Służby mundurowe

Policjanci sprzedawali informacje w Warszawie

Policjanci z zarzutami korupcyjnymi już nie pracują w formacji
Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Funkcjonariusze przez sześć lat sprzedawali holownikom informacje o stłuczkach w Warszawie.

Za łapówki – według stawki po 100 zł za „skuteczne holowanie" – stołeczni policjanci i cywile sprzedawali pracownikom firm holowniczych informacje o tym, gdzie wydarzyły się kolizje drogowe, by ci mogli przyjechać na miejsce stłuczki i zaproponować swoje usługi. Prokuratura Okręgowa w Warszawie właśnie rozlicza skorumpowanych stróżów prawa, kierując przeciwko nim do sądu akt oskarżenia.

– Czterej policjanci i dwaj pracownicy policji odpowiedzą za przekroczenie uprawnień, ujawnienie tajemnicy służbowej oraz przyjmowanie korzyści majątkowych za przekazywanie informacji o kolizjach drogowych na terenie Warszawy – mówi nam Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Prawie wszyscy uczestnicy procederu już stracili pracę.

Czarne owce

Nie klasyczne łapówki, ale nadużycie funkcji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – tego zazwyczaj dopuszczają się nieuczciwi policjanci. Biuro Spraw Wewnętrznych (BSW) KGP, które tropi czarne owce w formacji, rocznie doprowadza do postawienia zarzutów ok. 400 funkcjonariuszom i pracownikom cywilnym policji.

W 2016 r. wskutek działań BSW zarzuty dostało 420 osób – z tego 259 policjantów, rok wcześniej – 265. Miniony rok dopiero jest podliczany.

– Nie zamiatamy spraw pod dywan, większość nadużyć jest wykrywana przez samo BSW – przekonuje Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji (KGP). Ocenia, że skala patologii się zmniejsza. – W 2010 r. policjanci i „cywile" usłyszeli ponad 2 tys. zarzutów. W ostatnich latach mniej niż tysiąc – dodaje.

Jednak charakter nadużyć się zmienia – ok. 65 proc. korupcyjnych zachowań w policji dotyczyło nadużycia funkcji dla osiągnięcia korzyści.

Stówka lub abonament

Proceder wynoszenia z policyjnej bazy informacji o stłuczkach trwał rekordowo długo – od 2011 do wiosny 2017 r. Ucięły go zatrzymania.

Pierwsze skrzypce grał Piotr R. – główny organizator.

– Przekazywał innym oskarżonym swoje kontakty do holowników, na bieżąco instruował ich, kiedy i komu przesyłać informacje o stłuczkach – opowiada prok. Łapczyński.

Jak się zaczęło? Piotr R. w 2011 r. poznał Kamila G., który żył z holowania i naprawy uszkodzonych na drogach aut. Uzgodnili, że R. za pieniądze będzie przesyłał mu esemesem sygnały, gdzie doszło do kolizji. Ich współpraca trwała przez kilka miesięcy, a Kamil G. przekazał policjantowi łącznie 2 tys. zł i... pomalował fiata punto Piotra R. – podaje akt oskarżenia.

Po jakimś czasie się rozstali się z uwagi na wzajemne pretensje dotyczące wywiązywania się z „porozumienia".

Rok później Piotr R. znowu – gdy poznał Ernesta Sz. – też trudniącego się holowaniem pojazdów – ponownie się uaktywnił.

– Uzgodnili stawkę – 100 zł za informację, która zakończyła się udanym holowaniem – mówi prok. Łapczyński.

Sygnały przesyłali, używając telefonów na karty. Gdy włączono tzw. zagłuszarki, R. uciął kontakty.

Wiadomości o tym, że można dorobić, rozchodziły się lotem błyskawicy w stołecznej komendzie. Włączali się zarówno kolejni policjanci, jak i holownicy.

Piotr R. sam brał pieniądze i pośredniczył w przekazywaniu ich kolegom. Gotówkę dawał do ręki, zostawiał w szafce lub w ubraniu.

Z czasem wprowadzono dla holowników „abonament miesięczny" – ok. 1 tys. zł.

Policjanci mieli wziąć łącznie 50 tys. zł.

– Piotr R. usłyszał zarzuty sprawstwa kierowniczego, został oskarżony o 13 przestępstw – mówi Łapczyński.

W sprawie niechlubną rolę odegrał Dariusz C. z Komendy Głównej – ekspert Sekcji Administrowania Systemu Wspomagania Dowodzenia Wydziału Dyżurnych. Ostrzegł kolegów o śledztwie (ma za to zarzuty).

Za wręczanie łapówek odpowiedzą także holownicy.

Przyznali się do winy

Wszyscy oskarżeni o korupcję przyznali się do winy. Niektórzy chcą dobrowolne poddać się karze.

Nie przyznał się tylko policjant oskarżony o udostępnienie radiostacji koledze i holownik Kamil G. O tym ostatnim w 2016 r. było głośno – rozpędzoną hondą zabił w stolicy 14-latkę, za co został skazany.

Dzisiaj już nikt z policjantów i „cywilów" zamieszanych w handel danymi nie pracuje w formacji. Grozi im też do dziesięciu lat więzienia. Jeżeli policjanci zostaną skazani za korupcję, to stracą prawo do policyjnej emerytury. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL