Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Marit Bjoergen śladem Justyny Kowalczyk kończy karierę. Historia upartej Norweżki.

Getty Images, Matthias Hangst
Nie będzie już zimowych opowieœci o astmie, męskich muskułach i konflikcie z Justynš Kowalczyk. Norweżka Marit Bjoergen skończyła sportowš karierę. Ma 15 olimpijskich medali i uznała, że to wystarczy.

Ostatni start olimpijski w Pjongczangu, na 30 km stylem klasycznym, był w istocie klasykiem jej długiej kariery. Zaœwieciło koreańskie słońce, przybiegła pierwsza do mety z wielkš przewagš, która dała jej komfort wymachiwania norweskš flagš, cieszenia się z publicznoœciš, odpowiadania na wiwaty, rozdawania uœmiechów.

Polscy dziennikarze wypatrywali Justyny Kowalczyk, jeszcze niedawno jedynej, która potrafiła poważnie zagrozić dominacji Marit Bjoergen, ale œwiat patrzył tylko na niš: już 15-krotnš medalistkę olimpijskš, oœmiokrotnš mistrzynię igrzysk, tę, która była też 18 razy mistrzyniš œwiata i od 1999 roku wygrała 114 zawodów Pucharu Œwiata w 303 startach.

Powiedziała podczas konferencji prasowej, że nie wie, czy odejdzie. – Jeszcze się zastanowię, pomyœlę, na razie chcę tylko wracać jak najszybciej do domu, do syna, do roli matki, bo to równie ważne, a może ważniejsze – mówiła. Zastanawiała się niedługo. W końcu marca podjęła decyzję.

Jako dziewczynka nigdy nie pomyœlała, że z małej wioski Rognes, gdzieœ z zielonego œrodka Norwegii, pojedzie na igrzyska i mistrzostwa œwiata zdobywać seriami złote medale. Lubiła sport, to oczywiste, patrzyła z podziwem na to, co robili na trasach Bjoern Daehlie i Bente Skari, ale przede wszystkim liczyły się zabawa, potrzeba ruchu i rywalizacja z chłopakami.

Trening był także bardzo przyjemny, nawet jeœli nie było w pobliżu wybitnego fachowca, sprzęt trzeba było pożyczać od kolegi i korzystać tylko z tego, co dawał maleńki klub: na poczštku parę drewnianych desek i staromodne skórzane buty.

Rognes liczy między 200 a 300 dusz, leży 60 km na południe od Trondheim, w gminie Midtre Gauldal. Ma stację lokalnej linii kolejowej. Obok płynie rzeka Gaula. Mieszkańcy wioski to w większoœci rolnicy, rzeka daje chętnym szansę łowienia łososi i w kwestiach miejscowej ekonomii to już w zasadzie wszystko.

Edukacja też jest tam prosta: podstawówka dla wszystkich w Rognes, w niej trzydziestka uczniów w klasach od pierwszej do szóstej. Działa miejscowy klub sportowy IL Rognes (Bjoergen, lokalna patriotka, reprezentowała go zawsze). W trochę większej miejscowoœci Stoeren, jakieœ 10 km na zachód, było liceum.

Rodzice Kristin i Ola Ivar pobrali się młodo, wczeœnie mieli trójkę dzieci: Marit, Andersa i Kari. Nikt z młodych nie migał się latem od pracy na roli – nie było innego wyjœcia. Marit potem często powtarzała, że to z pracy w gospodarstwie wzięły się jej siła, żyły na bicepsach i szeœciopak na brzuchu.

Państwo Bjoergenowie patrzyli na sport po norwesku, czyli bardzo życzliwie. Wszyscy biegali na nartach. Gdy przychodziła zima i zaczynał padać œnieg, najbardziej robotna córka spoglšdała z nadziejš na ojca. W końcu brał on skuter œnieżny i wytyczał w zalesionym sšsiedztwie domu trasę do œmigania na nartach. Mama smarowała bułki na drogę, co można uznać za obsługę serwisowš. Marit mogła biegać do woli, także sama, jeœli chciała.

Zawsze robiła to, co lubiła, nawet jeœli czasem wydawało się, że jej praca przekracza znane normy (kiedyœ na pytanie dziennikarza, czy znudził jš kiedykolwiek jakiœ trening, odpowiedziała: – Zmartwię cię, nigdy). W klubie IL Rognes, który przesadnie duży nie był (w jej roczniku cztery–szeœć osób), rywalizowała głównie z chłopakami, na dziewczyny z sšsiedztwa od razu była za mocna.

Piłka nożna i ręczna

Pierwszy start w wieku siedmiu lat i pierwsze zwycięstwo. Minęło kolejnych szeœć lat i wcišż nikt w okolicy nie potrafił pobiec szybciej od silnej dziewczynki od Bjoergenów. W końcu pojechała na pierwsze międzynarodowe zawody dziecięce do Szwecji i tam przegrała. Rywalka nazywała się Mariana Handler, pochodziła z Oestersund. Nigdy więcej nie wygrała z Marit, nigdy też nie zwyciężyła w Pucharze Œwiata, zresztš startowała głównie w sztafecie, skończyła ze sportem w 2006 roku. Chciała po tamtym wygranym biegu zamienić się Marit na czapki, ale ta nie była zainteresowana.

Marit Bjoergen grała też w szkolnych drużynach piłki ręcznej i nożnej. Musiała wybierać. Z futbolem skończyła szybciej, w wieku 14–15 lat. Z ręcznš trochę póŸniej, w roku maturalnym. Nie miała z tym większego problemu – mecze szczypiorniaka wypadały w weekend, zawody narciarskie także, skoro do domu przyszło powołanie do reprezentacji kraju juniorek, to wybór był prosty.

Jej definicja sukcesu sportowego też jest doœć nieskomplikowana: 80 procent to trening, po 10 procent szczęœcie i talent. Szczęœcie nie jest specjalnie potrzebne podczas samego œcigania, przydaje się najbardziej, by zachować zdrowie, unikać kontuzji. Miała te swoje 10 procent, zwłaszcza za młodu, gdy zajęła się niš norweska federacja narciarska.

Jak przez 18 lat wyglšdało owe 80 procent pracy, dowiedzieliœmy się całkiem niedawno. Marit Bjoergen zrobiła interesujšcy prezent norweskim naukowcom – przekazała im wszystkie dzienniki treningowe z lat 2000–2017. Zajęli się nimi dr Guro Solli z Norweskiego Uniwersytetu Naukowo-Technologicznego (NTNU), dr Espen Toennessen z Norweskiego Komitetu Olimpijskiego oraz prof. Oeyvind Sandbakk z Centrum Badań Sportu Wyczynowego NTNU. W czasopiœmie „Frontiers in Physiology" można przeczytać, do czego doszli.

Dla zwykłego czytelnika główny wniosek jest taki, że Marit Bjoergen w pierwszej fazie kariery stopniowo zwiększała natężenie treningu, aż doszła do 900–950 godzin rocznie, że eksperymentowała z różnymi modelami treningowymi w różnych okresach kariery, że bez potężnej pracy nad wytrzymałoœciš w biegach nie ma medali. Kto bardziej ciekaw, może doczytać. W skrócie: przez 18 lat ćwiczyła ponad 13 600 godzin w 8105 sesjach treningowych. Œrednia: mniej więcej 70 godzin miesięcznie, 15 tygodniowo. Proporcje treningu: 91 procent wytrzymałoœć, 8 procent siła, 1 procent szybkoœć. W raporcie jest mnóstwo danych, od pulsu po wszelkie wskaŸniki fizjologiczne. Na końcu uwaga: przez wszystkie lata Marit Bjoergen utrzymywała niemal stałš wagę ciała (ok. 65 kg przy 1,67 cm wzrostu). Nie ma nic o astmie.

Wielka zmiana

Oskarżenia o doping pojawiły się u nas wraz z rywalizacjš z Justynš Kowalczyk. Łatwo wyznaczyć datę przełomu: luty 2009 roku, mistrzostwa œwiata w Libercu. Polka zdobywa medal za medalem, Marit Bjoergen, wtedy jedna z murowanych kandydatek do zwycięstw, biegnie w sztafecie, która zajmuje czwarte miejsce, ma najsłabszy czas w drużynie. Szczytem osišgnięć indywidualnych jest ledwie dziewište miejsce w sprincie technikš dowolnš.

Do 2005 roku ćwiczyła pod okiem Sveina Tore Samdala, robiła błyskawiczne postępy, ale w Libercu, gdy kadrę prowadził już Egil Kristiansen, przyszedł kryzys. Ciało powiedziało, że więcej nie da rady. Problemem było to, że nikt nie zauważył sygnałów ostrzegawczych.

Z tamtych mistrzostw œwiata wróciła do domu zniechęcona, zmęczona, bez wiedzy o tym, dlaczego sprawy poszły nie tak, jak oczekiwała. Myœlała nawet o odłożeniu nart w kšt. Do kwietnia nie trenowała, potem siadła z Kristiansenem i działaczami norweskiego narciarstwa. Wymyœlili zmianę. Wielkš zmianę.

Najpierw przeszła testy zdrowotne, wyszło, że ma kłopoty z astmš, która redukuje wydolnoœć jej płuc o jakieœ 20 procent. Lekarze przepisali symbicort, znany lek astmatyków, wtedy na oficjalnej liœcie œrodków zabronionych. Działacze norwescy dopisali jednak mistrzynię nart do sporej grupy tych, którzy spełniali warunki przewidziane w regułach dopingowych wyjštków medycznych.

Bjoergen po latach podała, że pierwsze objawy astmy miała jako juniorka, ale wtedy przechodziła badania tylko raz na rok i wyniki nie wydawały się alarmujšce. W Polsce nie dano wiary tym zapewnieniom, tym bardziej że wedle opinii wielu ekspertów każdy lek przeciwastmatyczny poprawiał wydolnoœć sportowš i mógł być traktowany jako niedozwolone wspomaganie. Granica między ratowaniem zdrowia i poprawš wyników była i pozostaje rozmyta.

Oliwy do ognia dolała Justyna Kowalczyk, głoœno mówišc w 2010 roku, co myœli o nagłym pojawieniu się w narciarstwie klasycznym zastępów astmatyków i astmatyczek – wedle statystyk Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) prawo do stosowania symbicortu i podobnych leków zyskała niemal połowa biegajšcych wyczynowo na nartach.

Pani Justyna rzekła wprost, że wedle niej Bjoergen sięga po niedozwolone wsparcie – polskim kibicom nie trzeba było więcej, by zobaczyć w Marit uosobienie astmatycznego oszustwa. Norweżka przyjęła wtedy postawę, którš zachowała do ostatnich dni kariery: – Mam wielki szacunek dla Kowalczyk jako sportowca, ale jej oskarżenia bardzo mnie raniš. Justyna powinna lepiej wiedzieć, że mam prawo stosować symbicort, że mam zgodę FIS, a wszelkie badania pokazujš, że stosowanie tego leku nie poprawia mojej wydolnoœci. Prawdopodobnie nie byłabym najlepsza na œwiecie bez symbicortu, bo nie mogłabym w ogóle pracować na treningach, ale jestem czysta. Dziœ symbicortu nie ma już na liœcie œrodków dopingowych.

Plan w 2009 roku był zatem taki, że trzeba wrócić do podstaw, do dawnej Marit radoœnie œmigajšcej po górkach wokół domu w Rognes. Odcišć się od agresji mediów (nie tylko polskich, także szwedzkich i fińskich) i twardo robić swoje, bez zwracania uwagi na reakcję otoczenia. Także zmienić dietę, na rybnš – wyszła z tego przy okazji kampania reklamowa i ksišżka kucharska. Plan wypalił tak, że od 2010 roku, mimo poważnej konkurencji z Polski i Szwecji, królowa biegów narciarskich była tylko jedna. Marit I z Rognes, a właœciwie z Oslo, gdzie przeprowadziła się z partnerem. Sukcesy były, ale obcišżone, bo doping w biegach narciarskich to, przykro przyznać, sprawa trwale popularna.

Gdy Bjoergen zaczynała wielkš karierę, właœnie wybuchała afera w Finlandii. Na stosowaniu EPO (erytropoetyny, œrodka zwiększajšcego poziom erytrocytów i stężenie hemoglobiny we krwi) wpadły w 2001 roku tamtejsze sławy: Harri Kirvesniemi, Jari Isometsä, Mika Myllylä, Janne Immonen, Virpi Kuitunen i Milla Jauho.

W Salt Lake City (2002) były afery z udziałem Johanna Muehlegga i biegaczek rosyjskich Olgi Daniłowej i Larysy Łazutiny. Potem też działo się na tyle dużo, byœmy stracili zaufanie do wielu rewelacyjnych wyników na trasach olimpijskich i mistrzostw œwiata. Marit przyjęła postawę biernš: – Nikogo nie podejrzewam, wierzę, że system antydopingowy działa dobrze. W Norwegii też jest w tej kwestii wszystko w porzšdku. Każdy jest czysty do chwili, aż go przyłapiš i udowodniš mu winę. Jak stoi się na linii startu, to głupio zużywać energię na myœli o tym, że inni oszukujš. Lepiej to zostawić na boku.

Strach przed wpadkš

Takie podejœcie nie dodawało jej popularnoœci. Z drugiej strony kontrolerzy FIS i Œwiatowej Agencji Antydopingowej (WADA) zaczęli sprawdzać jš częœciej, co pozytywnie przyjmowała jako dowód osišgania mistrzostwa i potwierdzenie, że może czuć się bezpieczna. Jej norma zimowych kontroli z 2014 roku: od jednej do trzech w każdy weekend startowy plus jeszcze jedna, w œrodku tygodnia. Latem i jesieniš w okresach przygotowawczych: dwa–trzy razy miesięcznie.

Kiedyœ dziennikarz spytał jš wprost: – Boisz się wpadki? Odpowiedziała, chyba szczerze, że tak. Że rozpatrujšc sprawę hipotetycznie, myœlała o tym, czy mogłaby wpaœć np. z powodu przyjmowania odżywek, jak trudno byłoby wtedy wrócić po okresie dyskwalifikacji, jakie byłoby œwiatowe echo przyłapania najlepszej biegaczki na dopingu. Jak zniszczyłaby wizerunek mistrzyni, idola dla norweskich dzieciaków, wzorca norweskich dorosłych, osoby, której wręczano nagrody fair play i którš wykorzystywano do reklamy popularnego mleka. Jak bolesny byłby upadek z takiej wysokoœci w kraju, który mistrzów narciarstwa stawia na pomnikach, nazywa ich imieniem ulice i place, wydaje znaczki pocztowe z ich sylwetkami, w którym zwycięzcom gratulujš osobiœcie król i sekretarz generalny NATO.

Swój prywatny system zabezpieczeń Marit oczywiœcie miała. Podstawš był brak zaufania w kwestiach odżywiania. Pilnowała jak Ÿrenicy oka bidonów z płynami na trasę, używała odżywek jedynie z pewnego Ÿródła, tylko tych zatwierdzonych przez norweskie służby olimpijskie. Podejrzliwoœć jako normę stosowała w każdej kwestii ingerencji w organizm – nie tylko pilnowała posiłków, ale też zastrzyków, tabletek i maœci. Przykład Therese Johaug potwierdził, że miała rację. System raportowania o miejscu pobytu – też pilnowała każdego zgłoszenia. Trzy chwile nieuwagi równa się dwa lata dyskwalifikacji – to zmuszało do czujnoœci.

W Polsce Marit Bjoergen była jednak – i może wcišż jest – symbolem niespójnoœci zasad antydopingowych. Wywołana ogromnymi emocjami walki z Kowalczyk kibicowska energia nie sprzyjała wnikliwym analizom, czy reguły gry na trasach narciarskich sš przez Norwegów nacišgane, czy nie. Czy udział ciężkiej pracy w wynikach ma znaczenie, czy nie. Czy Marit Bjoergen to, jak chcš Norwegowie i duża częœć sportowego œwiata, wybitna postać, czy produkt wybitnego norweskiego systemu wykorzystywania istniejšcych możliwoœci prawno-medycznych.

To był nie tylko polski pomysł, by wytykać Bjoergen wykorzystywanie astmy jako pretekstu do wspomagania medycznego. Podejrzenia mieli też inni. Dziennikarze szwedzcy konsekwentnie od lat pisali o hipokryzji Norweżki i na każdej imprezie mistrzowskiej pytali, jak może biegać na dopingu. Szwedzkie gazety przez lata były pełne złoœliwoœci i podejrzeń. W szwedzkiej telewizji puszczano filmy dokumentalne majšce potwierdzać niecne praktyki dopingowe skandynawskich sšsiadów.

Były szef norweskiej komórki antydopingowej Mads Drange napisał w 2014 roku ksišżkę „Den Store Dopingbloeffen" („Wielki dopingowy blef"), w której dowodzi, że w jego kraju sportowcy masowo stosowali doping krwi. Nie wymienia nazwisk, twierdzi tylko, że badania dotyczyły lat 2000–2010.

Atmosferę podejrzliwoœci wobec norweskich sukcesów w sportach zimowych podtrzymywały niekiedy nawet rodzime media, np. gdy w kwestii dopingu oddawały głos Kariemu-Pekce Kirö, zdyskwalifikowanemu dożywotnio (karę jednak zniesiono w 2017 r.) trenerowi stojšcemu za masowym dopingiem w biegach fińskich w latach 1998–2001.

– W takich przypadkach byłam bezbronna. Media kształtujš opinię, mój głos w tym hałasie nie byłby słyszalny, więc postanowiłam nie marnować energii na dyskusję. Muszę żyć i trenować z tymi wszystkimi spekulacjami i ignorować, co inni mówiš i myœlš. Oni i tak nie wiedzš, co zrobiłam, by być tak dobra, jak jestem – mówiła w jednym z wywiadów Bjoergen.

Nie można wykluczyć, że takie ochronne rozwišzanie podsunęła jej Britt Tajet-Foxell, pani psycholog, którš poznała w 2009 roku. Tajet-Foxell przez 20 lat pomagała przezwyciężać ból, niepewnoœć, fobie i strach tancerzom londyńskiego Royal Ballet. Wczeœniej pracowała jako fizjoterapeutka w St. Thomas Hospital, więc łšczyła techniki psychologiczne z wiedzš o reakcjach ciała na znaczny wysiłek.

Zostanie blisko nart

Sportowcom też zaczęła pomagać, również medalistom olimpijskim i mistrzom œwiata z Wielkiej Brytanii i Norwegii. Z Marit zrozumiały się doskonale. Reporterzy sportowi dostrzegli wkrótce nowy obrazek – podczas mistrzostw œwiata albo zawodów olimpijskich przed i po każdym starcie Marit wymieniała esemesy z paniš psycholog. Co w nich było, nikt się nie dowiedział, ktoœ tylko podpatrzył, że Britt Tajet-Foxell poprosiła, by Marit wybrała zwierzę, z jakim mogłaby się identyfikować. Biegaczka wybrała tygrysa.

Czy pani psycholog podsuwała recepty na szczęœcie poza sportem? Chyba nie, w każdym razie nic o tym nie wiadomo. Marit Bjoergen, jeœli już decydowała się ujawnić odrobinę prywatnoœci, sprawiała lepsze wrażenie niż na oœnieżonej trasie. Mieszka w Oslo, w nowoczesnym domu z ogrodem przy ulicy Thorleifa Hauga (sławy norweskiego narciarstwa klasycznego lat 20., potrójnego mistrza olimpijskiego z Chamonix 1924), mniej więcej w połowie drogi między Voksenkollen, przedostatniš stacjš metra linii nr 1, a wzgórzem Holmenkollen. Na nartorolkach można tam latem biegać blisko domu, z czego Marit chętnie korzystała i będzie korzystać. W domu zupełnie nie widać, że zdobywała dziesištkami złote kršżki, kryształowe kule i metalowe puchary. Na œcianach wisi parę obrazków z fotografiami rodzinnymi.

Od 2005 roku Marit dzieli ten dom z Fredem Boerre Lundbergiem, czterokrotnym medalistš olimpijskim z lat 90. w kombinacji norweskiej. Ich syn Marius Bjoergen Lundberg ma ponad dwa lata. Urodził się w Boże Narodzenie 2015 roku. Te narodziny jego sławna matka wymienia jako najważniejszy powód zakończenia kariery.

W Rognes bywa często, także dlatego, że założyła kilka lat temu fundację wspierajšcš dzieciaki z jej pierwszego i jedynego klubu. Jest też honorowš obywatelkš gminy.

Życie po życiu mistrzyni zapowiada się ciekawie. Sponsor, firma Asko (największy norweski hurtownik spożywczy), już ma pomysł, by Marit pomagała poprawić aktywnoœć fizycznš pracowników, by dawała wykłady w całym kraju. Nadtrener norweskiej kadry biegowej Vidar Loefthus wspomina, że Marit mogłaby wkrótce pełnić jakšœ rolę w reprezentacji, może jako mentorka albo wielka motywatorka. Ofertę pracy szkoleniowej dostała tego samego dnia, gdy oœwiadczyła w telewizji, że kończy karierę.

Ma z Fredem Lundbergiem sieć oœrodków treningowych pod szyldem Gymtimen AS, które przynoszš im około 3 mln koron rocznie. Majštek Bjoergen szacowany jest na 37 mln koron, więc w poœpiechu nowej pracy szukać nie musi. Marit nie bardzo miała czas wydawać pienišdze na przyjemnoœci, choć bliscy twierdzš, że nie ma i chyba nigdy nie będzie miała takiej skłonnoœci.

– Będę blisko nart, tylko nie od razu, może za rok – obiecała Norwegom. Na razie sš Marius, Fred, rodzina w Rognes i być może będzie parę chwil wakacji na Arubie.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL