Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Teatr

Zmarł Tomasz Konina

Fotorzepa/Sławomir Mielnik
Nieczęsto można o kimœ powiedzieć, że całe swoje życie – także prywatne – podporzšdkował teatrowi. W przypadku Tomasza Koniny była to absolutna prawda.

Ukończył, co prawda, Wydział Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST, ale przede wszystkim chciał reżyserować. I udowodnił sobie i innym, jak należy realizować nawet najbardziej ambitne marzenia. Tuż po dyplomie, w 1996 roku, zadebiutował mocnym wejœciem – w słynnym Teatrze Ateneum zrealizował obrosłe scenicznš legendš dzieło – „Wujaszka Wania” Czechowa. Miał wtedy 24 lata.

Dwa lata póŸniej przygotował pierwszš premierę operowš, o której zrobiło się głoœno. Z zespołem Opery Wrocławskiej wystawił „Wesele Figara”, ale nie na deskach scenicznych lecz we wnętrzu Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Opera to jego hobby, pasja i miłoœć. Potrafił podróżować po Europie, by poznawać najlepszych œpiewaków i głoœne inscenizacje. Doskonalił wiedzę na stażu w londyńskiej Covent Garden, a na dodatek trafił w Polsce na dobry czas, kiedy ta konserwatywna przez dziesięciolecia sztuka zaczęła się otwierać na propozycje młodych reżyserów.

Przełom stuleci przyniósł więc cały szereg oryginalnych realizacji Tomasza Koniny, który nie bał się sięgać po najtrudniejsze tytuły. Jego inscenizacje nigdy nie wystawianych dotšd w Polsce takich utworów jak „Peleas i Melizanda” Debussy’ego czy „Podróż do Reims” Rossiniego należš do wybitnych osišgnieć Opery Narodowej w ostatnim ćwierćwieczu. Inne jego wybitne spektakle z tamtego okresu to poetycka „Adrianna Lecouvreur” Cilei w Teatrze Wielkim w Łodzi, uwspółczeœniony i polityczny „Fidelio” w Teatrze Wielkim w Poznaniu czy wstrzšsajšcy, odwołujšcy się do grozy holocaustu „Cesarz Atlantydy” Ullmana w Warszawskiej Operze Kameralnej.

Tomasz Konina był niesłychanie ambitny. W prywatnych rozmowach, a takich prowadziliœmy w owym czasie wiele, nie ukrywał, że marzy mu się sukces nie tylko krajowy, że chciałby zaistnieć także poza Polskš. Może dlatego w pewnym momencie poczuł się rozczarowany, że jego kariera nie rozwija się tak, jak sobie tego życzy. Kolejne premiery, zyskiwały, co prawda, bardzo dobre recenzje, ale dla niego to wcišż było mało.

W pewnym momencie odwrócił się więc od opery. W 2007 roku został dyrektorem Teatru im. Kochanowskiego w Opolu i ujawnił kolejny talent – organizatorski. Na opolskiej scenie  pracowało za jego kadencji wielu znakomitych artystów – od Agnieszki Holland i Mikołaja Grabowskiego po nowe wschodzšce pokolenie: Maję Kleczewska, Monikę Strzępkę, Michała Borczucha, Pawła Passiniego czy Annę Smolar.

Sam reżyserował wówczas mniej, ale warto wspomnieć jego „Idiotę” Dostojewskiego, „Panny z Wilka” Iwaszkiewicza czy „Damę kameliowš” Dumasa. Większš satysfakcję sprawiał mu fakt, że o kierowanym przez niego teatrze było głoœno, a opolskie spektakle zdobywały nagrody na rozmaitych festiwalach.

Z Teatru im. Kochanowskiego odszedł w 2015 roku i od tego momentu szukał pomysłu na siebie. Wrócił przede wszystkim do opery, a dwa ostatnie spektakle udowodniły skalę jego talentu i dojrzałoœć artystycznš. „Baron cygański” w Teatrze Wielkim w Łodzi stał się zabawš z rozmaitymi konwencjami – od opery i operetki po berliński kabaret lat 20. XX w. z czajšcym się nazizmem w tle. Tegoroczna „Moc przeznaczenia” Verdiego w Operze œlšskiej w Bytomiu to zaœ ponadczasowa opowieœć o wojnie.

W reżyserskiej pracy miał swoich idoli, szczególnie cenił spektakle niemieckiego twórcy Christofa Loya. Mówił, że sš niesłychanie czyste wizualnie i precyzyjne reżysersko. Sam też takie robił, ale nikogo nie kopiował. W polskim teatrze operowym zajšł pozycję wyjštkowš: odczytywał na nowo stare libretta, ale nigdy nie sprzeniewierzył się muzyce i idei dzieła. A każdy użyty przez niego rekwizyt czy pomysł inscenizacyjny – nawet z pozoru szalony – odnajdywał potem uzasadnienie w rozwoju akcji.

Kiedy ma się 45 lat, myœli się o przyszłoœci. Miał więc wiele pomysłów na kolejne spektakle, niektóre z nich były w fazie wstępnej realizacji. Niestety, nigdy już nie powstanš.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL