Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

Polacy uzależnieni od zakupów

Bloomberg, Michael Nagle
Polacy odwiedzajš sklepy najczęœciej ze wszystkich Europejczyków. To na tyle silne przyzwyczajenie, że nie zmieni go nawet restrykcyjne prawo, takie jak zakaz handlu w niedzielę.

W latach 90. Polacy po prostu rzucili się na otwierane na dużš skalę centra handlowe czy hipermarkety, spragnieni zakupów w zachodnim stylu. Choć od tego czasu minęły dwie dekady, nic się nie zmieniło, a liczba wizyt w sklepach nawet roœnie. O ile magia centrów handlowych wcišż działa, o tyle zamiast hipermarketów częœciej bywamy teraz w sklepach mniejszych, położonych bliżej domu.

– Jako społeczeństwo odeszliœmy od fazy zachłyœnięcia się hipermarketami, wielkimi zakupami – tanio, dużo, niekoniecznie dobrze. Aktualnie stawiamy na jakoœć, œwieżoœć, ale też wybór. Dlatego tak wielu konsumentów woli kupować częœciej, ale mniej – mówi Jakub Sobczak, ekspert DNB Bank Polska z Biura Handlu i Usług.

W efekcie nigdzie w Europie konsumenci nie odwiedzajš sklepów tak często, jak w Polsce. – Jesteœmy w tej konkurencji liderem. Polacy uwielbiajš robić zakupy, a jak pokazujš nasze dane – ostatnio coraz bardziej lubimy to robić – mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarzšdzajšcy Nielsen w Polsce. – Na tle innych Europejczyków wyróżniamy się częstotliwoœciš robienia zakupów oraz dużym przywišzaniem do małych sklepów niedaleko domu. Statystycznie odwiedzamy sklepy małoformatowe 12 razy w miesišcu – dodaje.

Przybywa też osób robišcych zakupy kilka razy dziennie. Nic więc dziwnego, że gdy z handlowego kalendarza znika choć jeden dzień, konsumenci wydajš się szykować na nadchodzšcy kataklizm. Obecnie w Polsce zgodnie z prawem jest 13 dni œwiat państwowych i religijnych, w które większoœć sklepów, a wszystkie duże, muszš zamknšć podwoje. To wystarczy, aby w dni je poprzedzajšce półki w sklepach były ogołocone, parkingi zaœ zapchane do tego stopnia, że sam wyjazd z nich zajmuje nawet godzinę. – Za takie dni powinniœmy mieć wliczany dodatkowy staż do emerytury – skarżš się coraz częœciej pracownicy sklepów.

Niedziele odzyskane czy stracone?

Chodzimy do sklepów nadal za często, kupujšc za dużo. Szans na zmianę za bardzo nie widać, choć potrzeba odwrócenia tego zjawiska była jednym z argumentów Przymierza na rzecz Wolnej Niedzieli, które opracowało projekt ustawy mocno ograniczajšcej pracę sklepów w ten dzień. Ostatecznie po wielu bojach i dramatycznych zwrotach przyjęto ustawę zakładajšcš, że od 1 marca sklepy będš otwarte w pierwszš i ostatniš niedzielę miesišca. Od przyszłego roku już tylko w ostatniš, by od 2020 r. zakaz objšł wszystkie niedziele. Nie dla wszystkich sklepów oczywiœcie, w ustawie przewidziano szereg wyjštków dla stacji benzynowych, sklepów z pamištkami, lodziarni czy cukierni.

– Na Węgrzech sieci handlowe zareagowały na takie ograniczenie wydłużeniem godzin pracy w pozostałe dni. Społeczeństwu prawo nie spodobało się na tyle, że pod jego presjš rzšd od tego rozwišzania odstšpił – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Czy nowe prawo ma szansę zmienić zwyczaje zakupowe Polaków? – Od czegoœ trzeba zaczšć. Kiedyœ była silna tradycja nierobienia zakupów w niedzielę, wiele osób pamięta to ze swoich domów. Opracowujšc projekt, myœleliœmy również o tym – mówi Alfred Bujara, przewodniczšcy sekcji handlowej NSZZ Solidarnoœć. – Polacy stracili umiejętnoœć planowania domowych budżetów i robienia zakupów racjonalnie. Kupujš wiele niepotrzebnych produktów, które póŸniej wyrzucajš. Ograniczenie czasu na zakupy może pomóc zmienić ten trend, choć na pewno zajmie to trochę czasu – dodaje.

Politycy opozycji nie zostawiajš na pomyœle suchej nitki. – Wprowadzenie w życie ustawy spowoduje nie tylko ogromny zamęt w kraju, bo ludzie nie będš nigdy pamiętać, w które z niedziel sklepy będš czynne, ale i doprowadzi do wielu nadużyć i prób obejœcia nowego prawa – mówi Ryszard Petru z Nowoczesnej.

Opinie na temat potencjalnych zmian w zachowaniach konsumenckich wywołanych nowym prawem sš podzielone. – Wiele osób potraktuje to jako zamach państwa na ich styl życia, zwyczaje. Na pewno nie będzie to przyjęte pozytywnie, a negatywne skutki odczujš także osoby dotšd w niedzielę niekupujšce – uważa Andrzej Faliński, ekspert rynku handlowego.

Jeœli ktoœ dotychczas kupował w sobotę w komfortowych warunkach, to teraz przed niedzielš z zamkniętymi sklepami o wygodzie będzie musiał zapomnieć. – Przed dniami wolnymi widać powrót tych pierwotnych instynktów i wygrywa chęć do zapełnienia lodówki, choć sklepy majš być zamknięte tylko jeden dzień. Wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę na pewno odnowi i nasili tego typu zachowania, choć prawdopodobnie tylko w pierwszym okresie obowišzywania nowego prawa – mówi Jakub Sobczak. – Konsumenci i sklepy muszš się na takie zmiany przygotować. Trzeba się też liczyć z jakimiœ niedoborami w zaopatrzeniu placówek handlowych także w poniedziałek, ponieważ dostawy nie dotrš do wszystkich sklepów na czas – dodaje.

Wygoda przede wszystkim

Mniej dni handlowych może być tym bardziej dotkliwe, że dzisiaj na fali jest w Polsce tzw. trend convenience, wymagajšcy częstszych wizyt w sklepach. Klienci stawiajš na œwieżoœć, krótkie terminy przydatnoœci do spożycia, mniej konserwantów. W cenie sš dania gotowe czy półprodukty, umożliwiajšce szybkie przygotowanie zdrowego posiłku w domu.

W Polsce zupełnie nie przyjšł się model kupowania w amerykańskim stylu. Wielkie zakupy, najczęœciej raz w tygodniu, to domena hipermarketów, które miały rewolucjonizować polski rynek. Do niczego takiego nie doszło, a wyładowane po brzegi koszyki widać głównie przed œwiętami czy dłuższymi weekendami. – Powody sš prozaiczne, generalnie Polacy majš małe mieszkania i brakuje im po prostu miejsca na przechowywanie produktów kupowanych za zapas. Dlatego wolš kupować mniej, a częœciej – mówi Renata Juszkiewicz.

Co ciekawe, dotyczy to nie tylko codziennych zakupów spożywczych. – Obserwujemy systematyczny wzrost liczby transakcji, ale jednoczeœnie o mniejszej wartoœci. Musimy dostosowywać się do oczekiwań konsumentów, wprowadzajšc tańsze kategorie produktów, zarówno w segmencie odzieżowym, jak i w biżuterii – mówi Grzegorz Pilch, prezes Vistula Group, do której należy też jubilerska sieć W. Kruk.

Według danych firmy Nielsen tylko sklepy dyskontowe statystyczny konsument odwiedza 13 razy w miesišcu, do tego dochodzi 14 wizyt w piekarni czy 12 w tradycyjnym sklepie spożywczym. Do tego po kilka razy miesięcznie Polacy odwiedzajš super- i hipermarkety, drogerie, kioski czy warzywniaki. Na jednš osobę przypada zawrotna liczba takich wizyt. Jednak eksperci podkreœlajš, że o ile statystyka jest względna, o tyle największa grupa konsumentów odwiedza sklepy spożywcze kilka razy w tygodniu.

W dużych miastach częstotliwoœć wizyt jest jeszcze większa. – W miarę uruchamiania coraz większej liczby sklepów convenience osoby pracujšce zazwyczaj kupujš sobie jedzenie w drodze do pracy, czasami także podczas przerwy. Wracajšc, robiš zakupy rodzinne, uzupełniajš je wizytš w sklepie specjalistycznym. Niepostrzeżenie robiš się cztery transakcje jednego dnia, a nie jest to nic niezwykłego – mówi członek zarzšdu jednej z sieci supermarketów.

– Do częstych wizyt i mniejszych transakcji przygotowane sš najlepiej mniejsze sklepy. Hipermarkety też to robiš, ale nie na takš skalę. W ich obrotach takie codzienne, nieduże zakupy to maksymalnie 10 proc. wszystkich – mówi Andrzej Faliński. Jak zauważa, częste robienie zakupów jest też cechš społeczeństw mniej zamożnych. – Amerykanie czy Niemcy, majšc rezerwy na koncie, robiš zakupy najwyżej co kilka dni, Polacy wolš trzymać pienišdze na koncie czy w portfelu na ewentualne nagłe i nieprzewidziane wydatki. Wbrew pozorom to bardzo silny impuls i podstawa naszych zwyczajów zakupowych – dodaje.

Największe zakupy robimy przed œwiętami. Chcšc się na nie dobrze zaopatrzyć, kupujemy zwykle za dużo, szczególnie żywnoœci. Nakłada się na to wspomniana częstotliwoœć wizyt. Statystyczne gospodarstwo domowe w Polsce wyrzuca rocznie aż 237 kg jedzenia, co jest wynikiem fatalnym również na tle innych krajów. Z danych Eurostatu wynika, że zajmujemy pod tym względem wysokie pište miejsce w UE.

Z danych branżowych wynika, że aż 53 proc. strat żywnoœci generujš gospodarstwa domowe. To efekt za dużych zakupów, złego przechowywania. W krajach skandynawskich data przydatnoœci do spożycia traktowana jest bardziej jako wskazówka. Mało kto wyrzuca jogurt tylko dlatego, że została ona przekroczona o kilka dni. Jeœli produkt był właœciwie przechowywany, to nie powód, aby się go pozbywać. W Polsce zarówno sklepy, jak i konsumenci takie produkty najczęœciej wyrzucajš, choć coraz częœciej zdarzajš się promocje produktów z datami bliskimi przekroczenia – sklepy wolš sprzedać je taniej, niż wyrzucić.

– Od przełomu ustrojowego w 1989 r. sytuacja zdecydowanie się pogorszyła. Kiedyœ żywnoœci brakowało, dzisiaj kupujemy jej za dużo i wiele marnujemy – mówił podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Jacek Bogucki, sekretarz stanu z Ministerstwa Rolnictwa. – Sklepy ponoszš za to odpowiedzialnoœć, ponieważ zachęcajš, np. promocjami, do kupowania większej liczby produktów, niż faktycznie potrzebujemy – dodał.

W Europie tylko Francja i Włochy przyjęły odpowiednie prawo, które ma ograniczyć skalę marnowania żywnoœci. W Polsce w Senacie trwajš prace nad projektem – sprawozdanie na ten temat miało zostać przedstawione do końca 2017 r., ale na razie nie jest znane.

Ucieczka do internetu

Możliwe, że ograniczenie handlu w niedziele skłoni Polaków do rzadszych wizyt w stacjonarnych sklepach na korzyœć tych internetowych. Tym bardziej że zaczynamy doceniać zalety e-handlu. Z sieci korzysta ponad 70 proc. z nas, a większoœć robi w internecie zakupy. Wpierw popularnoœć w polskim e-handlu zdobywały takie produkty, jak kosmetyki, ksišżki i multimedia. Stopniowo do internetowych koszyków zaczęto wkładać sprzęt elektroniczny, akcesoria domowe, zabawki czy meble. Powodem były zarówno niższe niż w tradycyjnych sklepach ceny, jak i wygoda, możliwoœć kupowania o dowolnej porze, unikanie kolejek. Przez wiele lat branżowi analitycy twierdzili, że temu trendowi oprš się ubrania, ponieważ takie towary konsumenci chcš przed nabyciem przymierzyć. Zwłaszcza dla kobiet to niesłychanie ważny aspekt kupowania. Mimo to moda na internetowe zakupy ubrań eksplodowała także i u nas, dzisiaj to najczęœciej kupowane w sieci produkty.

Żywnoœć jednak się temu trendowi skutecznie opiera. Z ostatniego raportu firmy Nielsen wynika, że 56 proc. konsumentów nawet nie rozważa kupowania podstawowych produktów przez internet. Zniechęcajš ich dodatkowe opłaty, wolš obejrzeć produkty z bliska, czasami wręcz obawiajš się, że pracownik kompletujšcy zamówienie włoży do paczki niepełnowartoœciowe towary.

Ogromna jest też grupa zwolenników spędzania wolnego czasu na zakupach, zwłaszcza w galeriach handlowych, których w Polsce jest już ponad 400. Pod jednym dachem sš tam nawet setki sklepów, punktów usługowych czy gastronomicznych, ale także kina, kręgielnie. Zwłaszcza dla nastolatków – choć nie tylko – to często obowišzkowy punkt każdego weekendu. Potrafiš tam spędzać nawet po kilka godzin.

Centra handlowe odczuwajš już odpływ kupujšcych w zwišzku z rosnšcš popularnoœciš e-handlu, walczš zatem o uwagę, starajšc się ewoluować w kierunku galerii społecznoœciowych. Oferujš one klientom nie tylko możliwoœć zrobienia zakupów, ale też ciekawego spędzenia czasu. Powoli staje się to ważniejsze od samego kupowania. Dotychczas obiekty oferujšce takš możliwoœć zajmowały ok. 5 proc. powierzchni najmu centrum, jednak obecnie rekomendowany poziom wynosi ok. 20 proc. – wynika z raportu firmy doradczej Savills. Pojawiły się już takie centra – np. warszawska hala Koszyki – w których w zasadzie oferowane sš tylko usługi społecznoœciowe. W sierpniu 2017 r. firma badawcza Neurohm przeprowadziła badanie cech, jakie zdaniem Polaków powinna posiadać idealna galeria handlowa. Zdaniem aż 88 proc. respondentów idealna galeria handlowa to taka, która poprawia im samopoczucie. Jednoczeœnie taki sam odsetek badanych uważa, że ważna jest też odległoœć, czyli jak blisko majš oni do danego miejsca.

– Większe znaczenie niż cena ma teraz jakoœć. W dobie powszechnego dzielenia się swoimi ocenami i komentarzami w internecie chcemy, by w galerii handlowej znajdowały się restauracje z dobrš opiniš – mówi Paulina Poławska, koordynator projektów działu analiz Neurohm. – Takš potrzebę wskazało 93 proc. ankietowanych, podczas gdy z twierdzeniem „mogę tu zjeœć tanio" z wysokš pewnoœciš zgodziło się już tylko 41 proc. badanych – dodaje.

– Ludzie podchodzš coraz bardziej œwiadomie do tego, jak żyjš, co jedzš i jak dbajš o zdrowie. Od tej rewolucji nie ma odwrotu. Rynek handlowy musi iœć w parze ze zmieniajšcym się stylem życia i aktualnymi potrzebami konsumentów – mówi Jarosław Tutaj, dyrektor działu powierzchni handlowych Savills.

Galerie handlowe będš więc nadal miejscem spędzania wolnego czasu, czy to się komuœ podoba czy nie. Bez względu na pomysły rzšdzšcych. Powodów jest kilka, ale jak zawsze wszystko rozbija się o pienišdze. Rodzinne wyœcie do kina, obiad w restauracji to koszt kilkuset złotych. To kwota poza zasięgiem większoœci Polaków, nie mówišc już o kosztach i dostępnoœci takich usług kulturalnych jak wizyta w teatrze czy operze.

Dlatego zakupy najprawdopodobniej wcišż będš wypełniały luki czasowe pomiędzy pracš czy naukš. Jeszcze długo wizyty w sklepie nie tylko będš zaspokajały różnego typu potrzeby materialne, ale też będš rozrywkš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL