Telekomunikacja i IT

Zakłócenia ze Wschodu wciąż nie chcą zniknąć

Adobe Stock
Rosja może zablokować rozwój sieci komórkowej nowej generacji 5G. Polska prosi Komisję Europejską o pomoc w negocjacjach dotyczących uwolnienia niezbędnych częstotliwości.

Technologia 5G to przyszłość konkurencyjnej gospodarki. Unia Europejska postanowiła, że będzie ją rozwijać, i już w 2020 r. w każdym państwie członkowskim ma być przynajmniej jedno duże miasto pokryte siecią 5G. Pięć lat później ma ona działać we wszystkich dużych miastach oraz wzdłuż ważnych szlaków komunikacyjnych. Żeby to jednak nastąpiło, najpierw na potrzeby nowej technologii musi zostać uwolnione pasmo częstotliwości tzw. 700 MHz. I to nie tylko w danym kraju, ale też w krajach ościennych.

Problem z sąsiadami

– Nie uda nam się to, jeśli pasma nie uwolnią Ukraina, Białoruś i Rosja – mówił dziennikarzom w Brukseli Marek Zagórski, minister cyfryzacji. Dwa pierwsze kraje obiecały, że to zrobią, Rosja się ociąga. A jeśli Rosja częstotliwości nie zwolni, to związane z tym zakłócenia będą odczuwalne nawet 300 km od granicy z tym krajem. – Informowaliśmy Komisję o problemie, teraz chcemy ją poprosić, by włączyła się w negocjacje. To nie mogą być tylko rozmowy dwustronne – powiedział Zagórski.

Minister miał w tej sprawie rozmawiać z Andrusem Ansipem, wiceprzewodniczącym KE ds. cyfrowego rynku wewnętrznego. Teoretycznie Ansipowi też powinno zależeć na aktywnej roli Komisji. Bo o ile w Polsce brak ruchu ze strony Rosji spowoduje zakłócenia na części obszaru, o tyle w jego rodzinnej Estonii praktycznie uniemożliwi tworzenie technologii 5G z wykorzystaniem częstotliwości 700 MHz.

Pasmo 700 Mhz jest obecnie częściowo wykorzystywane przez cyfrową telewizję naziemną. I to właśnie dla niej trzeba znaleźć alternatywne częstotliwości. W tej sprawie zapadły międzynarodowe ustalenia, które poparła też Rosja. Czy innym jednak ogólne deklaracje, a czym innym konkretne decyzje. Tych na razie nie widać.

Impuls rozwojowy

Technologia 5G to następna generacja po obecnie najbardziej zaawansowanej sieci czwartej generacji (4G i LTE). Łącza radiowe mają pozwolić na przesył danych z prędkością 1 gigabita na sekundę (rzadko spotykaną w ofertach dla osób indywidualnych nawet u operatorów światłowodowych), z opóźnieniem mniejszym niż 1 milisekunda, a sieci mają mieć 1000 razy większą pojemność. Częściowo może być ona oferowana klientom indywidualnym, ale jej główne zastosowanie ma mieć charakter biznesowy.

– Kluczowe jest więc zbudowanie popytu, głównie ze strony przemysłu – mówił Zagorski. Zastosowanie technologii 5G może być szerokie, i to w sposób, który dziś trudno nam sobie nawet wyobrazić. Na pewno może być wykorzystywana w samochodach autonomicznych czy kontroli ruchu w inteligentnych miastach. W założeniu ma umożliwić komunikację między maszynami, co pozwoli na znaczącą automatyzację i przyspieszenie wielu procesów przemysłowych.

Z przytaczanej przez „Rzeczpospolitą" analizy firmy IHS wynika, że w latach 2020–2035 sieci 5G zasilą globalny PKB taką sumą jak kraj wielkości Indii. – Jeśli chcemy utrzymać lokalizację w Polsce np. przemysłu samochodowego, to musimy mieć 5G – przekonywał Zagórski.

Kiedy już będzie techniczna możliwość tworzenia 5G, trzeba jeszcze znaleźć pieniądze na inwestycje. Nie ma oficjalnych szacunków dla Polski, ale według roboczych wyliczeń nakłady w scenariuszu maksymalnym mogą przekroczyć 20 mld zł. W optymalnym będą mniejsze i wyniosą między 11 a 15 mld zł.

Częściowo pieniądze na to mogą się znaleźć w nowym budżecie unijnym. Już teraz są na to środki, w nowym budżecie będzie więcej. Zdaniem Zagórskiego niektóre rozwiązania mogą być nawet bardziej korzystne, bo np. w ramach instrumentu „Łącząc Europę" miałyby się pojawić dotacje, podczas gdy obecnie dostępne są tylko instrumenty zwrotne. A tymi firmy się nie interesują. Tam, gdzie nie ma pewności, że inwestycje czysto komercyjne się zwrócą, potrzebne jest wsparcie finansowe.

Pod górkę

Ale Rosja i pieniądze to niejedyne wyzwania. „Rz" pisała też o tym, że w Polsce obowiązują zbyt wysokie normy promieniowania elektromagnetycznego. Bez ich zmiany nie ma mowy o powstaniu sieci 5G.

Drugi problem to model budowy sieci. Exatel, operator kontrolowany przez Skarb Państwa, proponuje budowę jednej hurtowej sieci przez państwo lub w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego. Telekomy prywatne niechętnie widzą udział państwa w takim projekcie. Wszystko to jest kluczowe, żeby idące w miliardy złotych wielkie inwestycje przyniosły konkretne efekty. To, że zmarnować można unijne dotacje na internet, pokazał krytykowany przez Europejski Trybunał Obrachunkowy program budowy sieci szkieletowej w ramach programu operacyjnego „Polska cyfrowa" w latach 2007–2013. Miał on służyć upowszechnieniu dostępu do szybkiego internetu, ale w praktyce okazało się, że część zbudowanej za unijne pieniądze infrastruktury nie jest wykorzystywana.

Minister Zagórski wyjaśniał, że to przede wszystkim efekt nieumiejętnego zarządzania ze strony władz wojewódzkich, szczególnie w Polsce wschodniej. Dokonano tam inwestycji za 347 mln euro, z czego UE przekazała 240 mln euro.

Organy krajowe i regionalne zakładały, że połączeniami „ostatniej mili" zajmą się operatorzy prywatni bezpośrednio albo że otrzymają oni wsparcie finansowe z PO „Polska cyfrowa" w okresie programowania 2014–2020. Zaproszenie do składania wniosków do tego programu nie skłoniło jednak oferentów do podłączenia się do infrastruktury szkieletowej i w momencie przeprowadzania kontroli w czerwcu 2017 r. w użyciu było mniej niż 1 proc. przepustowości sieci szkieletowej. Trybunał nie uzyskał dowodów świadczących o podjęciu przez Polskę skutecznych działań w celu rozwiązania tej kwestii.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL