Sylwetki

Friedrich Trump: Od pucybuta do milionera

Wikimedia
Dziadek obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych urodził się w 1869 roku w wielodzietnej, średniozamożnej rodzinie w miejscowości Kallstadt w Nadrenii-Palatynacie

Jest to obszar słynący aż do dzisiaj z uprawy winorośli, produkcji wina, nazywany niemiecką Toskanią. Niestety rodzinie przestało się powodzić, gdy ojciec Friedricha – Johannes zaczął chorować na przewlekłe zapalenie płuc. Oznaczało to spore wydatki na lekarzy i rosnące zadłużenie. Ojciec zmarł w 1877 roku, pozostawiwszy liczne potomstwo i żonę w trudnej sytuacji materialnej. Również Friedrich był słabego zdrowia. Przynajmniej tak uważała jego rodzina, więc zamiast pracować przy uprawie razem z pozostałymi członkami rodu Trumpów, został odesłany na praktykę fryzjerską, gdzie miał się wyuczyć w zawodzie.

Friedrich nie praktykował tam zbyt długo i już dwa lata później, w 1885 roku, wsiadł na pokład statku płynącego z Bremy do Nowego Jorku i podążył w ślad za swoją siostrą, która już mieszkała za Oceanem. Podczas rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym najprawdopodobniej dochodzi do zmiany nazwiska, ponieważ zdaniem części historyków nazywał się jeszcze wtedy Friedrich Drumpf. Urzędnik imigracyjny „zangielszczył" to nazwisko na Trumpf. Nadal była tam jeszcze litera f na końcu, która zniknie w momencie, gdy będzie on uzyskiwał w przyszłości obywatelstwo amerykańskie.

Przez kolejne lata Friedrich pracuje w Nowym Jorku w wyuczonym zawodzie fryzjera. Nowy Jork liczył sobie wtedy milion dwieście tysięcy mieszkańców, z czego jedna trzecia urodziła się poza Stanami Zjednoczonymi. Dla porównania, miejscowość Kallstadt, z której wyemigrował Friedrich, liczyła zaledwie tysiąc. Wyobraźmy sobie, jak duży przełom nastąpił w jego życiu. Warto też wspomnieć, że opuszczając Niemcy w wieku szesnastu lat, uniknął on obowiązkowej służby wojskowej, co uniemożliwi mu w przyszłości powrót na stałe w rodzinne strony. XIX wiek i początki XX wieku w historii Stanów Zjednoczonych to okres, gdy co jakiś czas wybucha gorączka złota. Najbardziej znana to oczywiście kalifornijska z lat czterdziestych XIX wieku, natomiast w latach 1890-91 mamy podobne zjawisko na północnym-zachodzie USA. Właśnie tam podąża Friedrich.

Zaledwie sześć lat od przybycia do Nowego Jorku, wyrusza znowu w daleką drogę i przeprowadza się do Seattle. W przeciwieństwie do większości mężczyzn żądnych fortuny nie zamierza poszukiwać złota, lecz otwiera restaurację, która obsługuje przede wszystkim poszukiwaczy cennego kruszcu. Warto tutaj zwrócić uwagę na to, jak wysokie musiały być zarobki w tamtym czasie w Stanach Zjednoczonych, skoro zwykły fryzjer w ciągu sześciu lat zdołał zgromadzić wystarczający kapitał, żeby odbyć taką podróż przez całe Stany Zjednoczone, co wtedy nie było tanie. Stać go też było na zakup gruntu, postawienie na nim restauracji. Mieściła się ona w dzielnicy czerwonych latarni w Seattle. Usługi prostytutek były wtedy nieodłącznym elementem każdej gorączki złota, w której uczestniczyli młodzi, samotni mężczyźni. Prawdopodobnie też takie usługi były świadczone w lokalu Trumpa. Pomimo prowadzenia dochodowego biznesu również w Seattle Friedrich nie spędził zbyt wiele czasu.

Młody imigrant z Niemiec udał się w ślad za kolejną gorączką złota, tym razem w Górach Kaskadowych. Również tutaj nie zamierzał poszukiwać złota. Natomiast ogłosił, że złoto znalazł, dlatego, że ze względu na ówczesne prawo, pozwalało mu to zająć publiczny grunt. Postawił na nim noclegownię dla poszukiwaczy. Jak się miało później okazać, w Górach Kaskadowych złota praktycznie nie było. Gorączka była efektem manipulacji ze strony Johna Rockefellera, który zamierzał się pozbyć własnych gruntów, a dzięki rozpowszechnianiu plotek o złocie mógł sprzedać ziemię w postaci małych parceli.

Friedrich Trump opuścił Góry Kaskadowe jako jedna z niewielu osób, które nie straciły tam pieniędzy i podążył do kanadyjskiego Jukonu, blisko Alaski. Wybuchła tam kolejna gorączka złota. Aby dostać się na miejsce, musiał odbyć niebezpieczną podroż i przejść przez dzikie tereny, co łatwo mógł przypłacić życiem. Na szlaku, przez który wędrowali poszukiwacze złota, otworzył namiot, gdzie serwowano posiłki, w skład których – zdaniem części biografów - wchodziły także padłe na szlaku konie. W późniejszym czasie Trump zbudował tam drewniany zajazd z prawdziwego zdarzenia. Ze względu na duże ilości złota znajdowanego przez poszukiwaczy, zyski Trumpa były solidne i znacznie przekraczały wcześniejsze z Gór Kaskadowych.

W późniejszym czasie zajazd rozebrano, a elementy konstrukcji spławiono rzeką do White Horse – największej osady na tym obszarze. Gorączka złota zaczęła z czasem wygasać, łatwo dostępne złoża szybko się wyczerpywały. Widząc, co się święci, Trump dokonał sprytnego manewru. Na sam koniec zdołał jeszcze sprzedać zajazd swojemu wspólnikowi - który w późniejszym czasie zbankrutował - i udał się z majątkiem do Nowego Jorku. Posiadał już wówczas kapitał o wartości dzisiejszych ośmiu milionów dolarów. Miał wtedy zaledwie trzydzieści dwa lata. Ubogi fryzjer, który przybył w wieku szesnastu lat bez jakichkolwiek środków do Stanów Zjednoczonych, w ciągu kilkunastu lat stał się milionerem. Co ciekawe, wiele wskazuje na to, że nie planował pozostać w kraju, który dał mu tyle możliwości.

Z Nowego Jorku Friedrich Trump udał się w podróż powrotną do Niemiec, w swoje rodzinne strony. Zabrał ze sobą zarobione pieniądze. Na miejscu spędził kilka lat i poznał jedenaście lat młodszą Elizabeth Christ, z którą się ożenił. W Niemczech parze urodziła się córka, którą nazwali Elizabeth po matce. Problemy z urzędnikami, ze względu na nieodbytą trzyletnią służbę wojskową, sprawiają, że musi wrócić z powrotem do Ameryki. Gdy wracają w 1905 roku, Elizabeth Christ jest już w ciąży z drugim dzieckiem, i będzie to ojciec prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w tym samym roku Frederick Christ Trump przyszedł na świat. Warto jeszcze wspomnieć o mało znanym w Polsce fakcie, że dwa lata później urodziło się jeszcze trzecie dziecko, czyli stryj Donalda Trumpa – John Trump, który zostanie znanym w Ameryce fizykiem, inżynierem, członkiem Akademii Inżynieryjnej w Stanach Zjednoczonych, nagradzanym przez prezydenta Ronalda Reagana.

Swoje oszczędności Friedrich zainwestował w nowojorskie nieruchomości w dzielnicy Queens. W tym czasie obszar ten dynamicznie się rozwijał. Pod koniec XIX wieku mieszkało tam dwieście tysięcy ludzi, natomiast w 1909 roku już 284 tysiące, dekadę później pół miliona. Tak dynamiczny wzrost wynikał między innymi z nowych połączeń z Manhattanem: nowego tunelu i mostu łączącego obie dzielnice. Friedrichowi nie dane jednak było cieszyć się zbyt długo majątkiem. Jego życie zakończyło się przedwcześnie. W 1918 roku, w wieku zaledwie 49 lat, zmarł w wyniku powikłań po grypie hiszpance, która w tym czasie szerzyła się na całym świecie i zabiła więcej osób niż pierwsza wojna światowa. W samych Stanach Zjednoczonych z jej powodu zmarło blisko siedemset tysięcy ludzi. W chwili śmierci jego syn Frederick, ojciec Donalda, miał zaledwie 13 lat, zdążył już jednak spędzić z ojcem wystarczająco dużo czasu, aby podążyć w przyszłości w jego ślady.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL