Muzyczna wersja filmu „Dzień świra" w Teatrze Kamienica

aktualizacja: 10.07.2017, 18:16

Muzyczna wersja filmu „Dzień świra" to z pewnością jedno z najlepszych przedstawień warszawskiego Teatru Kamienica.

REDAKCJA POLECA
13.07.2017
Jan Kanty Pawluśkiewicz: Warto zmagać się z materią
kariera
Zamożny Polak - ile zarabia?

Czy dziecko szczęścia może zrozumieć rozterki starzejącego się mężczyzny mającego świadomość życiowej porażki? Premiera „Dnia świra" z muzyką Filipa Hadriana Tabęckiego pokazuje, że tak.

Dobiegający czterdziestki kompozytor nie bez powodu uznawany jest za dziecko szczęścia. W teatrze zadebiutował już w wieku 18 lat. Ma na koncie ponad 800 piosenek, songów oraz cztery oratoria. Pisze dla teatru i filmu, współpracuje ze znakomitymi aktorami, muzykami, m.in. z teściem, wybitnym skrzypkiem Krzysztofem Jakowiczem.

Jednak pomysł, by na muzyczną scenę przenieść słynny „Dzień świra", zaskoczył Marka Koterskiego. Wydał mu się tak absurdalny, że... natychmiast się zgodził. Prapremiera w reżyserii Igora Gorzkowskiego odbyła się przed pięcioma laty w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Opera wywołała spore poruszenie, ale szybko zeszła z afisza, bo zmieniła się dyrekcja.

Teraz projekt odżył zrealizowany przez Marcina Kołaczkowskiego. Wykorzystano cały materiał muzyczny Tabęckiego, choć w przeciwieństwie do wersji poznańskiej opowieści nie rozpisano na siedmiu bohaterów. Tu mamy Adasia w jednym wcieleniu – Macieja Miecznikowskiego.

W operowo-musicalowej wersji opowieść Koterskiego nabiera bardziej groteskowego wymiaru. Tabęcki odrzucił wątki narodowo-polityczne, by skupić się bardziej na samym człowieku, jego problemach wewnętrznych oraz codziennych natręctwach. To dzięki tej operze udało się zwrócić uwagę na to, że wiele monologów bohatera pisanych jest 13-zgłoskowcem.

W wersji muzycznej nawet przekleństwa nabierają groteskowego zabarwienia. Czy może być coś bardziej irracjonalnego niż zestawienie pięknego belcanta z frazą „ja pier...", zwłaszcza gdy śpiewa Maciej Miecznikowski? Popularny wokalista rolą Adasia przypomina o swoim operowym wykształceniu. I w przeciwieństwie do położonej roli Schmidta w „Kolacji na cztery ręce" tu wykazuje się talentem aktorskim i komediowym. Jako człowiek, który dokonuje rozrachunku z życiem, bywa zabawny, a czasem w swej bezradności przejmujący.

W roli żony wystąpiła sprawna wokalnie i z dużym poczuciem humoru Joanna Kołaczkowska, a w roli syna – Wojciech Solarz.

Sprawnie wyreżyserowany spektakl rozgrywa się na tle filmowej scenografii. Świat Miauczyńskiego zaludniają postacie grane przez Kwartet Rampa (Joanna Pałucka, Anna Ścigalska, Stefan Każuro i Grzegorz Kucias). Ostatnia scena, kiedy bohater ze szczapą drewna wychodzi na plażę, może być zachętą do powstania kolejnej operowej opowieści: „Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Oby.

KOMENTARZ DNIA
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE