Reklama

„Wyjeżdżamy" Warlikowskiego: Losy ludzi niedoskonałych

Cielecka, Ostaszewska, Chyra, Poniedziałek zagrają w nowym spektaklu Warlikowskiego. Dziś premiera.

Publikacja: 13.06.2018 18:39

Foto: Nowy Teatr, Maurycy Stankiewicz

„Wyjeżdżamy" oparte na tekście „Pakujemy manatki" będzie pierwszą premierą, jaką Krzysztof Warlikowski, jeden z najważniejszych polskich inscenizatorów, da w stworzonej z myślą o nim i jego zespole siedzibie Nowego Teatru przy Madalińskiego. Trzy lata, jakie minęły od „Francuzów" według Prousta, wypełniły mu inscenizacje w najsłynniejszych europejskich operach, w tym ostatnia „Z domu umarłych" w londyńskiej Royal Opera House.

Przed premierą milczy. Wypowie się spektaklem, a Jacek Poniedziałek, tłumacz sztuki Hanocha Levina i aktor najdłużej współpracujący z Warlikowskim, mówi, że Krum wrócił do Warszawy. To żart i nawiązanie do znakomitego spektaklu z 2005 r. opartego na sztuce Levina z Poniedziałkiem w roli tytułowej.

Syn marnotrawny

– Nie da się uniknąć porównań, bo po latach wracamy do tego autora i do podobnych bohaterów – powiedział „Rzeczpospolitej" Jacek Poniedziałek. – Krum jak syn marnotrawny wracał do domu z poczuciem klęski, rozczarowując bliskich i matkę, która wkrótce umarła. Na koniec brał się do pisania, co dawało pewną nadzieję, choć był też pełen rozpaczy. Teraz możemy zastanowić się, co stało się z bohaterem, który miał czterdzieści lat, a jest kilkanaście lat starszy, zaś jego marzenia i ambicje są w zaniku i związane jedynie z zaspokajaniem potrzeb cielesnych. Tylko to mu pozostało, że ma bzika na punkcie kobiet, jest erotomanem, dlatego matka załamuje ręce, narzekając na zdrowie i na to, że syn się nią nie opiekuje.

Jacek Poniedziałek podkreśla, że trudno wystawiać Levina:

– Każdy, kto widział jego sztuki, wie, że balansują na granicy złego i dobrego smaku – mówi. – Nasz spektakl zaczyna się od problemu z wypróżnieniem, a my nie możemy grać ani kloacznie, ani w nazbyt wysokim stylu, nawet wtedy, kiedy mówimy o śmierci i pogrzebach, bo przecież zakłamiemy stylistykę Levina. Nie ułatwia naszych prób praca w cieniu sukcesu „Kruma", który był spójnie napisany i miał niewielu bohaterów. Teraz co chwila pojawia się nowy, gra dziewiętnastoosobowy zespół. Tekst jest poszatkowany, monologi krótkie, a trzeba w nich wyrazić wszystkie emocje, cały świat. Na pewno tworzymy spektakl o wspólnocie, o jej emocjonalnej kondycji, opisanej gorzko, a wręcz brutalnie. A mimo wszystko czuje się, że Levin kocha swoich małych bohaterów, niedoskonałych ludzi żyjących mrzonkami, marzących o zmianie, którą rzekomo gwarantuje wyjazd.

Reklama
Reklama

Tytuł oryginału „Pakujemy manatki" zmieniony na „Wyjeżdżamy" w obecnym kontekście społeczno-politycznym ma szczególny wymiar, zwłaszcza po „Kabarecie warszawskim", który przestrzegał przed nacjonalizmem. Przecież ONR powraca.

– Najprostsze wyjaśnienie tytułu bierze się stąd, że fraza „wyjeżdżamy" pojawia się w tekście kilkanaście razy – wyjaśnia Jacek Poniedziałek. – Ale kiedy spotkaliśmy się rok temu, a Krzysiek zaproponował zespołowi sztukę, zmiany wprowadzane przez PiS, dotyczące sądownictwa, kultury, polityki historycznej, opozycji, dawały się już mocno odczuć. Siłą rzeczy myślimy o tym, a tytuł koresponduje z naszym poczuciem wyobcowania i lękiem, który towarzyszy spoglądaniu w przyszłość.

Motyw opuszczania rodzinnych stron, emigracji ma też wymiar funeralny, eschatologiczny. Podtytuł brzmi: „Komedia na osiem pogrzebów".

– Bohaterowie chcą wyjechać, niektórym nawet to się udaje, potem niektórzy powracają – dodaje Poniedziałek. – Mój bohater mówi: „Wszyscy wyjechali". Inna bohaterka mówi o wyjeździe, ale nie wierzy, że Londyn odmieni jej życie. Pociesza się, że przynajmniej telewizja będzie tam lepsza. Ale oczywiście chodzi też o śmierć: bo żeby uwolnić się od klinczu, jaki przynosi życie – trzeba wynieść się na tamten świat. Mimo to mam nadzieję, że spektakl nie będzie do końca depresyjny, bo jedyne, co nam zostaje, to umieć się śmiać z samych siebie.

Fascynacja Polską

Hanoch Levin ma u nas szczególną pozycję również ze względu na polskie korzenie.

– Rodzice Hanocha wyjechali z Polski w 1935 r. – powiedział mi Danny Tracz, przyjaciel, menedżer i wydawca Levina. – Ojciec był sklepikarzem, pochodził z Końskich, a mama z Opoczna, gdzie zrobiła maturę. Nie tęskniła za krajem z powodu antysemityzmu, ale pociągała ją polską kultura. Kupowałem jej polskie książki, bo po śmierci ojca Hanocha żyło im się biednie. Miał 13 lat, kiedy zaczął pracować jako goniec. Uczył się w wieczorowej szkole. Potem studiował filozofię i literaturę hebrajską.

Reklama
Reklama

Nie znał polskiego, ale był zafascynowany Polską. Ciekawił go język, a zwłaszcza zbitki samogłosek. Kiedy Tracz mówił mu „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" – zaśmiewał się do rozpuku. Często dawał bohaterom polskie imiona: Chrupcia, Dupa, Cipka, Psiotek, Apcik, Znajduk, Kaszka, Kocyk, Górnik, Golonka. To nieudacznicy zmagający się z poczuciem braku wartości, niespełnieniem, samotnością i strachem przed śmiercią.

Levin debiutował wierszami – monologami nieboszczyków. Z 63 sztuk, jakie napisał, 22 sam wyreżyserował. Stał się sumieniem Izraela. Tak jak dla nas Gombrowicz, Mrożek i Różewicz. Walczył z samozadowoleniem rodaków, kultem armii i siły. W 1968 r. „Ty, ja i następna wojna" krytykowała narodową euforię po zwycięskiej wojnie siedmiodniowej. Konserwatywni widzowie rzucali w aktorów krzesłami. „Królowa Wanna" z 1970 r. drwiła z premier Goldy Meir. Po demonstracjach zdjęto sztukę z afisza. Levin był inwigilowany. Krytykował złe relacje z Palestyńczykami.

„To paradoks: chcę, żeby ludzie przyszli, potrzebuję ich, a jednocześnie (...) nie chcę im się podobać. Chcę ich rozdrażnić" – powiedział. Gdy zmarł, rząd oddał mu jednak hołd.

– Przypominał biblijnego proroka, na początku nie był rozumiany, dlatego oburzał, dopiero potem przyznawano mu rację – mówił Danny Tracz. ©?

Teatr
Teatr TV: Zamachowski jako Górski i Chyra jako Wilimowski. Kto wygrał ten mecz?
Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama