Świat

Samowie w Szwecji: Gojenie ran potrwa kilkaset lat

Przedstawicielki szwedzkich Samów w strojach ludowych.
AFP
Samowie doczekali się wydania białej księgi o krzywdach ze strony szwedzkiego Kościoła.

Korespondencja ze Sztokholmu

Rdzenni mieszkańcy północnej Szwecji teraz spodziewają się, że do procesu pojednania dołączy rząd.

– W 1998 r. Annika Ahnberg, ówczesna minister rolnictwa i ds. Samów, przeprosiła za nadużycia, które wobec nas przez lata wyrządzano. Sama prośba o wybaczenie jednak nie wystarczy – mówi „Rzeczpospolitej" Johannes Marainen, były przewodniczący Rady Samów w Kościele Szwedzkim (luterańskim). – To do niczego nie doprowadziło. Rząd powinien sprecyzować, o jakie szykany chodzi, tak jak to wzorcowo zrobił Kościół, zajmując stanowisko wobec szaleństw ideologii eugeniki, wobec przymusowego przesiedlania nas – dodaje.

„Niedorozwinięta forma człowieka"

Co jest najgorsze w tym, co przedstawiciele Kościoła uczynili rdzennej ludności? – pytam.

– Kościół nas podzielił – odpowiada – na „prawdziwych Samów", którzy zajmują się hodowlą reniferów, i na tych, którzy tego nie robią. Prawdziwi Samowie mieli być izolowani od „cywilizacji" i nauczani w szkołach dla nomadów organizowanych i administrowanych przez Kościół.

Według białej księgi przedstawiciele Kościoła, biskup Bergqvist z Lulea i rektor szkoły dla koczowników Georg Bergfors, byli apologetami eugeniki związanymi z Instytutem Biologii Rasowej w Uppsali. Jego szef Herman Lundborg uważał „rasę lapońską za niedorozwiniętą formę człowieka". W latach 30. szkoły dla nomadów stały się miejscem, gdzie Lundborg dla potrzeb eugeniki mierzył dzieciom czaszki. Najmłodszym kazano się rozbierać, by fotografować je nago.

Według ideologii eugeniki ludność w Sápmi (nazwa Laponii w języku północnolapońskim), która nie utrzymywała się z hodowli renów, miała zostać poddana totalnej asymilacji.

– W szkole dla nomadów zabroniono nam mówić po lapońsku i pierwsze słowo, które poznałem po szwedzku, to była „rózga". Kiedy po raz pierwszy wywołano moje imię, nie zorientowałem się, że chodzi o mnie. Dopiero mój starszy brat wyjaśnił mi, że to ja. Do szkoły było daleko i dzieci były odrywane od rodziców. Mój kolega, który mieszkał bardzo blisko szkoły, nie mógł się widywać z rodzicami w domu, tylko w szkolnym budynku. Na skutek podziału i rozproszenia straciliśmy naszą tożsamość i nasz język – podkreśla Marainen.

Już od dawna parlament lapoński, Sametinget, domaga się powołania komisji prawdy o rasizmie, dyskryminacji i nadużyciach ze strony państwa i Kościoła.

Pomiary czaszek

Na seminarium poświęconym białej księdze przewodnicząca Rady Samów w Szwedzkim Kościele, Sylvia Sparrock, odczytała wpis swojego syna Nejli na Facebooku, w którym wylicza on wydarzenia z historii kolonializacji: Noaide (osoba pełniąca funkcje szamańskie) spalony na stosie razem ze swoim bębenkiem i swoimi statuetkami bożków. Przymusowe nawracanie na chrześcijaństwo. Zakaz używania lapońskich imion. Kradziona ziemia. Realizowanie polityki według mantry: „Lapończyk musi pozostać Lapończykiem". (Lapończyk to dla Samów nazwa pogardliwa).

Przesiedlani setki mil pod przymusem hodowcy reniferów. Pomiary czaszek przez wyznawców biologii rasowej. Zmuszanie dzieci Samów do chodzenia do szkoły oddalonej o ponad 30 mil od domu. Do szkoły, gdzie się  je poskramiało i biło. Szlaki wędrówek reniferów niszczone przez budowanie elektrowni wodnych. Procesy o ziemię, które Samowie przegrywają, i niekorzystna dla hodowców reniferów polityka łowiecka.

– W dalszym ciągu młodzież z północy boleśnie odczuwa skutki kolonizacji. Uznanie zaś przeszłości Samów to ważny krok w zadośćuczynieniu wobec rdzennej ludności i w procesie rekoncyliacji. Rany muszą się zagoić, bo to niezbędne, by iść naprzód – podkreśla Sylvia Sparrock. Prorokuje jednak, że gojenie ran może potrwać kilkaset lat.

Luka w historii

– W podręcznikach szkolnych historia mieszkańców Laponii prawie nie istnieje, została przemilczana – podkreśla Sylvia Sparrock. – Przedstawiciele mniejszości często sami jej nie znają. Z tego względu powinno się napisać ją na nowo. W podręcznikach historii powinna się też znaleźć narracja o konfiskowaniu ziem należących do Sápmi przez rząd.

Właśnie w białej księdze poruszono kwestie ziemi. Szwedzki Kościół administruje lasami i ziemią o areale niemalże 400 tysięcy hektarów. Z tego 32 500 ha to grunty należące do mieszkańców Sápmi, tereny, które zagospodarowano na potrzeby pensji dla pastorów. Brak jest jednak dokumentacji na temat przejmowania przez Kościół lapońskich włości do połowy XVIII w. Badacze sugerują, że przy wznoszeniu kościołów i zakładaniu probostw dochodziło do nacisków na tubylczą ludność na odstępowanie ziemi. Na początku XX w. nikt nie pytał jej o pozwolenie. Wówczas już traktowano ich ziemię jako własność Królestwa, a Kościół odnosił się do tubylców z północy nie inaczej niż państwo.

Teraz jednak diametralnie zmienił swoją postawę. W 2015 r. zdecydował, że będzie apelował do parlamentu i do rządu w sprawie ratyfikowania konwencji nr 169 Międzynarodowej Organizacji Pracy o prawach dla rdzennej ludności. Żądanie dotyczące tej konwencji ONZ przedstawiła też prymas Kościoła Szwedzkiego Antje Jackelen, co cieszy Samów walczących od wielu lat o wzmocnienie swojej pozycji prawnej jako narodu tubylczego. Teraz mają nadzieję, że hierarchowie dopilnują tego, by ratyfikacja stała się faktem. Wysuwają też żądania, by Kościół stał na straży interesów Samów i podnosił głos, gdyby doszło do naruszenia ich praw w przyszłości.

Psalm po lapońsku

Johannes Marainen mówi, że mieszkańcy Laponii chcieliby, by w ewangelicko-luterańskim Kościele zaistniały elementy z kultury Samów, takie jak odmówienie modlitwy czy błogosławieństwo po lapońsku w czasie szwedzkiej mszy. Kiedy np. biskup Harnösand odczytał Ewangelię w języku południowolapońśkim i zaśpiewano po lapońsku psalm, starsze przedstawicielki mniejszości płakały ze wzruszenia – opowiada.

Wpajano im bowiem przez lata, że język lapoński nic nie jest wart.

O integracji z Kościołem świadczyłoby też stawianie lapońskich ołtarzy w luterańskich świątyniach. Takie ołtarze stoją już w kościele w Lulea i w Östersund. To niezwykle wyraźny symbol nowych relacji z hierarchami – ocenia Marainen.

W życiu Samów otwiera się  też kolejny rozdział pojednania. Wkrótce parlament zadecyduje, że Zarząd Dziedzictwa Narodowego wyda muzeom dyrektywy, jak mają się obejść z ludzkimi szczątkami, które znajdują się w co najmniej 66 muzeach kraju.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL