Świat

Francja zaatakuje Państwo Islamskie z powietrza

Już we wtorek pierwsze francuskie mirage pojawią się nad Syrią
123RF
Prezydent Francji ma alternatywny wobec Merkel plan przełamania kryzysu imigracji: naloty na islamistów w Syrii.

Francuskie myśliwce Mirage 2000 i Rafale pojawią się na syryjskim niebie już we wtorek. Ich zadaniem będzie w pierwszej kolejności „rozpoznanie" sił tzw. Państwa Islamskiego (Daeszu). Następnie, zapowiedział w trakcie dorocznej konferencji prasowej François Hollande, Francja jest gotowa przeprowadzić uderzenia z powietrza przeciwko islamistom.

– Musimy stanąć na wysokości zadania. Tysiące uchodźców zmierzają do Europy, bo uciekają przed islamskim terroryzmem – tłumaczył francuski przywódca.

Kilka dni wcześniej Merkel przedstawiła inny plan przełamania kryzysu spowodowanego falą uchodźców. Kanclerz zapowiedziała, że w tym roku Niemcy przyjmą do 800 tys. uciekinierów, a wszyscy Syryjczycy, którzy dotrą do Republiki Federalnej, automatycznie otrzymają azyl.

– Plan Berlina to tylko działania doraźne, bo bez rozwiązania problemu u źródła, czyli na Bliskim Wschodzie, nie da się powstrzymać kolejnych fal uchodźców – mówi „Rz" Alain Rodier, dyrektor Francuskiego Centrum Badań nad Wywiadem (CFRR) w Paryżu.

François Hollande już dwa lata temu był gotowy rozpocząć naloty na pozycje syryjskich wojsk. Tak zareagował na wiadomość, że Baszar al-Asad użył broni chemicznej przeciwko siłom opozycji. Wówczas jednak interwencji przestraszył się Barack Obama. Osamotniona Francja nie zdecydowała się na działanie.

Rok temu Francuzi rozpoczęli naloty na pozycje Daeszu w Iraku u boku Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanady. Zmobilizowali 13 myśliwców i lotniskowiec „Charles de Gaulle". Francuscy piloci przeprowadzili przeszło 200 uderzeń na pozycję wroga. Jednak w przeciwieństwie do pozostałych sojuszników mirage i rafale nie przekraczały granic Syrii. Hollande uznał, że bombardując pozycje Daeszu w tym kraju, wzmocniłby krwawy reżim Al-Asada.

Teraz to się zmieni. Ale prezydent z całą stanowczością podkreślił, że nie zgodzi się na lądowanie francuskich wojsk.

– Nie zrobimy tego, bo nie chcemy ani działać w izolacji od innych sojuszników, ani stać się siłą okupacyjną – tłumaczył Hollande.

To stawia jednak pod znakiem zapytania powodzenie całego planu.

– We współczesnej historii tylko jedną wojnę udało się wygrać z powietrza: przeciwko Japonii. Ale dlatego, że Stany Zjednoczone użyły broni jądrowej. Daeszu nie można więc pokonać samymi bombardowaniami, co najwyżej uda się powstrzymać jego dalsze podboje i odciąć od dochodów ze sprzedaży ropy. Ale to będzie długi proces – tłumaczy Rodier.

Zdaniem ekspertów wojskowych tylko jedna armia świata, amerykańska, mogła zmobilizować wystarczają liczbę wojsk, aby ruszyć z ofensywą lądową przeciw siłom Daeszu. Ale na rok przed wyborami Obama się na to nie zdecyduje. Jego największym osiągnięciem jest przecież wyciągnięcie Amerykanów z irakijskiego kotła.

W tej sytuacji Hollande ma alternatywny scenariusz. W trakcie konferencji prasowej prezydent co prawda przypomniał, że to Baszar al-Asad rozpoczął w marcu 2011 r. wojnę w Syrii, „strzelając do swojego narodu". Podkreślił także, że w ramach procesu przejściowego syryjski dyktator będzie musiał odejść. Ale Paryż nie domaga się już natychmiastowego ustąpienia Al-Asada jako warunku wstępnego rozpoczęcia rokowań pokojowych w Syrii.

– Francuska dyplomacja nawiązała już kontakt w tej sprawie z Kremlem. Jest całkiem realne, że Al-Asad wyląduje któregoś dnia na zasłużonej emeryturze w willi na Krymie, a w Damaszku powstanie rząd jedności narodowej z udziałem przedstawicieli obecnego reżimu i demokratycznej opozycji. Wówczas syryjskie wojska mogłyby podjąć ofensywę lądową wspieraną przez naloty zachodnich aliantów. Zmuszając Baszara al-Asada do pozbycia się broni chemicznej, Putin pokazał, jak duży może być wpływ Moskwy na sytuację w Syrii – uważa Alain Rodier.

Choć pozornie sprawa może wydawać się bez związku, Hollande zasygnalizował na poniedziałkowej konferencji prasowej, iż jeszcze przed końcem roku może wnioskować o zniesienie sankcji Unii wobec Rosji. To byłby wielki prezent dla Putina w zamian za współpracę na Bliskim Wschodzie. Zdaniem francuskiego przywódcy w sprawie Ukrainy można być „ostrożnym optymistą", bo rozejm w Donbasie jest od kilku dni przestrzegany, ciężkie uzbrojenie wycofywane, a ustawa o decentralizacji kraju jest w trakcie głosowania w Radzie Najwyższej. W tej sytuacji jeszcze we wrześniu możliwy jest szczyt przywódców Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec w Paryżu w sprawie pokoju w Donbasie – uważa Hollande.

Francuski prezydent ma co prawda ograniczone szanse na reelekcję w maju 2017 r., jednak jego plan popiera Nicolas Sarkozy i inni przywódcy republikanów: Hollande spotkał się z nimi w tej sprawie w niedzielę.

Do dyplomatycznej rozgrywki najwyraźniej szykuje się też Kreml. Zdaniem amerykańskiego wywiadu Moskwa chce wesprzeć Al-Asada przenośnymi bateriami obrony lotniczej oraz liczącym tysiąc żołnierzy kontyngentem rosyjskich wojsk. W ten sposób Putin pokazuje, że bez udziału Rosjan nie ma mowy o pokoju w Syrii.

Do udziału w bombardowaniach u boku Francuzów przymierza się także Wielka Brytania. Powiedział o tym minister finansów George Osborne. Warunkiem jest jednak zatwierdzenie takiej inicjatywy przez Izbę Gmin, co nie udało się konserwatystom dwa lata temu.

Z sondażu przeprowadzonego dla dziennika „Le Parisien" wynika, że 61 proc. Francuzów popiera naloty na Syrię. Ale jednocześnie 55 proc. jest przeciwnych masowemu przyjmowaniu uchodźców, jak to robią Niemcy. To dla Paryża jeszcze jeden powód, aby opracować alternatywny wobec Angeli Merkel plan rozwiązania kryzysu wywołanego bezprecedensową falą migracji.

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL