Sędziowie i sądy

Milczący sprzeciw środowiska - sędzia o problemach z naborem ławników do Sądu Najwyższego

123RF
Infantylizm rozwiązań prawnych jest wszechobecny, a przesłuchania kandydatów potwierdziły tylko, że zdominował on także wybory ławników do SN - uważa Maciej Czajka, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie.

Rz: Trwa nabór ławników do Sądu Najwyższego. Pojawiły się pierwsze problemy. Chętnych jest bowiem niewielu. Czy ławnicy są w ogóle potrzebni w SN?

Maciej Czajka: Uczestnictwo ławników w SN jest pewnego rodzaju nieporozumieniem. Wynika to z charakteru SN, jego pozycji ustrojowej jako sądu prawa, ale też z instytucji ławnika.

Skoro już jednak mają być, to można jakoś uzasadnić ich byt w SN?

Nielogicznych zmian nie da się naprawić. Na próżno też szukać dla nich uzasadnienia.

To skąd pomysł, by zasiadali w składach SN?

Jedno jest pewne. Skierowanie ich do SN, tryb ich wyboru ma podtekst pozaprawny.

Polityczny?

Pozaprawny.

Czytaj też:

Andrzej Ryński: Rola ławników w orzekaniu w Sądzie Najwyższym

Sondaż: Kto chce ławników w SN

A tak mała liczba kandydatów o czym może świadczyć?

Dostrzegam trzy przyczyny. Po pierwsze brak popularności tej instytucji wśród społeczeństwa. I obserwujemy to już na szczeblu sądów rejonowych, a co dopiero w SN. Druga sprawa to, według mnie, powaga instytucji Sądu Najwyższego. Być może niektórych sparaliżował strach. Wielu też pewnie pomyślało sobie, i słusznie, że do tego sądu potrzeba wyjątkowych kwalifikacji.

Jest jeszcze trzecia sprawa, być może kluczowa w dzisiejszych czasach. Po prostu nie ma chętnych, którzy swoją twarzą chcieliby firmować przeprowadzane zmiany, spodziewając się, że są one wprowadzane raczej w celu urządzania igrzysk i poszukiwania taniego poklasku. Zresztą zauważam, że fiasko wyborów ławników do SN jest podobne jak wyborów sędziów do nowej KRS. Chyba więc jest to milczący sprzeciw wobec podobnych rozwiązań systemowych.

Przysłuchiwał się pan przesłuchaniu kandydatów w senackiej komisji?

Nie, znam je z medialnych doniesień i fragmentów dostępnych w internecie. I to, co przeczytałem czy usłyszałem, nie napawa optymizmem. Niektórzy kandydaci dostosowali się do pomysłów legislacyjnych nie najwyższego poziomu. Przepraszam za mocne słowa, ale zasłyszałem je od jednego z wybitnych profesorów i zgadzam się z nimi całkowicie. Infantylizm rozwiązań prawnych jest wszechobecny, a przesłuchania kandydatów potwierdziły tylko, że zdominował on także wybory ławników do SN. To bolesne dla każdego sędziego, ale i chyba dla każdego obywatela, który patrzy na instytucje państwowe z należytym szacunkiem.

W pierwszej turze nie uda się wybrać kompletu ławników do SN. Co więc potem?

Ustawa jest jasna: dokonuje się kolejnych wyborów i tak aż do skutku.

A jeśli to będzie trwało miesiącami? W nowych Izbach SN już czeka ok. 300 spraw do załatwienia...

Przypuszczam, że nikt z pomysłodawców o tym nie myślał. Przy czym, zwróćmy uwagę, ostatnio coraz częstsze jest pytanie: „I co z tym zrobić, co teraz?". Tak więc ustawodawca nabiera pewnego doświadczenia w próbach wyjścia z sytuacji bez wyjścia. Osobiście stawiam na zmianę ustawy w trybie pilnym, aby prawo dostosować do rzeczywistości albo na „znalezienie" kandydatów na ławników (podobnie jak w nowej KRS), aby „uratować" reputację. Może jednak nie doceniam kreatywności pomysłodawców.

W tym zakresie nic mnie już nie zdziwi.

A jak jest w sądach powszechnych?

Udział społeczeństwa w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości jest niezbędnym łącznikiem między „prawem" a „sprawiedliwością". Wszystko zależy od odpowiednich proporcji, które dadzą społeczeństwu poczucie sprawiedliwości, jednocześnie nie pozwalając na „sprawiedliwość wiecową".

Czyli uważa pan, że powinni zasiadać w składach orzekających we wszystkich sprawach?

Oczywiście nie, nie da się tego zrobić we wszystkich sprawach, a co więcej, nie jest to celowe. Powinni być obecni w tych najbardziej wrażliwych społecznie i w tych, które nie wymagają skomplikowanej wiedzy prawniczej.

Czyli w jakich konkretnie?

Poszerzenie udziału ławników powinno dotyczyć np. niektórych spraw rodzinnych – w których wrażliwość społeczna jest bardzo potrzebna, karnych, które mają odcień stosunków rodzinnych czy sąsiedzkich, cywilnych, w których w grę wchodzi bardziej rozstrzyganie sporów międzyludzkich, a nie stosowanie skomplikowanych konstrukcji prawnych itd.

Czy dziś ta instytucja jest wystarczająco wykorzystywana?

W niektórych kategoriach spraw nie jest źle. Oczekiwałbym jednak pewnych modyfikacji. Praktycznie nie ma ławników w sądach rejonowych, a w niektórych sprawach być powinni. Z kolei ławnicy zawsze muszą być na sprawach o zbrodnie, a przecież nie zawsze surowość grożących kar powinna być konieczną przesłanką ich udziału w sprawie. Sprawa o wytwarzanie czy przetwarzanie znacznej ilości środków odurzających (np. rozdrabnianie liści konopi, czyli marihuany) wymaga udziału ławników, a np. sprawy o znęcanie się nad członkiem rodziny, które są prowadzone w sądach rejonowych, już nie. A uważam, że być powinni.

Ostatnie wybory ławników do sądów powszechnych pokazały, że i tu chętnych brakuje.

Rzeczywiście. Z jednej strony myślę, że winna jest dynamika dzisiejszych czasów, że życie szybko płynie, że ludzie są skupieni na swoim losie, swoich sprawach. Bycie ławnikiem nie jest przyjściem na jedną sprawę. To stałe „zatrudnienie". Z drugiej strony dostrzegam renesans ruchów obywatelskich i to na poziomie lokalnym i ogólnopolskim. Być może więc kolejne wybory pokażą, że chętnych będzie dużo więcej niż miejsc do obsadzenia. To jest jedyna korzyść z wydarzeń, którą możemy obserwować w ostatnich miesiącach.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL