Sędziowie i sądy

Rewolucja czy reforma - komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
rp.pl
Uruchamiana wkrótce kampania medialna ma przekonać obywateli do konieczności przeprowadzenia przez rząd reformy Temidy. Wiele wskazuje, że zmiany w sądownictwie staną się znowu politycznym tematem numer jeden.

Po gorącym lipcu, kiedy to prezydent zawetował zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, ujawniając różnice poglądów prawicy na kształt reformy, dziś otwarte pozostaje pytanie, czy we wrześniu prezydenckie plany przetną się z planami rządowymi czy też się z nimi rozejdą, nie tylko skutecznie hamując reformę sądownictwa, ale też gruntując polityczne podziały w obozie władzy.

Ujawniona w środę przez prezydenckiego doradcę prof. Michała Królikowskiego wizja reformy sądownictwa jest umiarkowana. Można ją traktować jako balon próbny wypuszczony przez Pałac Prezydencki przed zapowiadanym na koniec września upublicznieniem projektów zmian w SN i KRS. Nie ma w niej radykalizmów, rozszerzenia politycznych wpływów czy gwałtownych posunięć, jakie jeszcze latem proponowało PiS. Mimo że w ustawie o KRS polityczny tryb wyboru przez Sejm może zostać utrzymany, to jednak kandydatury mają zgłaszać wyłącznie prawnicy i obywatele. Dzięki podniesieniu progu głosowania (do 3/5) wpływ na wybory będzie miała też opozycja. Nie ma za to gwałtownego wygaszenia kadencji KRS ani drugiej, politycznej izby, jak to planowano jeszcze w lipcu.

Radykalne wstrząsy zapewne ominą też Sąd Najwyższy. Choć obniżenie wieku odejścia w stan spoczynku do 65 lat może sprawić, że już jesienią jego pierwszym prezesem przestanie być prof. Małgorzata Gersdorf. Totalnej czystki kadrowej w stylu proponowanym przez PiS jednak nie będzie. Wzmocniona ma zostać za to siła orzecznicza tego najważniejszego sądu. A utrzymanie pomysłu powołania nowej, specjalnej izby dyscyplinarnej (z mniejszymi co prawda kompetencjami jej prezesa) trzeba traktować jako ukłon w stronę Zbigniewa Ziobry, głównego orędownika takiego posunięcia.

Podsumowując: takie propozycje reformy sądownictwa można śmiało nazwać umiarkowanymi. Przyjęte przez parlament dałyby nadzieję na przerwanie konfliktu z władzą sądowniczą. Utrudniłyby też urzędnikom z Komisji Europejskiej epatowanie zarzutami o łamaniu przez PiS praworządności w Polsce.

Do tego potrzebny jest jednak kompromis, powściągnięcie emocji i osobistych ambicji w obozie władzy. A także znalezienie wspólnej istoty reform. Nie jest nią zapewne forsowanie kadrowych czystek czy gwałtowne wygaszanie kadencji z pozycji siły, bez uwzględnienia obowiązujących ram. W przeciwnym razie zapowiadana w programie wyborczym PiS reforma sądownictwa, która miała sprawić, że procesy nie będą trwały latami, spełznie na niczym, przeistaczając się w długotrwałą wojnę pozycyjną we własnych szeregach.

Billboardy ze słowami o „nadzwyczajnej kaście", które mają wesprzeć rządowe plany, nie napawają jednak optymizmem.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL