Telewizja

Serial „Gypsy” o podwójnym życie psychoterapeutki

materiały
Serial „Gypsy” jak na produkcję o życiu erotycznym ma w sobie wyjątkowo mało napięcia i zmysłowości.

Bohaterką  historii jest psychoterapeutka Jean, która prowadzi poukładane życie z mężem Michaelem i uroczą córką Dolly. Codziennie kursuje ze spokojnego domu położonego na przedmieściach Nowego Jorku do swojego gabinetu na Manhattanie, gdzie przyjmuje pacjentów. Jednak tylko na pozór jest to szczęśliwe, spełnione życie profesjonalistki. Akcja serialu rozpoczyna się w momencie przesilenia, kiedy w życiu Jean wszystko zaczyna się sypać.

W główną rolę wcieliła się brytyjska aktorka Naomi Watts (znana z „Mulholland Drive”, „21 gramów” czy „King Konga”). Jej męża gra Billy Crudup, ostatnio widziany na ekranach m. in. w „Obcym: Przymierzu” Ridleya Scotta. Niestety, zarówno aktorzy grający główne role jak i wykonawcy drugiego planu nie wnoszą szczególnej wartości do serialu wyprodukowanego przez Netflix. Amerykański magazyn „E!” określił Naomi Watts mianem „najgorszej terapeutki w historii”, choć "New York Times" bronił aktorki, obarczając winą scenarzystów produkcji za słaby efekt końcowy.

W pierwszym odcinku dziesięcioczęściowej serii obserwujemy wizyty pacjentów w gabinecie Jean. Mamy tu nadopiekuńczą matkę trzydziestoletniej kobiety, która lęka się, że jej córka zawsze już będzie samotna. Do Jean przychodzi także młoda kobieta uzależniona od leków, która przez swój nałóg zaczyna coraz bardziej się staczać. Do terapeutki przychodzi także dwudziestoparoletni chłopak, który nie może się otrząsnąć po rozstaniu z dziewczyną, z którą trwał w toksycznym, wyniszczającym związku.

Tymczasem po godzinach psychoterapeutka Jean z coraz mniejszą ochotą wraca do domu. Zamiast tego zaczyna odwiedzać nocny klub, gdzie poznaje młodą, piękną kelnerkę, marzącą o karierze muzycznej. Okazuje się, że jest to właśnie ta dziewczyna, która zostawiła młodego pacjenta Jean. Zaintrygowanie psychoterapeutki zaczyna przeistaczać się w obsesję. Jean coraz silniej dręczą nieznane dotychczas pragnienia i seksualne pokusy. Kobieta zmienia swój dotychczasowy styl i wygląd, coraz silniej angażuje się w niedookreśloną relację z dziewczyną. Coraz głębiej także wchodzi w relacje z innymi pacjentami, znacznie wychodzące poza standardowy układ pacjent-lekarz. Nie umyka to uwadze jej męża, który również zmaga się z pokusami. Bowiem jego młoda koleżanka z pracy coraz wyraźniej daje mu do zrozumienia, że pomimo żony i dziecka, jest dla niej niezwykle atrakcyjny.

Pomimo mielizn aktorskich serial miejscami jest ciekawy, a kolejne wątki intrygują na tyle by oglądać je dalej. Całościowy efekt pozostawia jednak głębokie poczucie niedosytu.

Krytyk z "New York Timesa" James Poniewozik określił „Gypsy” jako nieudaną powtórkę ze znakomitego serialu „The Affair”, a wielu recenzentów za największą wadę nowej produkcji Netflixa uznało przede wszystkim bijącą z ekranu nudę. Jedni widzowie będą próbowali się w tej nudzie rozsmakować, inni po prostu wyłączą serial po pierwszym lub drugim odcinku.

Nie ma w „Gypsy” dobrze zrealizowanych scen psychoanalizy, jak choćby w amerykańskim serialu „Terapia” czy jego polskiej wersji „Bez tajemnic”. A także jak na serial opowiadający o ukrytych pragnieniach i pożądaniu, bardzo mało jest w nim erotycznego napięcia. To zaskakujące, zwłaszcza że producentką i jednym z reżyserów serialu była Sam Taylor-Johnson, która stała za kamerą przy filmie „50 twarzy Greya” - ponoć najgłośniejszym erotyku naszych czasów.

„Gypsy”, serial psychologiczny, prod. Netflix, USA 2017, 10 odcinków po 51 minut.

Twórcy: Lisa Rubin.

Obsada: Naomi Watts, Billy Crudup, Sophie Cookson, Karl Glusman, Melanie Liburd.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL