Jak śmierć syna zmieniła reżysera

aktualizacja: 28.08.2017, 18:59
Foto: materiały prasowe

W 2014 roku ogłosił, że po 50. latach kręcenia filmów przechodzi na emeryturę. Ale rok później 79-letni Ken Loach zawiesił ją, by zrealizować fabułę „Ja, Daniel Blake” - zwyciężczynię Złotej Palmy w Cannes.

REDAKCJA POLECA

– Wydaje się stateczny i dobrze wychowany, niegroźny. A jest najbardziej lewicowym i wywrotowym reżyserem jakiego mieliśmy w tym kraju – mówi o Loachu Tony Garnett, przyjaciel i producent.

Wspólnie chcieli zmienić klasowe społeczeństwo angielskie, gdy w latach 60. rozpoczęli pracę w BBC i dostali zlecenie na realizację serii dramatów o współczesnym świecie. Chcieli kręcić filmy w plenerze i opowiadać o życiu prawdziwych ludzi.

Garnett, był jednym z tych, którzy znacząco wpłynęli na światopogląd Loacha kształtując go – jak pokazał czas - trwale i niezmiennie. A nie było to takie oczywiste. Loach jest synem robotnika z trudem pokonującego kolejne szczeble awansu społecznego, a mimo to mającego prawicowe przekonania. Przepustką dla dzieci robotników była nauka. Loach ukończył studia prawnicze na Oxfordzie.

– To było wyjątkowe doświadczenie – wspomina Loach. – Dopiero tam uświadomiłem sobie, że świat ma twarz złotej młodzieży, która świat dostała w spadku i zgodnie z oczekiwaniami rządzi.
Prawnikiem być nie chciał. Za to odnalazł się przez pewien czas w BBC.

– Kręcił filmy z perspektywy obserwatora – czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy – opowiada reżyser Alan Parker. – Właściwie to było bardziej prawdziwe i realistyczne.

Sceny w filmach kręci chronologicznie, by aktorzy mogli odczuwać prawdziwe emocje i spontanicznie reagować.

– Chcę sięgnąć w głąb ich jestestwa – mówi Loach o aktorach.

Pewnie dlatego widzowie miewają kłopot z rozeznaniem, czy oglądają prawdę, czy fikcję.

W połowie lat 60. gdy pierwsze filmy Loacha ujrzały światło dzienne - widzowie dostrzegli w bohaterach oglądanych w szklanym okienku siebie – klasę robotniczą która wieczorami uprawiała seks, piła alkohol i bawiła się – wtedy takie opowieści pachniały skandalem.

– Jeśli pokażemy jak wygląda świat – to powinno wystarczyć. Gdy kręcimy film o życiu ludzi – polityka jest konieczna. To istota dramatu, konfliktu – twierdzi Ken Loach.

I musiało być w tym sporo racji, bo wielu krytyków mówiło i pisało o nim jako o „ujadającym szalonym marksiście”. Niejeden z jego projektów był odrzucany przez BBC, aż wreszcie podziękowano mu za pracę. Niejeden raz miał problemy z finansowaniem swoich projektów. Uważany za głos ludzi zaniedbanych, którzy nie mają głosu – w życiu prywatnym jest człowiekiem stonowanym, cichym i ciepłym. Lesley Loach, jego żona, przywołuje w filmie m.in. okoliczności ich spotkania, które zaowocowało małżeństwem.

Loach opowiada też o dramacie, jakim była dla niego utrata 5-letniego syna, który zginął w wypadku samochodowym.

– To zmienia człowieka – zauważa.

Premiera dokumentu zrealizowanego przez Louise Osmond „Ken Loach: Życie i filmy” w poniedziałek 28 sierpnia o 20.10 w Ale kino+.

POLECAMY

KOMENTARZE