Gra Pokemon Go bije rekordy popularności na całym świecie. Aplikacja zadebiutowała 5 lipca i szybko stała się hitem wśród fanów popularnej w latach 90. bajki. Przez pierwszych kilka dni aplikację pobrało w Stanach Zjednoczonych ponad 5 milionów osób. Gra oficjalnie została wydana w USA, Australii i Nowej Zelandii, ale fani z innych państw szybko znaleźli sposób na pobranie aplikacji.
Po ściągnięciu gry na ekranie swojego urządzenia widzimy obraz z kamery. W odpowiednich miejscach na mapie możemy znaleźć stworzenia, które komputerowo nałożone są na obraz z naszego aparatu. Użytkownicy przeczesują więc okolicę w poszukiwaniu różnych Pokemonów.
Jak się okazało, Pokemony można znaleźć również na terenie Muzeum Auschwitz. Paweł Sawicki z Biura Prasowego muzeum napisał, że zezwolenie na grę na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau to wyraz braku szacunku dla osób, które zginęły w obozie.
Sawicki dodał, że kontaktował się już w producentami gry i zapytał, czy nie istnieje możliwość zablokowania gry na terenie Muzeum i w innych tego typu miejscach na całym świecie. W odpowiedzi przedstawiciele firmy Niantic napisali, że aplikacja nie została oficjalnie wypuszczona na rynek europejski.
Duży problem z rosnącą popularnością programu ma również Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. W budynku znajdują się trzy miejsca, w których użytkownicy mogą wylosować darmowe przedmioty.
- Gra w Pokemon Go jest nieodpowiednie w miejscu, w którym upamiętniane są ofiary nazizmu. Szukamy rozwiązania, które pozwoli nam wykluczyć muzeum z tej gry - powiedział Andrew Hollinger, dyrektor do sprawy komunikacji.
Jeden z Pokemonów, którego można złapać w muzeum to Koffing. Stworzenie emituje wokół siebie chmurę gazu. W internecie pojawiło się zdjęcie tego Pokemona. W tle znajduje się wystawa dotyczącą pamięci o osobach, które zginęły w komorach gazowych.
Hollinger powiedział, że muzeum popiera rozwój nowych technologii i wykorzystywanie aplikacji, które mogą pomóc w dzieleniu się emocjami podczas oglądania wystaw, jednak w tym przypadku gra przekracza dopuszczalne granice.
KOMENTARZE