Gość zaznaczył, że pozycja polskiego transportu w Europie jest nadal najmocniejsza.
- Pod względem wpływów, wykonujemy 25 proc. europejskich przewozów. Patrząc na liczbę tono-kilometrów jeszcze więcej - mówił Wroński.
- Jeśli popatrzymy na strukturę polskiego transportu i rentowność branży oraz zdolność finansową, to nie jest już za dobrze – dodał.
Wyjaśnił, że w Polsce przedsiębiorstwo transportowe posiada średnio 6 pojazdów (w krajach Europy Zachodniej 10 i więcej). 95 proc. firm transportowych to firmy małe i rodzinne. Firmy, które mają powyżej 100 pojazdów mamy w Polsce jedynie 120 na ponad 30 tys. przewoźników.
- Dobrze jest, gdy ich rentowność jest na poziomie 3 proc. - przyznał.
Zbudowaliśmy najpotężniejszą w Europie branżę bez pomocy państwa i środków unijnych.
- Czasami nawet wbrew różnym kolejnym rządom. Znaleźliśmy dla siebie fantastyczną lukę. Weszliśmy w temat, który wymaga ciężkiej pracy, bardzo dużej elastyczności i wysokich kwalifikacji pracowników. Wykorzystując te atuty odnieśliśmy sukces i to się niestety nie podoba - tłumaczył Wroński.
Zauważył, że Unia Europejska godząc się na rozszerzenie widziała w nas rynek zbytu.
- Nikt nie przewidywał, że znajdziemy swoje miejsce, gdzie będziemy liderem. Podejmowane są różne próby ograniczenia nas na tym rynku, nie do końca uczciwe – ocenił.
- Nasza konkurencja forsuje przepisy, które nakładają na nas liczne obowiązki administracyjne – dodał.
Wroński zaznaczył, że kierowcy to jedna z najlepiej zarabiających grup zawodowych.
- Według wyliczeń z 2016 r. kierowcy zarabiają średnio ok. 6 170 zł brutto – podał.
Podkreślił, że musimy mieć konkurencyjne płace.
- Nasze niektóre duże firmy położone są kilkanaście kilometrów od granicy niemieckiej. Gdyby płace nie były konkurencyjne, jaka jest przeszkoda, żeby ten kierowca poszedł pracować do niemieckiego przewoźnika kilkanaście kilometrów dalej? - pytał Wroński.
Podkreślił, że na rynku muszą dokonać się olbrzymie zmiany, żeby dostosować się do otoczenia prawno-politycznego.
- Z drugiej strony transport drogowy musi być. Nadal 80 proc. masy towarowej będzie szło na kołach – tłumaczył.
W Polsce brakuje 100 tys. kierowców, a w innych krajach niedobór rąk do pracy jest znacznie wyższy.
Wroński przyznał, że chcemy zatrudniać Ukraińców.
- Obecnie zatrudniamy 40 tys. kierowców z Ukrainy w samym międzynarodowym transporcie drogowym. Zatrudniamy ich legalnie, ale będziemy musieli z tego zrezygnować – mówił.
- Płacimy od ich wynagrodzeń ubezpieczenie społeczne i podatki. Same składki na ubezpieczenie społeczne sięgają blisko 0,5 mld zł rocznie. Ostatnio zakłady ubezpieczeń społecznych odmawiają nam wydawania międzynarodowych zaświadczeń, które potwierdzają, że składki ubezpieczeniowe są płacone w Polsce. To jest paranoja i absurd. Bez tego dokumentu kierowca nie przejdzie zagranicznej kontroli i nie może jeździć – tłumaczył.
ZUS tłumaczy, że są problemy, czy ukraiński kierowca ma stałe miejsce pobytu w Polsce, a przepisy unijne wymagają badania miejsca stałego pobytu. - Dla mnie jest to absurd - stwierdził Wroński.
- Rozmawiamy w tej sprawie od roku z różnymi ministrami. Wszyscy mówią, że rozwiążą tę sprawę. Na razie sytuacja nie została rozwiązana, a mamy coraz większy procent odmów wydawania tego zaświadczenia – dodał.
Wroński zdradził, że oddawane są te sprawy do sądu i ZUS je przegrywa.
- Przegrywa, a mimo wszystko coraz bardziej zaostrza kurs – mówił.
- To się staje nagminne. Nie ma dnia, żebym nie miał 3-4 sygnałów – dodał.
Wroński zaznaczył, że 0,5 mld zł ze składek jest lekceważone.
- Mamy zwolnić tych ludzi i maja pójść pracować na czarno? Jaki będziemy mieli z tego pożytek? - pytał.