Społeczeństwo

Po zamachu Francja pochyla się nad swoją wiarą

W środę Emmanuel Macron oddał cześć pułkownikowi Beltrame’owi w czasie uroczystości państwowych na dziedzińcu Pałacu Inwalidów w Paryżu.
afp
Czemu pułkownik Beltrame zdobył się na heroiczną śmierć? Francuzi odkrywają moc porzuconego katolicyzmu.

W czwartek po mszy w katedrze Świętego Michała w Carcassonne ciało Arnauda Beltrame’a spoczęło na cmentarzu we wiosce Ferrals-les-Corbieres, gdzie mieszkał z żoną. To był kulminacyjny punkt trwającej od prawie tygodnia publicznej debaty o tym, co skłoniło żandarma do oddania życia za zakładniczkę wziętą przez terrorystę Radouane’a Lakdima w sklepie SuperU w miejscowości Trebes koło Carcassonne.

– To była po prostu śmierć chrystusowa – mówi „Rzeczpospolitej” znany francuski historyk Alain Besancon.

Francja przynajmniej od 2015 r. jest najbardziej narażonym na ataki terrorystyczne krajem Zachodu. W tym czasie w dziesięciu atakach zginęło 241 osób, a tylko w ub.r. policji udało się zapobiec przynajmniej 30 zamachom.

Ale w przeciwieństwie do innych krajów Europy dżihadyści we Francji zwykle nie uderzają na oślep, tylko starają się zabić wojskowych, żandarmów, funkcjonariuszy służb porządkowych. W czwartek nieznany sprawca starał się wjechać samochodem w żołnierzy 27. Brygady Piechoty Górskiej, na szczęście nie powodując ofiar.

W poprzedni piątek Lakdim miał w głowie podobny scenariusz. Rano porwał w Carcassonne opla corsę, zabijając pasażera i ciężko raniąc kierowcę. Gdy okazało się, że z pobliskich koszar 3. Pułku Piechoty Desantowej nikt nie wychodzi, dżihadysta ostrzelał (nieskutecznie) grupę trenujących funkcjonariuszy policji CRS, po czym zabił kolejne dwie osoby w SuperU i wziął jako zakładniczkę kasjerkę. Beltrame właśnie wtedy dobrowolnie oddał się za nią terroryście, z którym spędził długie trzy godziny. Gdy padły dwa strzały, oddziały antyterrorystyczne przystąpiły do szturmu pomieszczenia, gdzie schronił się Lakdim i go zabili. Beltrame był jednak już ciężko ranny od ciosów nożem i umarł kilkanaście godzin później z powodu wykrwawienia w szpitalu.

– Jego wielkość zdumiała Francję. Przez nas wszystkich, Francuzów, przeszedł szczególny dreszcz. Jeden z nas powstał dumny, świadomy, odważny. W ten sposób dołączył do szeregu bohaterów, których sam wielbił. Będzie żył w was, przez was, w waszych modlitwach – mówił w środę Emmanuel Macron w czasie państwowych uroczystości pogrzebowych Arnauda Beltrame’a na dziedzińcu Pałacu Inwalidów w Paryżu.

– Prezydent jak typowy Francuz nie jest katolikiem. Ale i jego zaszokowała głębia duchowości, która kazała pułkownikowi posunąć się do takiego bohaterstwa – mówi Besancon.

Beltrame, absolwent prestiżowej szkoły wojskowej Saint-Cyr, pochodził z przeciętnej, zlaicyzowanej rodziny francuskiej. Wzorowy funkcjonariusz, należał do wolnomularzy. – To jest dość typowe w środowiskach wojskowych – mówi Besancon.

Wszystko zmieniła pielgrzymka w 2006 r. do Lourdes. Cystersi z opactwa w Timadeuc, które później Beltrame odwiedzał regularnie, mówią, że wtedy żandarm doznał olśnienia. W wieku 33 lat ich zdaniem „przeżył symboliczne spotkanie z Chrystusem”.

Żona Marielle, z którą miał w czerwcu wziąć katolicki ślub, mówi: „Czuł się do szpiku kości żandarmem. To znaczyło dla niego przede wszystkim chronić. Ale nie można zrozumieć jego poświęcenia bez osobistej wiary. To jest więc akt żandarma i akt chrześcijanina. Jednego od drugiego nie da się oddzielić”.

W kraju, który czuje się stale zagrożony atakiem terrorystycznym i na którego terenie przebywa przynajmniej trzy tysiące zradykalizowanych dżihadystów, ze szczególną mocą brzmiały w czasie mszy pożegnalnej w kościele Świętego Sulpicjusza słowa Antoine’a de Romaneta, biskupa sił zbrojnych: „Sądzę, że ofiarował swoje życie, aby zatrzymać śmierć. Wiara dżihadysty kazała mu zabijać. Wiara chrześcijańska Arnauda kazała mu czyjeś życie ratować, ofiarowując, jeśli to konieczne, życie własne. Pułkownik Beltrame był przekonany, że nie można walczyć z ideologią tylko bronią i komputerami. Tę ideologię można trwale pokonać tylko dzięki przekonaniom duchowym”.

Czy śmierć Beltrame’a pomoże w odrodzeniu Kościoła we Francji? – Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Najpierw sam Kościół musiałby przyznać się do upadku i wyciągnąć z tego wnioski – mówi Besancon.

Zadanie jest w każdym razie kolosalne. Co prawda, wciąż ok. 60 proc. Francuzów uważa się za katolików, ale jedynie 4 proc. regularnie chodzi w niedzielę na mszę wobec 27 proc. w 1952 r. i 38 proc. w dzisiejszej Polsce. Tylko od 1990 r. liczba ślubów katolickich spadła o połowę, do ok. 70 tys. rocznie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL