Świat

Ukraina wygrywa w Hadze z Rosją

Adobe Stock
Sąd w Hadze stanął po stronie ukraińskich inwestorów, którzy stracili majątek na anektowanym półwyspie. Rosja płacić nie zamierza.

To pierwszy tego typu wyrok, który zapadł w toczącej się od ponad czterech lat ukraińsko-rosyjskiej wojnie prawnej. Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze stanął po stronie kilkunastu ukraińskich przedsiębiorców, którzy stracili swoje majątki po aneksji Krymu przez Rosję. Gdy w marcu 2014 roku Władimir Putin ogłosił, że „Krym powraca do ojczyzny", ukraińskie firmy postawiono przed wyborem – albo rejestrują się w Rosji, narażając się na konsekwencje prawne w Kijowie, albo tracą swoje krymskie aktywa. Zgodnie z decyzją arbitrażu Rosja musi wypłacić odszkodowania firmom, których majątek został przywłaszczony. Ukraińskie media donoszą, że chodzi o 159 mln dolarów.

– To dobry początek dla Ukrainy. Decyzja ta daje nadzieje, że będą kolejne wyroki arbitrażu. Aneksja Krymu naraziła ukraińskich przedsiębiorców na ogromne straty. Znam takich, którym odebrano tam fabryki. Niektórzy próbują się dogadywać, inni oddają swój biznes w dzierżawę rosyjskim firmom – mówi „Rzeczpospolitej" Serhij Mamedow, prezes kijowskiego banku Globus. – Państwo ukraińskie straciło przez aneksję półwyspu kilkadziesiąt miliardów dolarów, a może i dużo więcej. To zależy od tego, jak wyceniać przejęte przez Rosję zasoby naturalne i ziemię. Wiadomo, że otrzymać odszkodowanie nie będzie łatwo i że takiego typu procesy ciągną się latami. Ale tu nie chodzi tylko o pieniądze, przecież Ukraina nie uznaje aneksji i nie zamierza sprzedawać Krymu. Chodzi o odszkodowanie za to, że Ukraina tymczasowo straciła to terytorium – dodaje.

Niełatwo będzie wyegzekwować wykonanie wyroku arbitrażu. Moskwa od początku nie zgodziła się z zarzutami ukraińskich przedsiębiorców i zignorowała proces. Nie wydelegowała tam również swoich przedstawicieli. Rada Federacji Rosji stwierdziła, że decyzja sądu jest „upolityczniona", a z tego wynika, że Moskwa nie zamierza respektować tego wyroku. – Wypłacenie tych odszkodowań nie jest raczej możliwe. Gdyby to zrobiła, przyznałaby się do złamania zasad prawa międzynarodowego – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Aleksandr Abramow z prestiżowej moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii. – Moskwa na pewno będzie się odwoływać i zapewne potraktuje ten wyrok podobnie jak wiele innych wyroków, które zapadały m.in. w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. W końcu zawsze można się odwołać do rosyjskiego Sądu Konstytucyjnego i stwierdzić, że wyrok arbitrażu jest sprzeczny z interesami państwa rosyjskiego – dodaje.

Podobnie Rosja się zachowała w procesie z przedsiębiorstwem naftowym Jukos, przejętym przez władze w 2004 roku. Firma ta kojarzy się na świecie z nazwiskiem jego współwłaściciela Michaiła Chodorkowskiego, który ponad dziesięć lat spędził w rosyjskim więzieniu. Gdy w 2013 roku został ułaskawiony przez Putina, wyemigrował z kraju. Wtedy wspólnie z innymi akcjonariuszami wytoczył Rosji proces w Hadze. Stały Trybunał Arbitrażowy nakazał Rosji wypłacenie odszkodowania w wysokości ponad 50 mld dolarów. Moskwa wyrok zignorowała i powołała się właśnie na decyzję Sądu Konstytucyjnego, który stwierdził, że wykonanie wyroku „uderzyłoby w interesy Rosji". Moskwa odwołała się do sądu okręgowego w Hadze, który stwierdził, że uchylił decyzję arbitrażu, ale wyłącznie na terenie Holandii. Akcjonariuszom nieistniejącego już Jukosu udało się natomiast doprowadzić do nałożenia aresztu na część majątku należącego do Federacji Rosyjskiej na terenie Austrii, Belgii i Francji.

– Ukraina teoretycznie może pójść tą drogą, ale to bardzo kosztowne i czasochłonne przedsięwzięcie. Na pewno szanse na sukces będą bardzo niewielkie – mówi Abramow.

Ukraińcy mają jednak o co walczyć. Ministerstwo Sprawiedliwości w Kijowie oszacowało w ubiegłym roku, że anektując Krym, Rosja naraziła państwo ukraińskie na straty w wysokości 100 mld dolarów. Kreml płacić nie zamierza i twierdzi, że w 2014 roku wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Moskwa utrzymuje, że wszystko należy do mieszkańców Krymu, którzy „dobrowolnie dołączyli do Rosji".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL