Hrabia Potocki autorem musicalu

aktualizacja: 03.11.2015, 21:37

Imponujące widowisko według „Rękopisu znalezionego w Saragossie" w chorzowskim Teatrze Rozrywki.

Po raz pierwszy powieść Jana Potockiego posłużyła za libretto musicalu, do którego muzykę skomponował Krzesimir Dębski. To silna strona tego przedsięwzięcia – działająca na emocje, często również zabawna w żonglowaniu znanymi motywami muzyka, wykorzystuje motywy żydowskie, hiszpańskie, arabskie, cygańskie, sięga po tony polskiej i francuskiej klasyki. Brzmi niemal bez przerwy, a w ucho łatwo wpadają arie i pieśni chóralne.

Mozaika zmieniających się dynamicznie scen eksponuje motyw Alfonsa van Wordena jako człowieka oszukiwanego, wodzonego przez los, który nie ma pewności, że to, co mu się przytrafia, dzieje się naprawdę. Realizatorzy nie wdają się w rozważania, co jest snem, co jawą, co mistyfikacją. Wręcz odwrotnie, traktują tkankę powieści jako element teatralnej zabawy, jakby chcieli powiedzieć, właśnie tak robi się teatr.

Efekty specjalne – wybuchy, ogień, taniec Jarosława Stańka, fenomenalna scenografia Pawła Dobrzyckiego, wykorzystująca wizualizacje Tomasza Grimma, ale i tradycyjne, acz mobilne formy scenograficzne – pulsująca z zawrotną szybkością coraz to nowymi obrazami. A do tego piękne kostiumy Doroty Roqueplo, ręcznie malowane przez Elżbietę Radziwiłł, tworzą bardzo atrakcyjną formę.

Kto liczył zatem na dobrą zabawę, nie rozczarował się, lecz nie należy poszukiwać w adaptacji Macieja Wojtyszki ani głębszych sensów zawartych w perypetiach Alfonsa van Wordena, ani też rozwikłania tajemnic ukrytych w słynnym, choć mało znanym współczesnemu czytelnikowi dziele. Wręcz przeciwnie, tu nic nie dzieje się na serio, tu widz nie znajdzie gotowych recept na wyzwanie naszych czasów, jakim jest najazd na Europę uchodźców, choć przecież „Rękopis..." jest także opowieścią o fascynacji innością, ale jednocześnie lęku przed nią. To spektakl służący przede wszystkim zabawie.

Przedstawienie, które wyreżyserowali ojciec i syn – Maciej i Adam Wojtyszko, jest też swego rodzaju laurką dla Jana Potockiego – francuskojęzycznego pisarza i podróżnika, którego rok właśnie obchodzimy. Tak można zinterpretować prolog i epilog przedstawienia – niezwykłe przygody Alfonsa van Wordena przedstawia nam sam hrabia Jan Potocki, któremu towarzyszymy aż do samobójczej śmierci.

W chorzowskiej inscenizacji alter ego Potockiego jest właśnie wędrujący przez Sierra Morena młody oficer, główny bohater „Rękopisu". W obu tych rolach obsadzony został Kamil Franczak – młody, świetnie czujący scenę i obdarzony wielkimi możliwościami głosowymi aktor, któremu powierzono już po raz drugi główną partię w muzycznych przedstawieniach Teatru Rozrywki (pierwszym była „Niedziela w parku z Georgem"). Przygotował on  także znakomity recital „Dni których nie znamy" z piosenkami Marka Grechuty. Z dużą przyjemnością obserwuję jego rozwój, a rola Potockiego-Wordena pozwala przypuszczać, że Franczak wyrasta na gwiazdę chorzowskiej sceny tej rangi co Stanisław Ptak czy Jacenty Jędrusik.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE