Terroryzm

Nowy świat to trudny świat

Czwartek. Przed klubem, w którym wystąpił Allah-Las.
Rzeczpospolita, Jerzy Haszczyński
Nożownik z Bliskiego Wschodu pojawił się w centrum Warszawy. I obnażył polskie słabości.

Zaatakował w czwartek po południu, ranił nożem policjanta. Na Nowym Świecie, jednej z najważniejszych ulic w stolicy. Parę minut spacerem od klubu muzycznego, w którym wieczorem miał wystąpić (i wystąpił) amerykański zespół rockowy o wzbudzającej oburzenie wśród muzułmanów nazwie Allah-Las. Dzień wcześniej koncert tej grupy odwołano w holenderskim Rotterdamie z obawy przed atakiem terrorystycznym.

W czasach zamachów dżihadystów w Europie pojawienie się nożownika w pobliżu klubu, gdzie planowano koncert grupy Allah-Las, powinno wywołać alarm i w służbach, i w mediach. Reakcja była umiarkowana. Kilka portali podało krótkie informacje o ataku, lekko rannym policjancie i nożowniku, o którym od początku było wiadomo, że jest obcokrajowcem o orientalnym wyglądzie.

Na Nowym Świecie pojawiło się kilka policyjnych samochodów, z tego dwa przy klubie muzycznym w bocznej uliczce. Torby i kieszenie fanów Allah-Lasu sprawdzali ochroniarze pod okiem funkcjonariuszy. Ochroniarze nie mieli jednak doświadczenia, byli skrępowani dotykaniem ludzi i ich rzeczy. Bez trudu, czego osobiście doświadczyłem, można było wnieść ostre przedmioty, nie mówiąc już o laptopach, których nikt nie kontrolował. Okolicę, w której odbywał się koncert, obserwowałem do północy, trochę czasu spędziłem w pobliskiej palarni fajek wodnych wśród obcokrajowców mówiących po arabsku.

Kim jest Ibrahim

Dziennikarze szybko wydobyli od policji informację, że zatrzymany nożownik był obywatelem Izraela. Ale nie było wiadomo, czy Żydem czy Arabem. W normalnej sytuacji nie ma to znaczenia, ale ta sytuacja mogła być wyjątkowa. Zamachów w centrach europejskich miast, na sale koncertowe, stadiony czy na policjantów dokonują w ostatnich latach prawie wyłącznie muzułmanie, zazwyczaj Arabowie.

Gdy do zamachu dochodzi za granicą, w Polsce natychmiast do komentowania rusza rzesza publicystów i specjalistów. I mnożą się zarzuty, dlaczego tam, za granicą, służby nie podają natychmiast informacji o zamachowcach. I dlaczego w ogóle do tego dopuściły? Atak na Nowym Świecie nie był spektakularny, a jego sprawca zachowywał się jak pijany lub niespełna rozumu, ale skąd pewność, że organizacje terrorystyczne nie wykorzystują ludzi niezrównoważonych? I skąd przekonanie, że był jedyny? Tak nie musiało być.

Warszawska prokuratura i policja do piątkowego popołudnia wiedziały tylko, że nożownik jest obywatelem Izraela. Zanim w mediach pojawiło się jego imię, dowiedziałem się w izraelskiej ambasadzie, że nie jest on Arabem, lecz Żydem. I napisałem o tym na Twitterze. Jakież było moje zdziwienie, gdy na kilku polskich portalach przeczytałem później, że ma na imię Ibrahim.

To imię arabskie, podała je, jak wynikało z tekstów, prokuratura (choć jej rzecznik w niedzielę mówił mi, że to „chyba" nie on). Podała nie tylko polskim dziennikarzom. Ibrahim H. wystąpił jako nożownik także w depeszy wielkiej amerykańskiej agencji Associated Press i poprzez nią informacja popłynęła w świat, między innymi do mediów izraelskich. Atak Ibrahima H. łączono w tekstach z koncertami zespołu Allah-Las, także tym odwołanym z powodu groźby zamachu terrorystycznego w Rotterdamie.

Ibrahim zamachowiec, nawet nieudolny – to powinno pobudzić do działania i informowania. Do potwierdzenia informacji w źródłach polskich i i izraelskich, do zdobycia jak największej ilości nowych danych. Nic takiego się nie stało, przynajmniej w sferze jawnej. Pozostawiło to pole do popisu internetowym komentatorom od wszystkiego, dla niektórych stało się okazją do kpin z bezpieczeństwa gwarantowanego rzekomo przez antyimigrancki rząd, dla innych – do szerzenia niechęci do Arabów i muzułmanów.

Lekcja

W niedzielę zgłosiłem się ponownie do ambasady Izraela i zadałem pytanie, czy nie zostałem wprowadzony w błąd co do nożownika. Nie zostałem. Tak jak mi powiedziano już w piątek, jest on Żydem. I ma na imię Amir. W ojczyźnie był pod obserwacją psychiatryczną.

W kontekście zagrożenia terrorystycznego polska reakcja na czwartkowy incydent na Nowym Świecie nie napawa mnie optymizmem. Przekonałem się też, że potwierdzenie informacji w sprawie, dosyć prostej przecież i rozgrywającej się w Polsce, jest dziennikarskim wyzwaniem. Nożownik z Bliskiego Wschodu udzielił mi poważnej lekcji. Powinni z niej skorzystać i inni.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL