele w ostatnim czasie tak dużo mówią o dbałości o swoją reputację – mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo-Emerytalnego w biurze Rzecznika Finansowego.

Przypomina, że większość ubezpieczycieli sama z siebie nie zasugeruje możliwych roszczeń, z którymi można się zgłosić. A do takich należą np. koszty prac i materiałów użytych do zabezpieczenia mienia przed dalszym zniszczeniem.

- Jeśli kupujemy np. folię czy inne materiały do zabezpieczenia zerwanego dachu lub płacimy komuś za taką usługę, weźmy rachunek lub fakturę. Będzie to podstawa do zwrotu takich kosztów przez ubezpieczyciela – mówi Krystyna Krawczyk.

Nie trzeba czekać na rzeczoznawcę

Dodaje też, że z naprawą nie trzeba czekać do czasu pojawienia się rzeczoznawcy przysłanego przez ubezpieczyciela. Wystarczy zrobić dokumentację zdjęciową i spisać co zostało zniszczone, żeby mieć podstawy do składania roszczeń do ubezpieczyciela.

- Im więcej tych zdjęć zrobimy i im dokładniej będą one pokazywały zniszczenia tym mniej potem podstaw do kwestionowania przez ubezpieczyciela rozmiarów szkody. Dobrze też zniszczone zdemontowane elementy zgromadzić w jednym miejscu, żeby umożliwić ich oględziny przedstawicielowi ubezpieczyciela – radzi Krystyna Krawczyk.

Podwójna amortyzacja

Wiele z uszkodzonych domów czy budynków należy do rolników i jest w związku z tym objętych obowiązkowym ubezpieczeniem. Niestety, ze względu na konstrukcję tego typu umów, wyliczane odszkodowania nie wystarczają na postawienie nowych budynków. Do tego dochodzą krytykowane przez Rzecznika Finansowego praktyki towarzystw ubezpieczeniowych.

- Już przy zawieraniu umowy stosowana jest w większości wypadków tzw. amortyzacja. To znaczy, że przy określaniu sumy ubezpieczenia, na jaką ubezpieczony jest budynek, uwzględnia się jego zużycie techniczne. Problem w tym, że po szkodzie niektóre zakłady ubezpieczeń pomniejszają odszkodowanie o wskaźnik amortyzacji raz jeszcze. Prowadzi to do znacznego zaniżenia świadczenia – mówi Krystyna Krawczyk.

Jej zdaniem uprawnione jest, bo przewidziane przepisami, uwzględnianie amortyzacji od dnia powstania budynku do dnia zawarcia umowy. Po zdarzeniu, zakład ubezpieczeń może doliczyć zużycie budynku, ale tylko za okres od zawarcia umowy do dnia powstania szkody, a nie kolejny raz od dnia powstania budynku do dnia szkody.

Niedozwolona proporcja

W ubezpieczeniach budynków poszkodowani stykają się z problemem związanym z zastosowaniem tzw. zasady proporcji. Jest ona wciąż stosowana przez zakłady ubezpieczeń, w przypadku, gdy suma ubezpieczenia ustalona przy zawieraniu umowy nie jest równa wartości mienia w tym momencie. Na przykład: dom jest wart 200 tys. zł, a zostanie ubezpieczony na 100 tys. zł. Ubezpieczyciel uznaje w takim przypadku, że suma ubezpieczenia została zaniżona o 50 proc. O taki wskaźnik obniża potem odszkodowanie przy szkodzie częściowej, a czasem nawet i całkowitej. To oznacza, że jeśli koszt naprawy zerwanego dachu wyniósł by 30 tys. zł, to ubezpieczyciel zgodzi się pokryć tylko połowę tej kwoty, czyli 15 tys. zł. Jeśli dom zostanie zupełnie zniszczony, to niektórzy ubezpieczyciele również wypłacą tylko połowę sumy ubezpieczenia, czyli 50 tys. zł.

- Zgodnie z orzecznictwem sądów, ubezpieczyciele powinni pokrywać rzeczywistą wartość szkody, a jedyną granicą jest ustalona z klientem suma ubezpieczenia. Jeśli – trzymając się naszego przykładu – naprawa zniszczonego dachu to koszt 30 tys. zł, to właśnie tyle powinien otrzymać klient. Bez względu na to, czy suma ubezpieczenia odpowiada wartości mienia czy też została zaniżona. Jeśli dom został ubezpieczony na 100 tys. zł i został zupełnie zniszczony, to odszkodowanie powinno wynieść 100 tys. zł – mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze Rzecznika Finansowego.

Przezorni nie powinni tracić

W poprzednich latach problemem było obniżanie odszkodowań za zniszczone mienie (np. w wyniku powodzi) o kwoty otrzymane przez poszkodowanego w ramach pomocy publicznej.

- Mam nadzieję, że po uchwale Sądu Najwyższego z ubiegłego roku, który uznał takie działania za nieuprawnione, obecnie tego typu praktyki nie będą miały miejsca. Jeśli kogoś spotka taka sytuacja, jesteśmy gotowi zająć się taką sprawą w trybie interwencyjnym, a jeśli to nie pomoże, wspierać tzw. istotnym poglądem w razie sporu sądowego – mówi Aleksander Daszewski.

Przypomina, że nie istnieje żaden przepis prawa cywilnego pozwalający na kompensację świadczeń wypłacanych na podstawie różnych tytułów prawnych. Tym bardziej, że są to np. zasiłki z funduszu ubezpieczeń społecznych, budżetu państwa czy też po prostu spontanicznych społecznych zbiórek.

- Ubezpieczyciel umawia się z klientem, że za określoną składkę udzieli mu ochrony do poziomu wyznaczonego sumą ubezpieczenia. W związku z tym bez znaczenia jest skąd i z jakiego tytułu poszkodowany otrzymał inne środki – przypomina Aleksander Daszewski.

POLECAMY

KOMENTARZE