Konieczna ręka państwa

aktualizacja: 17.10.2016, 20:06
Foto: materiały prasowe

Jeśli państwo nie zapewni wsparcia w ramach dialogu z przemysłem, to Polska pozostanie montownią z tanią siłą roboczą – mówi Anecie Wieczerzak-Krusińskiej prezes Głównego Urzędu Miar Włodzimierz Lewandowski.

Minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki mówi o potrzebie reindustrializacji gospodarki. Główny Urząd Miar, który ma się zamienić w Polski Instytut Metrologii, dostał w tym procesie zadanie specjalne: wspierania polskiego przemysłu, by ten stał się bardziej innowacyjny i konkurencyjny. Czyli co macie robić?

GUM w ostatnich czasach - pełnił jedynie funkcję regulacyjną i nadzorczą w zakresie sprawdzania spójności miar i ich wzorców. Nie prowadził jednak badań w obszarze metod pomiarowych, które stanowią esencję innowacji i postępu technologicznego. Kilkukrotnie próbowano to zmienić, ale bez skutku. Dlatego przez te wszystkie lata urząd zamiast wspierać polski przemysł, w niektórych momentach nawet go dyskryminował.

Z kolei największe gospodarki już dawno zrozumiały, że przedsiębiorstwa wspierane przez państwowe instytuty metrologiczne wytwarzają produkty o lepszej jakości, które konkurują na rynkach zagranicznych. Amerykanie i Brytyjczycy powołali takie instytuty u siebie, kiedy zauważyli, jakiego przyśpieszenia dostał w XIX wieku niemiecki przemysł elektryczny tworzony przez von Simensa korzystającego ze wsparcia badawczego laboratorium państwowego

Dziś najbardziej zaawansowane badania medyczne np. te prowadzone w USA nad stanem chemicznym mózgu, które będą miały znaczenie przy leczeniu chorób psychicznych, wcale nie dokonują się w szpitalach czy na akademiach medycznych tylko właśnie w tamtejszym instytucie metrologicznym. Tego rodzaju wyzwań my dotąd nie podejmowaliśmy.

Przeprowadzana obecnie reforma GUM ma doprowadzić do przekształcenia urzędu właśnie w takie laboratorium, gdzie w ramach dialogu z przemysłem mają pączkować nowe technologie i rozwiązania. Jego robocza nazwa to Polski Instytut Wzorców i Technologii (PIWiT) lub Polski Instytut Metrologii (PIM).

Kiedy taki dialog zostanie zainicjowany?

Ten proces właśnie rozpoczęliśmy. Pod koniec września powołałem siedem zespołów technologicznych m.in. do spraw energetyki, zdrowia, ochrony środowiska, infrastruktury czy podwójnego zastosowania. Owe zespoły zostaną teraz podzielone na podgrupy liczące – jak się spodziewamy - docelowo po kilkuset członków zrzeszających zarówno przedstawicieli naszego laboratorium jak i firm z danych sektorów.

W pierwszej kolejności potrzebne jest rozpoznanie przez każdą ze stron wzajemnych potrzeb i możliwości. My będziemy informować o naszej wiedzy w zakresie metod pomiarowych, a także powstających wokół nich technologii. Jednocześnie będziemy pytać, w jaki sposób firmy mogłyby z nich skorzystać lub czego potrzebowałyby do rozwijania swoich produktów.

Liczymy też na to, że przemysł wesprze nas swoją wiedzą w dziedzinach, w których nie mieliśmy dotąd doświadczenia. Chodzi o zaprzęgnięcie nowych metod pomiaru np. do produkcji aparatury medycznej, by diagnostyka stała się jeszcze bardziej precyzyjna. Sami producenci i dystrybutorzy tego nie zrobią. Potrzebna jest ręka państwa dająca wsparcie organizacyjne i technologiczne.

Tyle że dziś każda większa spółka posiada własny dział badań i rozwoju...

To nie wystarczy. Nawet duże firmy posiadające pewne know how i samodzielnie pracujące nad rozwiązaniami innowacyjnymi nie mają m.in. dostępu do międzynarodowych grup roboczych i komitetów, złożonych ze specjalistów pracujących nad najnowszymi technologiami wzorców, ale zamkniętych dla przemysłu. Instytucja państwowa jaką jesteśmy może stanowić wtedy platformę transferu tych informacji do przemysłu.

Doskonałym przykładem takiej współpracy jest Rolls Royce. Ten producent zleca badania brytyjskiemu instytutowi metrologicznemu. W oparciu o nie, doskonali on swoje silniki samolotowe.

Część naszych firm majsterkuje we własnych laboratoriach lub korzysta z usług instytutów w innych krajach np. Niemczech czy Czechach. Prawda jest jednak taka, że tam zostaną uprzejmie obsłużeni za odpowiednią opłatą, ale tylko w zakresie wiedzy rutynowej, a nie poznają tajników technologii. To dlatego, że międzynarodowe współzawodnictwo gospodarcze jest bardzo silne także w ramach wspólnego unijnego rynku. Jeśli państwo nie zapewni takiego wsparcia w ramach dialogu z przemysłem, to Polska pozostanie montownią z tanią siłą roboczą.

Czy wszyscy zainteresowani uzyskają dostęp do badań bezpłatnie?

Liczba zgłaszających się już dziś firm świadczy o tym, że potrzeby są faktycznie duże. Dlatego wspólnie z przemysłem w ramach poszczególnych zespołów chcemy wskazać dziedziny istotne dla polskiej gospodarki. Dopiero wtedy sformułujemy w ramach krótkookresowej strategii programy badawcze. Taka lista na 2017 r. powinna być gotowa już w listopadzie. Jednak już wstępny podział na poszczególne zespoły nie jest przypadkowy. Bo energetyka czy zdrowie z punktu widzenia państwa są gałęziami strategicznymi.

Jeśli potrzeby tych firm wpiszą się w cele strategiczne kraju, to wykonamy je nieodpłatnie. Gdy przedsiębiorstwo będzie jednak potrzebowało specyficznych badań, przydatnych tylko do prowadzonego przez nie biznesu, to za usługę będzie musiało nam zapłacić.

Przy czym z wyodrębnionych programów badawczych skorzystać będą mogły tylko polskie przedsiębiorstwa, także prywatne. Bo publiczne pieniądze mają wesprzeć rodzimy biznes i zapewnić mu konkurencyjność.

Z naszych obserwacji wynika, że spółki z zagranicznym kapitałem mające w Polsce siedziby zlecają tego typu zadania do swoich instytutów metrologicznych. Np. po prywatyzacji TPSA zamknięto laboratorium badawcze, przenosząc wszystkie kompetencje w tym zakresie do centrali we Francji.

Na jakie pieniądze mogą liczyć polscy przedsiębiorcy?

To my będziemy dysponować budżetem na badania. Na początku nie przewidujemy dużych środków. Będziemy zadowoleni, jeśli w pierwszym roku uda nam się zdobyć 10-15 mln zł na same badania, także ze środków unijnych. Obecny budżet GUM opiewa na 120 mln zł rocznie, z czego ok. 35 mln zł pochłania praca warszawskiej centrali i prowadzonych tu laboratoriów.

Po rozszerzeniu profilu macie też zająć się technikami satelitarnymi m.in. w ramach europejskiego programu Galileo. Ale plan Morawieckiego zakłada też budowę polskiego państwowego satelity. Czy to nie plan rodem z kosmosu?

Własny satelita jest koniecznością cywilizacyjną. Kraj niewyposażony w taką infrastrukturę jest krajem ułomnym. To tak jakby nie miał dostępu do kolei czy telefonii komórkowej.

Polska jest dziś uzależniona od obcych dostawców, jeśli chodzi o zapewnienie usług związanych z telekomunikacją, obrazowaniem czy nawigacją satelitarną. Wynajmowanie kanałów na zagranicznych satelitach jest drogie, a przy tym nie daje nam pełnej suwerenności. Przykładowo wojsko komunikując się z oddziałami w Afganistanie musi korzystać z kanałów satelity Gazpromu. W pewnych krytycznych sytuacjach możemy nie dostać zdjęć satelitarnych na czas.

Jednak nie chodzi tylko o potrzeby wojska i obronności kraju. Taka inwestycja miałaby też aspekt komercyjny, bo to my moglibyśmy wynajmować kanały i pobierać opłaty za świadczone usługi. Własny satelita to samograj, bo raz wydane pieniądze szybko i wielokrotnie by się zwróciły.

Jednak realizacja takiego projektu to proces, a nie jednorazowa dyskusja. Upłynie co najmniej dekada zanim Polska zamówi satelitę telekomunikacyjnego. Przy czym nie będzie to możliwe przy obecnym budżecie Polskiej Agencji Kosmicznej. Musiałby on być dziesięciokrotnie wyższy niż dziś. W przyszłym roku minister Morawiecki obiecał – może nie od razu 100 mln zł, ale na pewno więcej niż obecne 10 mln zł.

CV

Dr inż. Włodzimierz Lewandowski jest prezesem GUM od maja. Doświadczenie w metrologii zdobył, pracując dla francuskich i amerykańskich instytucji państwowych oraz organizacji międzynarodowych. Jest członkiem Rady Naukowej Centrum Badań Kosmicznych PAN. Uczestniczył m.in. w pracach nad systemem obserwacji Ziemi Copernicus, nad systemem Galileo, czyli europejskim GPS, oraz na rzecz powołania Państwowej Agencji Kosmicznej.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE