Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Œwiat

Petru Lucinschi: Musimy zapobiec wojnie

Archiwum
Cišgle zmienialiœmy kierunki polityki zagranicznej i zaszkodziliœmy sobie – mówi były prezydent Mołdawii.

Rzeczpospolita: Od upadku Zwišzku Radzieckiego Mołdawia waha się pomiędzy Rosjš a Europš. Czy dokona kiedyœ wyboru?

Petru Lucinschi: Każdy człowiek czegoœ oczekuje od swojego życia. Prawie zawsze oczekiwania sš większe od możliwoœci. Kiedy w 1997 roku podpisałem umowę o współpracy z Uniš Europejskš, wydawało się, że proces integracji potrwa kilka lat. Ale tak się nie stało z wielu powodów. Gdy zaczynaliœmy, w kolejce do UE stało już wiele krajów. Gdy dołšczyły do Wspólnoty, sytuacja nieco się zmieniła. Do innych kandydatów stosunek był już bardzo ostrożny.

Ale problem chyba leży też wewnštrz Mołdawii, gdzie obecnie œrednia krajowa pensja wynosi zaledwie 240 euro (około tysišca złotych). To jedna z najniższych pensji w regionie.

Wiele zostało zaprzepaszczone. Problemem jest to, że wszyscy się spodziewali, że ktoœ nam coœ da. Bardzo dużo mieszkańców Mołdawii jest zwišzanych z rolnictwem. Pracujš i majš co włożyć do garnka, ale jedzenie to nie wszystko, czego potrzebuje człowiek. Do godnego życia potrzebne sš pienišdze, by szkolić dzieci, leczyć się, podróżować. Większoœć się spodziewała, że z bogatej Europy nadejdš duże pienišdze. Ale to długotrwały proces i niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Zaledwie kilka kroków udało się nam zrobić do przodu, a już władzę w kraju objęli komuniœci, którzy cofnęli nas o kilka kroków. Cišgle zmienialiœmy kierunki naszej polityki zagranicznej i mocno tym sobie zaszkodziliœmy.

Byłego premiera Vlada Filata, który w 2009 roku wygrał z komunistami i sformował proeuropejskš koalicję, w zeszłym roku oskarżono o korupcję i skazano na dziewięć lat więzienia. Z systemu bankowego Mołdawii zniknšł miliard dolarów, a w cišgu ostatnich kilku lat w Kiszyniowie zmieniło się czterech premierów. Czy to nie frustruje społeczeństwa?

Politycy sš częœciš tego społeczeństwa. Gdyby ono było bardziej zjednoczone i miało jakieœ wspólne cele, sytuacja polityczna też mogłaby być inna. Mamy bardzo podzielone społeczeństwo. Podziały te przekładajš się na sytuację gospodarczš i system prawny. Unia Europejska rekomenduje jakieœ ustawy, parlament Mołdawii głosuje, ale proces wprowadzenia tych ustaw wyglšda bardzo kiepsko. W 2009 roku wielu ludzi uwierzyło, że to jest właœnie ten moment, kiedy się nie cofniemy i pójdziemy w stronę Europy już na dobre. Zaufała nam też Unia Europejska. Ale niestety zaczęły górować interesy prywatne, biznesowe. Społeczeństwo coraz bardziej zaczęło tracić nadzieję i zaufanie. Pojawiła się opozycja, która to wykorzystała.

Podczas protestów w latach 2015 – 2016 często można było usłyszeć nazwisko oligarchy Vlada Plahotniuka. Wielu analityków twierdzi, że ta osoba rzšdzi Mołdawiš.

Demokracja ma pewne zasady. Jego partia wygrała wybory i ma dzisiaj większoœć w parlamencie. Formalnie Mołdawiš rzšdzi koalicja, ale on ma tam kluczowš pozycję. Ma wpływ na rzšd, sšdy, ministerstwa i całš resztę. Tak, ten człowiek dzisiaj rzšdzi państwem. Ale partia, na której czele stoi, wygrała w trakcie demokratycznych wyborów. Większoœć zdobył, tworzšc koalicję. Ktoœ został przekupiony, komuœ załatwiono posadę, a na kogoœ wycišgnięto haki. On nie jest osobš publicznš, jest człowiekiem biznesu. Obecnie pełni funkcję koordynatora większoœci parlamentarnej, a to, według konstytucji daje nieograniczonš władzę.

To dlatego ostatnie wybory prezydenckie wygrał prorosyjski kandydat?

To jedna z przyczyn. Ludzie się rozczarowali i poszukiwali czegoœ nowego. I tu się pojawił Igor Dodon (nowy prezydent Mołdawii – przyp. red.). Z jednej strony nie rezygnuje ze współpracy z Europš, ale bardzo wyraŸnie okreœla swoje prorosyjskie nastroje. Nawet jeżeli jego Partia Socjalistów wygra następne wybory parlamentarne, najbardziej aktywna i inteligentna częœć społeczeństwa pozostanie wierna ideom europejskiej integracji. Czy setka będzie mogła zwyciężyć z tysišcem? Tak, jeżeli będzie dobrze zorganizowana. Komuniœci już rzšdzili w Mołdawii i żaden z tych integracyjnych projektów z Rosjš nie został zrealizowany. W pištym roku swoich rzšdów już głosowali w parlamencie za integracjš z Europš. Mołdawianie majš dobry stosunek do Rosji, ale niechętnie popierajš różne sojusze gospodarcze z Moskwš, która często wykorzystuje gospodarkę do celów politycznych.

Od ponad ćwierćwiecza nierozwišzany jest problem Naddniestrza. Czy Mołdawia już się z tym pogodziła?

To jest nauczka nie tylko dla Mołdawii. Nigdy nie trzeba dopuszczać do eskalacji konfliktu wewnštrz jednego kraju. Zawsze sš dwie strony takiego konfliktu i znajdzie się trzecia, która będzie chciała którejœ z nich pomóc. Najpierw pojawia się broń, póŸniej ochotnicy itd. Dzisiaj nie ma żadnych powodów, by w Naddniestrzu ponownie doszło do konfliktu. Mołdawia tego nie chce i wszystkim zależy na spokoju. Problem Naddniestrza rozwišże się tylko wtedy, kiedy w stosunkach z Rosjš nadejdzie pewna transparentnoœć. Z jednej strony rosyjskie władze uznajš integralnoœć terytorialnš Mołdawii, a z drugiej wypłacajš w Naddniestrzu emerytury i dajš za darmo gaz. Minęło wiele lat i coraz bardziej przyzwyczajamy się do obecnego stanu rzeczy. Jest jeszcze szansa na rozwišzanie tej sytuacji, ale Rosja powinna wykonać poważny krok.

Pierwszy raz byli prezydenci bałtycko-czarnomorskiego regionu zaczęli się jednoczyć. Odbyły się już dwa spotkania, w Kijowie i Kownie, w których pan aktywnie uczestniczył. Jaki w tym jest interes Mołdawii?

Widzimy, że sytuacja w regionie staje się coraz bardziej napięta, i to delikatnie mówišc. Roœnie napięcie pomiędzy państwami bałtyckimi a Rosjš. Na granicy pojawiajš się czołgi. Podobnie wyglšdajš relacje polsko-rosyjskie. Mołdawia ma Naddniestrze. Niepokojšco wyglšda dzisiaj sytuacja na Białorusi. No i oczywiœcie sytuacja na Ukrainie jest tematem kluczowym. Mimo to nie brakuje nam też wewnętrznych sporów. Dlatego musimy wspólnie rozmawiać o naszych problemach, rozmawiać na równi, bez przewodniczšcych.

A czy to nie sš kompetencje dyplomatów i obecnie rzšdzšcych?

W obecnej sytuacji w regionie jest potrzebny drugi głos, staliœmy na czele naszych krajów i mamy doœwiadczenie. Nie możemy siedzieć i udawać, że nic się nie dzieje. Powinniœmy głoœno mówić o tym, co jest złe. Powinniœmy rozmawiać. Nawet w trakcie wojny i po wojnie ludzie rozmawiajš i się dogadujš. A do wybuchu dużego konfliktu mało nam brakuje. Musimy rozładować napięcie, by do niego nie doszło. Zachód nie był przygotowany na aneksję Krymu i wojnę w Donbasie. Czas reakcji na nagłe sytuacje na poziomie państwowym jest długi, zwłaszcza gdy kraje sš członkami sojuszy takich jak Unia Europejska. Tam decyduje 28 państw i z każdym trzeba to uzgodnić. My chcemy pewne rzeczy uprzedzać, lepiej zapobiegać chorobie, niż jš leczyć.

—rozmawiał Rusłan Szoszyn

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL